codzienność

Perliczka, dwa imiona i pierwszy egzamin

sobota, lutego 24, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Kolejny piątkowy obiad udał nam się wspaniale, na stół wjechała perliczka pachnąca rozmarynem. Spacerów na deser tym razem nie było, ale były za to wieści uniwersyteckie od Tomka, które stały się osłodą jak największa porcja tiramisu'. Poza tym Dom bez Imienia już prawie ma imię...


Nacieramy "faraonę" - to znaczy perliczkę - solą i ziołami. Rozgrzewamy oliwę z ząbkiem czosnku oraz gałązką rozmarynu i obsmażamy na niej na złoto kawałki mięsa, podlewając pod koniec białym winem. Przekładamy faraonę do odpowiedniego naczynia, dodajemy pokrojone (tak jak na zdjęciu) ziemniaki, ząbki czosnku, sporo rozmarynu i podlewamy wszystko tłuszczem, który został na patelni - można dodać łyżkę masła, żeby "zebrać" z niej cały smak. 

Wkładamy wszystko do gorącego pieca. Jeśli ma się nowoczesny piec, to trzeba liczyć godzinę w około 180 stopniach, jeśli się ma taki jak ma Mario trzeba zaglądać i ewentualnie dorzucać do ognia. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Żeby umilić sobie czekanie i omamić czymś ślinianki, przygotowujemy klasyczne aperitivo. Tym, którzy chcą być stylowi, polecamy serwowanie go w ikonicznych szklankach po nutelli. Efekt "wow" murowany! 

Perliczka udała się znakomicie. Zazwyczaj to danie serwuje Paw, ale jako testowanie kolejnych możliwości pieca w nowym domu Mario, postanowiliśmy sami spróbować i eksperyment powiódł się bardziej niż wspaniale!

Tak oto minął nam kolejny piątkowy obiad w Domu, na imię którego są w tej chwili dwie propozycje i jak tylko przyjedzie Tomek, co ma nastąpić za tydzień, odbędzie się zebranie Rady Najwyższej, która ustali czy mariowy Dom jest bardziej "Renczem" czy "Covo". 

Rancho - to propozycja anonimowego Czytelnika (kto się przyzna?), wymawiane "rencz", ładnie się komponuje z Ranger i sugeruje, że przy domu jest też spory kawałek ziemi do "obrobienia", a jeśli Mario rzeczywiście zdecyduje się mieć kury, to już w ogóle byłby "Rencz" pełną gębą. 

Covo to propozycja Mikołaja. Covo to znaczy - gniazdo, kryjówka, schronienie... Słowo, które kojarzy się z ciepłem i bezpieczeństwem. I dlatego też ja sama skłaniam się ku tej propozycji, ale zobaczymy co ostatecznie ustali Rada. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Piątek poza królewskim obiadem, nie zaserwował na deser spektakularnych spacerów, bo pogoda była pod psem - idealna do kucharzenia i sączenia wina, aperitivo, czy innych napitków. Poza tym ja miałam myśli rozbiegane, bo piątek był też dniem, w którym Tomek miał zmierzyć się z pierwszym uniwersyteckim egzaminem - i to egzaminem kobyłą... 

Egzamin miał być o 9.00, ale kiedy mój student dotarł na miejsce, okazało się, że jego nazwisko jest przedostatnie na liście. Czekał więc bidula prawie do 15.00 na swoją kolej. W końcu po 15.00 napisał... 

Napisał oczywiście w tomkowym stylu, lapidarnie, skromnie, z minimalistyczną oszczędnością słowa... Mam zakaz opowiadania o jego prywatnych sprawach, ale dziś tak bardzo rozpiera mnie duma i radość - radość nawet bardziej niż duma, bo wiem ile czasu i jak intensywnie uczył się do tego egzaminu, w duchu bałam się, czy ten jego wysiłek i zaangażowanie zostaną naprawdę docenione. Nie chciałam, żeby na starcie ktoś zgasił jego zaangażowanie i pasję.

Na szczęście wszystko poszło pomyślnie i pierwszy egzamin zaliczył na najwyższą możliwą ocenę okraszoną dodatkiem, którego nie ma w oficjalnej skali ocen. 

Teraz mam nadzieję, że trochę odpocznie i poświęci też czas na relaks. 

Przed nami ostatnia już w tym roku lutowa sobota. Koniec miesiąca zapowiada się bardzo deszczowo i nieprzyjemnie. Jeśli tak będzie pod znakiem zapytania staną też nasze ognie dla marca. Nie ma jednak sensu wybiegać w przyszłość. Dziś jest dziś i dziś zapowiada się bardzo towarzysko! 

Pięknego dnia. 

ZDAĆ EGZAMIN to po włosku SUPERARE L'ESAME

A gdyby ktoś chciał zobaczyć Mario w akcji - tym razem, krótszej, bo przygotowanie arrosto jest mniej spektakularne niż przygotowanie makaronu, zapraszam TUTAJ

 



codzienność

Kwiaty, sztuka i ogródek

piątek, lutego 23, 2024

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka

Wyczekany start prac ogródkowych, poza tym o Mikołaju, który wciąż jest Toliboskim i na lekcji sztuki "rozbija bank" oraz planach na najbliższe dni, czyli ogłoszenie o ogniach dla marca i nadzieja na kolejny królewski obiad w najmilszej toskańskiej kuchni.  


W czwartek wiatr zaczął przybierać na sile. Nie było już tej słodko przyjemnej aury. Zrobiło się chłodniej, niebo się zasnuło, a deszcz wisiał w powietrzu. Nawet krokusy w sąsiednim ogródku skuliły dzióbki w ciup. 

Po obiedzie podreptałam do Marradi w ważnym celu, z plikiem dokumentów w plecaku, ale na placu przed urzędem stała już kolejka oczekujących, więc jasnym było, że nijak do moich popołudniowych lekcji się nie wyrobię. Z żalem machnęłam ręką i wróciłam do domu. Biurokracja musi znów chwilę poczekać.

Do rozpoczęcia lekcji miałam jeszcze ponad pół godziny, więc postanowiłam spożytkować ten skrawek czasu na wstępne prace ogródkowe. Rach ciach zagrabiłam resztki jesieni, rozebrałam mimozę z zimowych fatałaszków, w nadziei, że już żadne wielkie mrozy nas nie nawiedzą, przekopałam pas ziemi pod przyszłe pomidory i przycięłam rukolę, która zaczęła przybierać rozmiary średniego krzewu. 

Uwijałam się jak w ukropie, żeby zrobić jak najwięcej i przede wszystkim zdążyć przed deszczem z przekopaniem ziemi. 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka

- To dla Mamy - wręczył mi mały badylek drzewka owocowego z jednym kwiatuszkiem, który po drodze od stacji stracił większość płatków - kiedy go zrywałem był ładny - dodał na usprawiedliwienie. 
- Nadal jesteś Toliboskim! Kochany mój!

Rozczulił mnie ten gest do niemożliwości... Jeśli dorosły syn wracając ze szkoły widzi kwiatek i myśli o mamie, to znaczy, że chyba do bycie "Mamą" wyszło mi całkiem dobrze. Poczułam zalewającą mnie jak tsunami falę czułości. Badylek wsunęłam pomiędzy kartki notesu, na pamiątkę, jak kolejną najcenniejszą relikwię.  

Ucałowałam tego mojego Toliboskiego jakieś pięćdziesiąt pięć razy i pogratulowałam z serca, bo czwartek był dla niego bardzo dobrym dniem. Z odpytywania na lekcji sztuki dostał celującą ocenę, a jak sam twierdzi jest to jedyna materia, której nauka sprawia mu prawdziwą przyjemność i dlatego też jest dla niego szczególnie ważna, kwestia wręcz honorowa. 
Pani znów chwaliła Mikołaja za wiedzę i za bogactwo kulturowe, które jest tak ważne w jego życiu - zaprocentowało w ten sposób nasze ostatnie bycie we Florencji, kiedy podziwialiśmy Masaccia i Paolo Uccello. 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka

I tak nastał kolejny piątek. Piątek, czyli... wiadomo! Ale, aż boję się zapeszać, bo w życiu różnie bywa, więc o tym, co dziś na obiad opowiem w sobotni ranek albo będę zamęczać instagramowymi relacjami już wieczorem. Mam nadzieję, że to będzie kolejna królewska uczta. 

Na witrynach marradyjskich sklepów zawisło najbardziej wyczekiwane przeze mnie ogłoszenie! Już w następnym tygodniu Światło dla Marca! W tym roku impreza potrwa dwa dni. Mam nadzieję, że prognozy się tym razem nie sprawdzą, bo na ten moment, luty zapowiada bardzo łzawe pożegnanie. 

Zanim jednak luty założy buty i wyjdzie, przed nami weekend, w którym będzie towarzysko, mam nadzieję, że też górsko i może znów Ranger "poterkocze" po bezdrożach Apeninów... 

Pięknego weekendu!

CAŁOWAĆ to po włosku BACIARE 

Dom z kamienia

Jedna łąka, dwa domy i jedno marzenie

czwartek, lutego 22, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

O tym, jak Apeniny odsłoniły przede mną jeszcze jeden skarb, czyli kolejna łąka z widokiem, na której już nie jeden kamienny dom, ale nawet dwa oraz o tym, jak toskańskie marzenie o Domu z Kamienia ma się dobrze.

- No to gdzie? - zapytał Mario, kiedy już minęliśmy Biforco.
- Nie wiem... Może w kierunku Badii? - odpowiedziałam bez przekonania. Nie dość, że oderwałam Mario od jego zajęć, to jeszcze nie miałam pomysłu na spacer.
- Przecież nie chciałaś po asfalcie.
- No nie chciałam...
- To może na Monte Colombo? - złożył kontrofertę. 
- Może być... Vai na Monte Colombo! 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Monte Colombo aż tak mnie nie "rusza", bo byliśmy tam milion razy i nie jest to na pewno topowa dziesiątka moich ulubionych - wśród najbliższych - destynacji. Jednak dla rozprostowania nóg i pooddychania, dobre i to. Nie można marudzić. Trudno w tygodniu oczekiwać spektakularnych wojaży, zwłaszcza jeśli człowiek żyje z zegarkiem w garści. Jakby nie było, szutrowa droga w górach jest lepsza od asfaltu w dolinie.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Kiedy jednak dojechaliśmy do miejsca, w którym zwykle zostawiamy Rangera i gdzie rozchodzą się szutrowe drogi, Mario zaproponował, żeby obrać inną trasę. Wskazał na drogę zamkniętą szlabanem, którą ja - jakimś cudem - jeszcze nie szłam. Na zachętę dodał, że na górze jest kamienny dom...
Przyklasnęłam bez wahania, bo raz, że pod górę, a dwa, że Dom z Kamienia. Pełnia szczęścia.  

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Szliśmy powoli, bo droga im wyżej w górę, tym piękniejszymi widokami mamiła. Rozciągała się przed nami panorama na Lavane, na Monte Gianni, na Monte Rotondo i na Castellone, który niknął coraz niżej w dole.
- Już mi się podoba! - Oceniłam zanim jeszcze dotarliśmy na górę. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Mario, jak się wkrótce okazało, pamiętał to miejsce piąte przez dziesiąte, czyli tak bardzo tyle o ile i sam też, kiedy rozlała się przed nami soczyście zielona łąka z domem na środku, zaczął mi wtórować w poetyckich peanach. 

- W takim miejscu jako pierwszy widzisz narodziny słońca i jako ostatni się z nim żegnasz, a to wzniesienie od północy chroni cię od okropnego "vento di sotto". Coś nieprawdopodobnego!

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Okazało się, że kamienny dom nie był sam. Na apenińskiej łące przycupnęły dwa kamienne domostwa. Drugi dom stał na przeciwległym jej krańcu.
- Popatrz na łąkę i drogę! Przypomina bardzo Dom Medyków, czyż nie? 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Marzę o toskańskim Domu z Kamienia - niezmiennie już od 17 lat. Marzę coraz częściej po cichu, żeby nie zanudzić, bo i tak wie o tym już każdy apeniński kamyk, kwiatek i krzak, każdy motyl, każda pszczoła, nawet jaszczurki umykające w popłochu spod moich stóp. 

W takich miejscach jednak to marzenie zawsze rozpala się mocniejszym ogniem. 

Dom w moich marzeniach jest prosty, zwyczajny, wiejski, żadne tam wille Michała Anioła, nie Chianti, nie żaden instagramowy anturaż nastroszony cyprysami, ale właśnie taki skromny, bezpretensjonalny dom na ukrytej w dziczy apenińskiej łące, żebym zawsze miała na wyciągnięcie stopy plątaninę niezadeptanych szlaków i nie zakłóconą niczym przestrzeń. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

W takich miejscach, jak to wczorajsze mam zawsze coś na kształt déjà vu. Jakbym te domy już gdzieś widziała... 
To oczywiste! Jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi - widziałam je niezliczoną ilość razy w moich snach. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Spacer bez wielkich oczekiwań okazał się kolejną codzienną wspaniałością! Jeszcze raz z "niczego" wyszło coś wielkiego. Mam nadzieję, że kiedyś, za iks lat, uda mi się to moje marzenie wypracować, wydreptać, zmaterializować kamień po kamieniu na jednej z tych zachwycających apenińskich łąk. 
Pięknego dnia!

NIEZLICZONE to po włosku INNUMEREVOLI 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

pogoda

Brak pomysłu na imiona i pogodowe rewelacje

środa, lutego 21, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Wiosna, wiosna, wiosna - ach to ty, czyli o tym, jak coraz śmielej cieszymy się kwiatkami i jak celebrujemy każdą słoneczną chwilę.

Za osiem dni zapłoną ognie dla marca. W ogródkach już rosną stosy po przycinkach winorośli, drzew owocowych i krzewów kwiatowych. To czas, który celebruję szczególnie, powiedziałabym nawet, że choć wciąż jestem w biegu - niestety, to każdy najmniejszy nawet kwiatek celebruję w zwolnionym tempie. Tak jak kluczowe sceny sportowe powtarzają na spowolnionych obrotach, tak i moja głowa przewija sobie w głowie kwiatkowy film. 

Dni mijają tak piękne, że kiedy rozmawiam z kimkolwiek z "innego klimatu" czuję się trochę winna. Winna, że inni nie mają tak dobrze, że jeszcze farfocelki świeżo rozwijającej się magnolii nie odcinają się biało różowo od lazuru nieba. 

Niby idzie do nas od piątku jakiś polarny front, ale chyba nie ma wielkiej mocy, bo nawet nikt nie miał pomysłu na imię dla niego - ot ciclone polare i tyle. Od przyszłego tygodnia znów powinno być ładnie, a tymczasem niech pada, jeśli może, bo przynajmniej dokończę zaległości i ziemia zrobi sobie zapasy wilgoci. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Zdarzenia galopują w zatrważającym tempie. Od tygodnia nie dopisałam słowa do książki. Wciąż jestem z czymś do tyłu, a tyle jeszcze czeka. Ogródek wciąż nie został przekopany. Trzeba zdążyć przez deszczem. Na dodatek robota podwójna, bo i nasz i ten przy Domu jeszcze Bez Imienia. Przy okazji - uważamy, że Dom Mario to zbyt oczywiste. Taki Ranger - dajmy na to -  nie jest przecież Samochodem Mario! Myślę, że odpowiednie imię jeszcze się do nas przyplącze. Pójście w kierunku "rozpusty" - jak ktoś sugerował - może budzić niepożądane skojarzenia. 

Niektórzy mówią, że środa to taki mały piątek. Niech i tak będzie, choć dla kogoś, kto weekend zaczyna w sobotnie "poobiedzie", to mocno naciągane.  
Teraz więc odrywam się od komputera, niczym więzień na przydziałowy, wyliczony co do minuty spacer i idę kontemplować magnolie, mimozy, fiołki i fiori di san Giuseppe.

Pięknej środy!


kuchnia

Tryptyk

wtorek, lutego 20, 2024

Kasia Nowacka, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech, Toskania, Marradi

O tym jak z obrazu pod tytułem "piątkowa tradycja" zrobił się prawdziwy tryptyk "makaron, pizza i dzik"...

W piątek był obiad do znudzenia już opiewany słowami i rolkami w social media - słynna pasta fatta a mano w wykonaniu Mario z moim grzybowym ragu'. W sobotę natomiast po zachwytach nad prostotą życia w zakamarkach niepopularnej Toskanii i po wcześniejszych nerwach spowodowanych rozdygotaniem ziemi, "dyplomatycznie" namówiłam Mario na pizzę. Z racji tego, że w sobotę marradyjskie lokale pękały szwach, postanowiliśmy wziąć pizzę na wynos i zjeść w cieplusiej i milusiej, kuchni w Domu Bez Imienia. To był też mój instynkt samozachowawczy - odłożyć moment pójścia spać jak tylko się da. W niedzielę natomiast...

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Już w czasie naszego piątkowego spaceru, kiedy to sami siebie komplementowaliśmy za królewski obiad, Mario pochwalił się, że ma w zamrażarce jeszcze jedną porcję dzika i trzeba byłoby go znów przygotować... Niewiele myśląc chwyciłam piłkę w locie i bezczelnie zaproponowałam: 
- A może w niedzielę na obiad? Przyszłabym z Mikołajem...
- Niech będzie niedziela - Mario nie pozostało nic innego, jak tylko przystać na moją propozycję. 
Niedzielny dzik był więc ustalony już w piątek przed wieczorem. Ta pizza w połowie drogi wpadła potem spontanicznie, przypadkiem.  

Tym sposobem weekend - jeśli przymknąć oko na dygnięcie ziemi - udał się bajecznie, a rozpusta kulinarna była wręcz nieprzyzwoita. I tu znów w nawiązaniu do wczorajszych słów, dwa słowa o prostocie... 

Można zjeść dobrze w różnych wykwintnych czy mniej wykwintnych lokalach, w restauracjach i trattoriach, ale są takie rzeczy, których kupić nie sposób. To serce, troska i ciepło, jakie dostaje się wraz z podstawionym pod nos parującym talerzem. Za każdym razem, kiedy siadam przy stole w Domu Bez Imienia, czuję jak to ciepło wypełnia mnie po końcówki włosów. 
Wdzięczność, wdzięczność, wdzięczność... 

Kasia Nowacka, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech, Toskania, Marradi

Przez cały weekend pogoda była nieprzyzwoicie wiosenna. Kiedy w niedzielne południe szliśmy z Mikołajem do Mario, co kilka kroków zdejmowałam kolejny element garderoby. Na słońcu było chyba ponad dwadzieścia stopni, na co Mikołaj nie omieszkał powygrażać, że kto to widział takie rzeczy w lutym! 

Po obiedzie zakończonym tym razem deserem, bo Mario postanowił uszczęśliwić jeszcze bardziej najmłodszego biesiadnika, Mikołaj wrócił do domu, a my znów... Ranger, bezdroża, poszukiwanie nowych dróg i dróżek, aperitovo, słońce, śmiech i radość.

Mieliśmy zamiar odnaleźć pewną drogę, ale ostatecznie kręciliśmy się w kółko gdzieś na granicy Toskanii i Romanii, a kręcenie to nie zaowocowało tym razem żadnym spektakularnym odkryciem, choć... cały ten dzień bez wątpienia był spektakularny.  

Kasia Nowacka, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech, Toskania, Marradi
Kasia Nowacka, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech, Toskania, Marradi
Najlepsze potwierdzenie lutowej wiosny - Mario w wersji bez czapki!
Kasia Nowacka, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech, Toskania, Marradi

I tak nastał nowy tydzień. Poniedziałek w tym tygodniu bił rekordy w kwestii ilości lekcji i czasu na dreptanie było tyle co nic. Ani na dreptanie, ani na kucharzenie. 
Nim usiadłam do drugiej tury lekcji, zaliczyłam szybki przystanek w markecie, korzystając z tego, że Mario zaoferował się z podwiezieniem mnie. 

- Jak już tu jestem, to też coś wezmę na kolację - powiedział i sięgnął do lodówki po gotowego burgera. 
Widząc moje karcące spojrzenie, zaraz pospieszył z tłumaczeniem:
- Dziś nie mam ochoty stegamare - można to przetłumaczyć jako "stać przy garach". 
- Masz już dosyć po tym weekendzie... - przez chwilę poczułam się winna, że moimi zachciankami wykończyłam biednego Mario. 
- Nie, tylko dziś nie ma mojej "muzy", więc nie chce mi się wymyślać. 

Kasia Nowacka, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech, Toskania, Marradi

Kulinarna "muza" poczuła się miło połechtana i już zaczęła myśleć po cichu jakie inspiracje podrzucić na najbliższy piątek. 

Tymczasem do piątku jeszcze chwila, przed nami kolejny wiosenny dzień, luty zaczyna swoją ostatnią w tym roku dekadę. 

Pięknego dnia!

STEGAMARE - tak jak wyżej, to kucharzyć, mieszać w garnkach.

codzienność

Sekret tkwi w prostocie

poniedziałek, lutego 19, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

Sobotni wstrząs zszarpał mi nerwy. Na szczęście Mikołaj, który był w tym czasie jeszcze w szkole w ogóle się nim nie przejął. On generalnie najlepiej z nas wszystkich poradził sobie z wrześniową traumą. Tomek i ja zdecydowanie gorzej. W innej sytuacji, przy takim wstrząsie jak ten sobotni, spięłabym się na chwilę, ale pewnie po godzinie już bym zapomniała, nawet jeśli 3,5 daje się mocno poczuć. Kiedy jednak za plecami ma się prawdziwe trzęsienie, to człowiek siedzi i czeka czy: to był jednorazowy wybryk i już będzie spokój, czy też preludium do większego armagedonu. Ta niepewność i nieprzewidywalność są najgorsze. Poziom stresu jest nieznośny. 

W sobotę na szczęście drgnęło jeszcze tylko raz, już nieodczuwalnie, a ja wydałam obiad Mikołajowi, który spieszył się na jakiś mecz i zaraz zameldowałam Mario, że już jestem wolna i jeśli mamy się gdzieś włóczyć, to możemy ruszać. 

Mario do trzęsienia podchodzi tak jak Mikołaj.
- Przecież ty lubisz tańczyć! Ha ballato un po'*!
- Un po'...

Ballare to znaczy tańczyć, "trochę potańczyła" - powiedział Mario i miał na myśli oczywiście ziemię. Wiedziałam, że to bagatelizowanie obliczone było przede wszystkim na uspokojenie moich nerwów. Do tego bagatelizowania Mario dodał całą paletę innych uspokajaczy i tak urodziło się przepiękne popołudnie, jakiego sama sobie zazdrościłam.
 
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

Kiedy dziś o poranku, a właściwie to była jeszcze noc, przeglądałam zdjęcia z tego dnia, pomyślałam, że to moje toskańskie życie jest takie inne od klasycznych, filmowych obrazków i mimo różnych perturbacji nie zamieniłabym go na inne, nawet jeśli raz na jakiś czas jakaś troska daje w kość. 

Zamiast "drogi Gladiatora" szorstkie i chropowate drogi Apeninów, zamiast Ferrai nieco rozklekotany Ranger, zamiast Brunello w klimatycznej restauracji - proste Sangiovese z Romanii na jakiejś polanie przed myśliwskim szałasem albo w szczerym polu.  

I tak jest dobrze, sekret tkwi w prostocie. Im jest prościej tym lepiej. Człowiek naprawdę niewiele potrzebuje do szczęścia. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

- Gamogna? 
- Tak! tak! O matko... jak ja dawno nie byłam na Gamognii - zaraz zaczęłam grzebać w pamięci, żeby dokopać się do ostatniego razu i wyszło na to, że ten ostatni raz to były kwietniowe warsztaty. - Prawie rok! To się nie godzi!

Nim jednak dojechaliśmy do Lutirano, Mario zmienił plan, bo jak to często w naszych wojażach bywa, bak był prawie pusty i prawdopodobnie na taki dystans i wspinaczkę Ranger potrzebowałby więcej paliwa. 

- Jednak będzie Bufalo - ocenił - może być?
- Pewnie, że może - przytaknęłam. Ze mną jak z dzieckiem, jest ranger, jest włóczęga, są Apeniny, jest dobrze.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

Jak my się na tych włóczęgach świetnie bawimy! A Mario to już w ogóle uśmiech ma od ucha do ucha i im bardziej Ranger podskakuje, tym on jest szczęśliwszy. Przez rzekę, pod górę, wąską drogą bez barierek, po dziurach i wertepach. Prawdziwy off road. Tu krótkie nagranie z muzyką, gdyby ktoś chciał poczuć o czym mowa.  
To też jest Toskania. To też jest dolce vita. Taka moja prawdziwa vita, nie na pokaz dla innych. To znaczy ja się nią chętnie dzielę, ale właśnie po to, żeby pokazać jak piękne mogą być proste rzeczy.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

Pogoda była znów jak malowana - malowana wiosną rzecz jasna. Tuż obok na łące podskubywały trawę trzy koziołki, słońce powoli opierało brodę na szczytach Apeninów, a my siedzieliśmy tak i siedzieliśmy, sącząc wino zachwycaliśmy się lutowym, popołudniowym spektaklem, w którym góry otuliły się w welurowe światło, spowiły w ciepły woal mgiełki. Dookoła panowała niemal święta, mistyczna cisza, zmącona delikatnie jeszcze nieśmiałym ptasim trelem.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

Bufalo to miejsce w górach, które znają tylko miejscowi i to - wnosząc po komentarzach na fb - tylko nieliczni miejscowi, przede wszystkim myśliwi. Wzgórza, u stóp których ściele się rozległa łąka, zamykają od południowo wschodniej strony dolinę Acerrety. Kompletna głusza, telefon tutaj nie wie co to jest "zasięg", a na horyzoncie nie widać śladów cywilizacji. Dopiero w dolinie rozsianych jest kilka domów, a dwie granie dalej przycupnął tysiącletni kamienny kościół, opisywana przeze mnie nie raz i nie dwa Trebbana.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
https://www.empik.com/nieznane-toskania-i-romania-gdzie-dante-mowi-dobranoc-nowacka-katarzyna,p1295276499,ksiazka-p
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

Znów nie chciało nam się ruszać... Sobota to dzień kiedy popołudnie mam wolne, więc chciałabym je celebrować do ostatniej chwilki. Wracaliśmy do domu w oprawie pięknie zachodzącego słońca. 
A potem przyszła spokojna - na szczęście - noc, choć ekwipunek miałam na wszelki wypadek przy łóżku, a potem nastała niedziela, która podarowała kolejny obiad w Domu Bez Imienia i jeszcze jedno wiosenne wojażowanie. I tak to proste życie pisze się dzień po dniu...

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii


Apeniny

Apeniny jak z atłasu - spacer na deser po piątkowym obiedzie oraz lęk obudzony

niedziela, lutego 18, 2024

Kasia z Domu z Kamienia, blog o życiu w Toskanii
 
Żeby zachować chronologię - jeszcze kilka piątkowych impresji, zanim opowiem o nocy przespanej na pół gwizdka i plecaku w gotowości przy łóżku... 

Pochłonęliśmy pastę z grzybowym ragu', wypiliśmy kawę, a potem korzystając z pogody i mojego wolnego popołudnia wskoczyliśmy do Rangera i znów pojechaliśmy przed siebie. Może tym razem nie w bardzo nieznane - ale jednak w całkiem nowe miejsce, choć paradoksalnie zupełnie pod nosem.

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Przecieraliśmy tamten szlak po innym piątkowym obiedzie, kilka tygodni wcześniej. Już wtedy zachwycaliśmy się szczególnie jednym ze wzgórz, ubranym w łąki i jałowce. Tym razem postanowiliśmy porzucić oznaczony szlak i pójść polną dróżką, która - jak informowały tabliczki na kostropatej furtce - prowadziła na pastwisko. 
Mogliśmy spacerować bez przejęcia, bo zwierzęta zostaną przywiezione w góry dopiero za jakiś miesiąc.

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Droga pięła się przez chwilę ostro pod górę, więc zwolniliśmy kroku, żeby nie zamęczyć Mario, ale też po to, by kontemplować każdy krok. Aura nadal była marcowa, a może nawet wczesnokwietniowa. Chciało się oddychać pełną piersią, skakać, wędrować, tańczyć, a potem nigdzie nie iść, tylko siedzieć i karmić oczy Apeninami ciągnącymi się bez końca.

- Myślę, że jesteśmy gdzieś 1000 metrów nad poziomem morza - oszacowałam porównując wysokość do znajomych szczytów. - O tam na tej górze jadłam z Ellen podwieczorek i wydawało nam się wysoko, a teraz ta góra jest w dole.

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Okazało się, że na samym szczycie wzgórza znajduje się łąka - kolejna łąka, z której rozciąga się widok na wszystkie strony świata. Jeszcze jedno fenomenalne miejsce, jeszcze jeden ukryty skarb, do którego klucze mają tylko nieliczni. Usiedliśmy pod jednym z karłowatych dąbków i rzeczywiście postanowiliśmy nigdzie już nie iść, tylko siedzieć i patrzeć na góry otulone atłasowym światłem. 

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Znów zamyśliłam się nad wielkim przywilejem, jakim mogę cieszyć się na co dzień. Siedzieć w zwykły, powszedni dzień na łące otoczona ciszą i mieć morze apenińskich szczytów tylko dla siebie - to jeden z najpiękniejszych i najcenniejszych elementów mojego toskańskiego życia. 

Nawet po jedenastu latach ten fakt nie przestał mnie wzruszać i ani trochę nie spowszedniał. Może wręcz im jestem starsza, tym większa we mnie zachłanność na takie oto chwile.

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

- Tam jest Falterona. Łatwo rozpoznać, ma takie dwa garbki. A tam najdalej to musi być chyba Fumaiolo, prawda?
- Tak, to chyba Fumaiolo, kierunek by się zgadzał, odległość też. 
Siedzieliśmy i wypełnialiśmy sobie czas naszą ulubioną górską zabawą - analizą szczytów, spacerem oczu po graniach. 
- A tam - wyliczałam dalej - Gamogna. 
- Czekaj... Tak mówisz?
- No pewnie, zobacz tam jest Segaccia - znów wyciągnęłam palec przed siebie - i dom na Monte Rotondo widać.
Mario zmrużył oczy i wyostrzył wzrok. 
- Nie widzę. 
- A widzisz tę łąkę? 
- Widzę...
- I Monte Gianni.
- No jest...
- To tak w połowie jest Monte Rotondo.
Mario zrezygnowany pokręcił głową i zaczął się śmiać. Przypomnieliśmy sobie podobną scenę sprzed kilku dni, kiedy z marnym skutkiem próbowałam pomóc Mario zlokalizować kwitnące drzewo na środku łąki. 
- Lasciamo perdere!* - skwitował.

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Siedzieliśmy na tej łące do późnego popołudnia. Nic a nic nie chciało nam się ruszać. Choć byliśmy wysoko, nie było czuć ani krztynki wiatru. Nie drgnęło nawet żadne ździebełko trawy. Spokój absolutny. 

Ten cały piątek był jak nagroda pocieszenia, po nieco g...nym tygodniu. 

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Rozpieszczona takimi cudami, czekałam z utęsknieniem na sobotnie południe. To moment, kiedy zaczyna się mój wolny weekend. Kilka chwil po tym jak zamknęłam komputer i wrzuciłam spaghetti do gotującej się wody, dom z hukiem zatrząsł się w posadach... 

Poziom stresu w ciągu sekundy przekroczył wszelkie dopuszczalne normy. Czułam jak serce wali mi nawet w uszach. Normalnie pewnie zlękłabym się tylko na chwilę i zaraz o tym zapomniała, ale kto raz trzęsieniem był straumatyzowany, ten w podobnych sytuacjach już zawsze będzie wypełniać się takim lękiem, którego żadnymi słowami opisać nie sposób. A ja do tego mam już wbudowany sejsmograf. Wstrząs był silny i jak się wkrótce okazało odczuwalny w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. 

Oczywiście w pierwszej chwili złapałam za telefon i zadzwoniłam do Mario w poszukiwaniu psychicznego wsparcia. Niedługo po wstrząsie przyszła też wiadomość od Mikołaja, który szczęśliwie w tym czasie był w szkole. 

Odechciało mi się jeść, a spokój zmiotło tsunami bezgranicznego lęku. Spakowałam znów plecak i nasłuchiwałam. Każde szczekanie psów było jak złowróżbne ujadanie. 
Ziemia dygnęła jeszcze tylko raz, ale już nieodczuwalnie. 
Na szczęście noc - z plecakiem w gotowości przy łóżku - minęła spokojnie. A o tym jak Mario pomógł - znów w roli wybawcy - ratować mój sobotni spokój opowiem przy jutrzejszej kawie. 

Wstrząs miał siłę 3,5. Poza strachem, który odrodził się u wszystkich jak feniks z popiołów, nie było żadnych szkód. 

Niech dziś dzień będzie spokojny! 
Pięknej niedzieli.

*LASCIAMO PERDERE - to znaczy DAJMY SPOKÓJ   

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii