Tolibowski, potrzeba snu i wicher, który nie daje spokoju

wtorek, lutego 11, 2020


- Zobacz, dalej jestem tym panem jakimś tam! - powiedział zbijając w ciasny mini bukiecik stokrotki, fiołki i fiori di san Giuseppe
- Panem Tolibowskim... 
- Właśnie, Tolibowskim! O czym są Noce i Dnie?
Opowiadam Mikołajowi to i tamto o Bogumile i Barbarze, ale zaraz myśli wracają do Biforco, do momentów, kiedy tańczyliśmy razem walca w miejskim parku i w salonie Domu z Kamienia. Taki był z niego maluch słodki, wiecznie z tymi kwiatkami. Wciskał mi je na każdym spacerze... Miałam te kwiaty we włosach, zasuszone w książkach i toskańskich notesach. Miałam i zawsze będę miała w sercu. W sercu na zawsze...
I dziś choć ma już prawie czternaście lat, nadal ochoczo obdarowuje mnie kwiatami. Cieszę się tymi chwilkami całym sercem, bo przecież to jeszcze chwila, mgnienie oka i panem Tolibowskim zacznie być dla kogoś innego. 


 - Pusia ... Ho - psi, ho - psi... - Powtarzał Tomek uwieszony na moim ramieniu. Nie pamiętam już skąd się wzięło nasze domowe określenie na potrzebę snu. Może z Puchatka?
W każdym razie, kiedy wyszliśmy na niedzielny popołudniowy spacer Tomek szedł tak leniwie, jakby miał zasnąć w pół kroku i dywagował bezustannie na temat ilości snu i jego potrzeb w tej kwestii. 
- O tu, zobacz Pusia jakie ładne miejsce! Ho - psi, ho - psi...
Rozłożył się zaraz na trawie w wiosennym słońcu wśród stokrotek i fiołków, ale o niezakłóconym relaksie mógł tylko pomarzyć, bo brata roznosiła energia.  

Na takim to słodkim wałkonieniu się we troje minęła nam cała niedziela. 


Nad Apeninami hula wicher. Mówią, że to libeccio. Jak zwał tak zwał, ale znów pół nocy nie spałam, bo przy co drugim podmuchu człowiek miał wrażenie jakby dom chciało wyrwać z korzeniami. Chyba tak silnego wiatru to jeszcze tu nie było. Miałam nadzieję, że do rana się uspokoi, ale chyba ani myśli. Ostatecznie Tomek został w łóżku, bo strach mi było go wyprawiać z domu. Poczeka na następny pociąg, a tymczasem może sobie spokojnie ho - psi..., ho - psi...


Mikołaj ma natomiast zaplanowaną na dziś wycieczkę szkolną i tu nie wiem co z tym fantem zrobią. Czy tam gdzie jadą jest spokojniej? Już raz była przekładana, bo ziemia się wtedy zatrzęsła, a teraz znów inne atrakcje...

Przy tym całym wietrze temperatura jest już nawet nie jak w marcu, ale w kwietniu. Idzie do nas jeszcze cieplejsze powietrze, więc tym bardziej mam nadzieję, że wicher się uspokoi i pozwoli tym ciepłem cieszyć się w najlepsze.
Ten tydzień jest zdecydowanie spokojniejszy, niż poprzedni i ten, który nadejdzie po nim. Wykorzystuję czas na pisanie i o dziwo całkiem dobrze mi idzie. W poniedziałek wena trzymała się mnie przez cały dzień i e-book już już tuż tuż. 
Po Waszych radach pozostaję narazie przy tej formie, a potem zobaczymy. Może sama, bez proszenia się u wydawnictw będę kiedyś mogła wydać to wszystko na papierze. Kto wie!


CIEPŁE POWIETRZE to po włosku ARIA CALDA (wym. aria kalda)

Spodobał Ci się tekst?

Teraz czas na Ciebie. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

  • Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka.
  • Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę.;
  • Bądźmy w kontakcie, polub mnie na Facebooku i Instagramie.

PODOBNE WPISY

0 komentarze