codzienność

Ugięcie

wtorek, listopada 29, 2022

Dom z Kamienia, codzienność

Po wczorajszym różowo malinowym wschodzie słońca, niebo opatuliło się w burą kapotę i ani myśli zmienić nastrój. Tak ma być jutro, pojutrze i w ogóle chyba do odwołania. Odbija sobie jesień szastanie ciepłym słońcem na lewo i prawo. Nic nie poradzimy. Takie jej święte prawo. I może to wszystko przez to? Nastroje, niepokoje, wewnętrzne rozdygotanie.

Listopad zaraz podbije kartę, a ja nawet nie zdążyłam nad nim podeliberować, jak to zwykle miałam w zwyczaju. W ogóle tak się zastanawiam, że z roku na rok, coraz mniej mam czasu na cokolwiek, a powinno być przecież na odwrót... Biorę sobie na głowę więcej niż potrafię unieść i czasem pod tym ciężarem się uginam. 

Znów mam chyba kryzys ogarniania miliona spraw w pojedynkę. Tracę sprężystość kroków i jasność myślenia. Codzienność utkana z misternej pajęczyny czasem robi się lekko poplątana. Sama do siebie mówię: "Powoli, powolutku. Nie wszystko na raz. Dziś zrób to, jutro resztę. Rozpisz. Rozplanuj". 

Łatwo powiedzieć...
Piec, drugi piec, lekarz, szkoła, druga szkoła, znów lekarz, zakupy, sklep zaraz zamkną, lekcja, druga lekcja, zebranie, dokumenty, książka, kolacja, zaraz śniadanie, gdzieś po drodze w dzikim galopie sen. Lęki, niepewności, zagmatwania... Mam wrażenie, jakbym z czasem i z własnymi możliwościami siłowała się na rękę. Nie od dziś nie od wczoraj, ale nawet jeśli zwykle jestem jak braccio di ferro, to jednak nie dziś i nie wczoraj.  A tu już grudzień... Szlag!

Tyle miałam zrobić! Tyle zrobiłam! Ale dwa razy tyle zostało jeszcze do zrobienia. I to nieszczęsne rozdygotanie..., którego pewnie nikt nie pojmie. 

No nic! Nie pierwszy taki moment i pewnie nieostatni. Sinusoida, pajęczyna, bieg z przeszkodami. Zwał jak zwał. Karuzela codzienności kręci się dalej. 

Dobrego dnia!

trekking

Cały worek wisienek

poniedziałek, listopada 28, 2022

Trekking Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi

Jeśli dobrze policzyłam, to był nasz dziesiąty wspólny trekking. Pamiętam dokładnie każdy z nich. Pamiętam pogodę, widoki, kolory, pamiętam szelest liści, kiedy schodziłyśmy z Trebbany, kwitnące magnolie w Valnera, orchidee i granie świerszczy w drodze z Monte Lavane i wiatr na Lozzole czy na Pianorosso. Pamiętam kanapki, ciastka, pomidory, mandarynki, gorzką czekoladę i nieodłączne cukierki T. 
Niemal po każdej wyprawie mówiłyśmy - no ta to była "łał" - nie umniejszając oczywiście poprzednich! Wiele z nich nazywałyśmy wisienkami na torcie, ale wszystkie one zostały przebite całym koszykiem, górą wiśni, którą stał się wczorajszy trekking... 

Trekking Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi

- O! Popatrz! - W miejscu, gdzie pewnie rok, a może nawet dwa lata wcześniej pracowali drwale leżał sierpak do połowy zamaskowany przez błoto i liście.  
T. oceniła, że to wielki skarb i grzechem byłoby go zostawić. Kiedy potem pokonywałam stromą grań, momentami okazał się nawet pomocny, choć oczywiście był przy okazji niezłym balastem. Jak na złość zmieniłam plecak na mały, bo przecież nie wybierałyśmy się na WIELKĄ wyprawę.

Ponieważ w niedzielę nie mogłyśmy liczyć na pomoc z transportem, a do tego pogoda była niepewna, zaproponowałam że pójdziemy gdzieś w Biforco, najwyżej nie będzie wielkich odkryć, tylko znajoma ścieżka. Jedno było pewne - nie mogłyśmy nigdzie nie pójść, bo to już ostatnia niedziela przed pożegnaniem na długie miesiące. 

Dom z Kamienia, Gdzie Dante mówi dobranoc, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, Gdzie Dante mówi dobranoc, trekking w Marradi

Ustaliłyśmy, że kilka kilometrów za Biforco skręcimy w drogę drwali, a potem trasą, którą szłam z Mario trzy lata temu, wbijemy na grań, nacieszymy się widokami i zejdziemy do Biforco. Taki niezobowiązujący trekking...

Nie wzięłam tylko pod uwagę tego, że nieuczęszczane drogi starzeją się szybciej niż ludzie. Miała być dobrze wyjeżdżona droga, która na końcu się rozgałęziała. Tymczasem, rozgałęzienie znikło - zostały po nich jakieś wątpliwe zarośnięte drogi, a drwale przenieśli się z wycinką bardziej w głąb. 

- To musiało być tam wcześniej... - stwierdziłyśmy zgodnie, stojąc na środku błotnistej drogi i debatując co dalej.  
Ostatecznie postanowiłyśmy iść jeszcze kawałek przed siebie, bo droga przecież gdzieś musiała prowadzić. Po kilkuset metrach droga się jednak skończyła - to tylko filozoficzne cytaty głoszą, że każda droga gdzieś prowadzi. Bzdura. Niektóre urywają się w środku gór, w lesie, ot tak, zupełnie jakby rzucały ci wyzwanie - i co? masz odwagę iść dalej

Dom z Kamienia, Gdzie Dante mówi dobranoc, trekking w Marradi

Znów chwilę podeliberowałyśmy, a potem zdecydowanym krokiem ruszyłyśmy na przełaj, na czuja z GPS i kompasem stromą granią. Bardzo stromą! Według nawigatora byłyśmy jakieś 200 metrów od szlaku Biforco - Crespino. 200 metrów w poziomie ale i tyle samo w pionie. Tak - to było wariactwo, ale czy wariactwa nie są ekscytujące? 
Jak wielkie to było wariactwo, zrozumiałyśmy dopiero jedząc kanapki pod znajomym dębem i z niedowierzaniem podziwiając profil "naszej" grani. 

- Wiesz co jest dla mnie najlepszą motywacją? - zapytała T., kiedy już byłyśmy na szlaku - kiedy ktoś mówi mi, że nie dam rady albo że się boję. 
- Tak! - przyklasnęłam - Dokładnie tak! Ja nie dam rady? No to patrz! Odpowiadam wtedy w myślach.

Dom z Kamienia, Gdzie Dante mówi dobranoc, trekking w Marradi

- Ja pierniczę... - powiedziała T. patrząc z rozmarzeniem w stronę "naszej" grani i Lavane i zaraz zaczęłyśmy obie się śmiać na to jej pierniczenie. - Tak, tak, wiem! Znowu pierniczę. 

Trudno było nie pierniczyć, trudno było w ogóle powstrzymać się od banalnych onomatopei. Miał być zwykły - być może najzwyklejszy ze wszystkich naszych trekkingów, tymczasem zrobiłyśmy coś wielkiego, coś co już zawsze będziemy nosić w sercu jak drogie wspomnienie. I tak sobie dziś myślę, że to wielkie szczęście, kiedy nawzajem stajemy się dla siebie częścią tych niezwykłych wspomnień.

Karkołomne wejście nawet nie bardzo dało nam w kość, bowiem zbyt skupione byłyśmy na tym, czego się łapać i jak nogę postawić. 

Dom z Kamienia, Gdzie Dante mówi dobranoc, trekking w Marradi

Nad dolinę nadciągnęła prawdziwie złota godzina. Listopad w ostatnich dniach swojego trwania rozpływał się w ciepłych kolorach. Na słońcu było bardzo przyjemnie, ale od gór, z cienia zawiewał wiatr. Zimowy wiatr. Vento di sotto... Wiatr, który zaraz porwie ostatnie liście i T. wywieje do ojczyzny. Mam nadzieję, że tak jak wróci zieleń i ciepło, tak też z wiosną znów powędrujemy razem w poszukiwaniu kolejnych wisienek do naszego trekkingowego tortu. 

Kochana T. dziękuję Ci za każdy przedreptany razem kilometr, za cukierki, za łał, za śmiechy i za pierniczenie, za odwagę, za słowa, za bycie razem, za współdzielenie miłości do gór i do tego miejsca. Do następnego! 

A kto chciałby z nami powędrować togo zapraszam do obejrzenia tradycyjnej ROLKI

Dom z Kamienia, Gdzie Dante mówi dobranoc, trekking w Marradi
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, Gdzie Dante mówi Dobranoc, trekking Toskania
Dom z Kamienia blog, trekking Marradi
Dom z Kamienia blog, trekking Marradi
Dom z Kamienia blog, trekking Marradi


rozmowy

Jeszcze jedna dysputa o poszukiwaniu celu

niedziela, listopada 27, 2022

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

I pomyśleć, że listopad naprawdę zaczyna pakować walizki... 

Biforco po raz pierwszy dziś w nocy zaliczyło delikatny przymrozek. Niebo na szczęście pogodne i mam nadzieję, że zaplanowany trekking uda się przednio. 
Ranek mnie roztkliwił, rozczulił, wzruszył, bo zabrałam się z przeglądanie tegorocznej galerii - w różnych celach, to znaczy przeglądałam pod kątem czterech różnych potrzeb. Przekopując się zdjęcie po zdjęciu, odpłynęłam kompletnie we wspomnienia z ostatnich miesięcy. Nie będę ich tu dziś wywlekać, bo na to tradycyjnie przyjdzie czas na koniec roku. 

W sobotni wieczór - ulubiony w całym moim tygodniu, bo jedyny, kiedy nie nęka mnie widmo brzęczenia budzika nazajutrz - siedzieliśmy przy stole i znów ożywiła się dyskusja jaką destynację wybrać na jednodniowy około świąteczny wypad. 

- Do Austrii - upierał się Mikołaj. 
- Na JEDNODNIOWY wypad - przypomniałam kolejny raz. 
- No to do Rzymu.
- O Jezu! Tylko nie do dużego miasta! - zablokował propozycję Tomek.
- Do Comacchio - Mikołaj wpadł z jednaj skrajności w drugą. 
- No błagam! W Comacchio byliśmy sto razy. 
- Ale już dawno nie byliśmy - bronił swojej propozycji. 
- A może do Orvieto? - zaproponowałam.
- A co takiego jest w Orvieto? - zapytali chórem, ale odebrałam to pytanie jako prowokację, więc w odpowiedzi wykrzesałam ze spojrzenia wszystkie pioruny jakie miałam w rezerwie. 
- Ale dlaczego nie do Austrii? - Mikołaj jakby głuchy był na moje argumenty. 
- Bo to daleko!
- Ja mówiłem, jedźmy do Livorno! - Tomek upierał się przy pierwszym pomyśle. 
- Livorno zawsze jest super, ale może coś nowego? O! Może do Lukki?
- A co jest w Lucce? - zapytał kpiąco Mikołaj.
- Puccini! - chciałam być sprytna i uderzyć w muzyczne tony.
- Ale on nie żyje! 
- Wybierzcie tak w promieniu do 200 maksymalnie do 300 kilometrów. 
- Do Austrii byłoby super. 
- Może Turyn? - rzuciłam kolejną propozycję, pomijając Austrię milczeniem.
- O! - ożywił się Tomek na tę destynację. Turyn...
- Ale przecież nie chciałeś dużego miasta! 

Nie doszliśmy jeszcze do żadnego konsensusu, ale kiedy rankiem odpłynęłam w te moje sentymenty, w jednym z miliona okien otwartych na komputerze wyszukałam coś bardzo interesującego. Obstawiam, że przynajmniej Tomek na taką propozycję tylko przyklaśnie!

Tymczasem idę przygotować plecak, dopisać jeszcze kilka słów, tam gdzie trzeba, zamknąć kilka okien internetowej wyszukiwarki i może zakręcić jakieś ciasto, bo po trekkingu miło będzie coś słodkiego złapać na podwieczorek.    

Pięknego dnia!

PROMIEŃ to po włosku RAGGIO (wym. radżdżio)
 

Sekrety Florencji

O niewielkim parku i wielkim odkryciu - Villa il Ventaglio i rewelacje z Duomo

sobota, listopada 26, 2022

Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio

Uwielbiam przemierzać florenckie ulice poza turystycznym ruchem. Uwielbiam obserwować to zwykłe życie florentyńczyków. Tu starsza pani z psem, tam matka odbiera dziecko ze szkoły, dalej grupa nastolatków w koszulkach z krótkimi rękawkami - ach ta młodość! Chłopak na rowerze, dziewczyna przed straganem z książkami paląca papierosa, ojciec i syn w zaciętej kłótni, robotnicy jedzący kanapki przed barem, liście na chodniku... Taka prosta, codzienna zwyczajność, w tym niezwyczajnym mieście.  

I na tym uboczu, gdzie już stopy turystów nie błądzą, wije się parkowa aleja jak podwójne, skołtunione "S". Oto park przy willi Ventaglio. 

Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio

Może to nic aż tak wielkiego, żadne "aj waj" w porównaniu do ogrodu Torrigiani czy Giardino delle Rose, ale mnie za serce chwyciło i na pewno powrócę tam wiosną, by nauczyć się nowych kolorów tego miejsca.

Nieznany turystom Parco della Villa il Ventaglio to około pięć hektarów terenu, który rozciąga się na panoramicznym zboczu wzgórza Forbici. Zaprojektowany został w połowie XIX wieku przez Giuseppe Poggi - tego samego, który jest autorem wielu innych projektów - przede wszystkim tych, które były częścią szerszego planu przebudowy miasta, kiedy to Florencja na kilka lat stała się włoską stolicą. To Giuseppe Poggi zaprojektował znany wszystkim Piazzale Michelangelo, znajdujące się niżej rampy i całą pokręconą zakrętami Viale dei Colli. I jeśli dziś przyjrzymy się dokładnie schematowi parkowej alejki i zarysowi słynnej ulicy - zobaczymy jak wielkie jest między nimi podobieństwo. Istotnie projekt parku był próbą, czy też przygotowaniem do większego urbanistycznego projektu. Był miniaturą zmian na Oltrarno, które zaszły kilka lat później. 

Park powstał na życzenie ówczesnego właściciela willi hrabiego Giuseppe Archinto, który zapragnął mieć ładniejszy dojazd do swojej willi. Zamiast stromej uliczki Forbici chciał mieć łagodną aleję z pięknym widokiem.   

Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio
Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio
Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio

Rzeczywiście widok stąd jest piękny - z jednej strony Monte Falterona, z drugiej Florencja z trzema wieżami w oddali: Palazzo Vecchio, Badia i Bargello. Do tego romantyczny duch dawnego ogrodu w angielskim stylu z rozległą łąką, ze stawem, z lipami, z wiązami, z kasztanowcami, z czarnymi sosnami i z południowymi wiązowcami, z krzewami róż, z laurem wiecznie zielonym... I przede wszystkim cisza i spokój. Nieprawdopodobny spokój. 

Tak niewiele trzeba, by oddalić się od turystycznego tygla. Tak niewiele, by poznać Florencję niezwyczajną. Będę do znudzenia podkreślać, że to wspaniałe miasto ma jeszcze wiele nieturystycznych miejsc, wystarczy tylko chcieć je odkryć. 

Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio
Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio
Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio

Sama willa niestety zdaje się popadać w ruinę. Na żelaznej bramie wisi kłódka, a odrapane okiennice są jak ze smutkiem zamknięte oczy. Nawet jeśli sama willa na tle innych, otaczających Florencję nie jest wielkim arcydziełem, to jednak miło byłoby doczekać chwili, kiedy ktoś przywróci jej dawny blask. 

Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio
Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio

Villa il Ventaglio to nazwa, która narodziła się w czasach Archinto. Nie wiemy jak willa nazywała się wcześniej. W projekcie ogrodu sam Poggi nazywa ją Villa Archinto czy też Villa delle Forbici.

Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z XV wieku. Należała wtedy do jednego z członków rodu Brancacci - znanych dziś choćby ze słynnej kaplicy del Carmine i była typowym gościnnym domem. W następnych latach przeszła w ręce innych znanych rodzin - najpierw Salvetti, a potem Bardi.

Hrabia z Mediolanu - wspomniany już Giuseppe Archinto kupił ją w 1824 roku i zatrudnił Giuseppe Poggi nie tylko do aranżacji ogrodu, ale też do przebudowy willi. Wtedy właśnie powstał piękny taras, z którego rozciąga się widok na całe miasto. 

Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio
Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio
Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio

Przeszłam każdą alejką krok po kroku. Sfotografowałam wszystko, co mogłam. Na chwilkę przysiadłam na jednej z ławeczek, ale nie po to, by kontemplować ciszę, spokój i kolorowy listopad (niestety), a tylko po to, by zrzucić z siebie nadmiar garderoby. Poza mną w parku była tylko mama z maleńkim dzieckiem w wózeczku i mężczyzna praktykujący jogę. Na szczęście nie byli zainteresowani moją osobą, więc dyskretnie ściągnęłam zimowe gadżety: sweter, szalik i wełniane skarpety. Potem wystukałam na gps duomo i po tym jak telefon pokazał tylko czterdzieści minut marszu, spojrzałam na zegarek, przekalkulowałam i ruszyłam pieszo znów ciesząc się widokiem zwykłego florenckiego życia, nim zassał mnie turystyczny młyn centrum.  

Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio

Miałam tego dnia w planie jeszcze dwa punkty. Pewne muzeum, którego drzwi zamknęły mi się niemal przed nosem i wspaniałe odkrycie, które wyszło na jaw po ostatnich pracach konserwatorskich przy Duomo. 
Otóż po tym jak XIV wieczne rzeźby zdobiące wejście do Duomo - porta Cornacchini - zostały odrestaurowane, kiedy zdjęto z nich warstwy brudu nagromadzonego przez wieki, okazało się, że niepozorne figury dawniej były kolorowe! To pierwsze takie odkrycie - potwierdzili eksperci z Museo dell'Opera del Duomo - które pokazuje, że dawniej katedra była "kolorowa". Nasuwa się przypuszczenie, że polichromiczne były również pozostałe rzeźby. 
Ślady czerwieni znaleziono na płaszczu Madonny od strony zewnętrznej i zielono niebieskie od wewnątrz. Również na ubraniu Dzieciątka i aniołów widoczne są pozostałości różnych barw.      

Dom z Kamienia - Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka Parco Ventaglio

Czy w turystycznym centrum czy poza nim - Florencja nie przestaje zaskakiwać. Jak jej nie kochać? 

Sobota płacze deszczem i niech sobie płacze. Tyle słów przecież czeka do napisania. 
Pięknego dnia!

FORBICI to znaczy NOŻYCZKI 

Kasia

Oto jest Kasia i co ma bocian do Cateriny

piątek, listopada 25, 2022

https://www.domzkamienia.com/2016/11/imienniczki.html

Przez te lata zebrało się kilka imieninowych wpisów. O TU i TU i jeszcze TU. Dziś mogę dopisać tylko to, że jeszcze silniejsze jest we mnie "poczucie" bycia Kasią. W pewnym momencie zrobił się bałagan z Katarzyną, Kasią, Kaśką, Cateriną, Katią... A zatem teraz jestem Kasia. Tak się przedstawiam nawet w najbardziej oficjalnych momentach, czy po polsku czy po włosku. Po prostu Kasia. Nigdy się nie przekonam do Katarzyny i nigdy nie polubię Kaśki, natomiast wszelkie zdrobnienia zawsze chętnie przygarnę. Cateriną też lubię być, ale Caterina nie jest tu "wyjątkowym imieniem", o jakim zawsze marzyłam. Paradoksalnie jest nim banalne Kasia. Kasia w Marradi jest tylko jedna!

Ale nie o mnie ma być dziś wywód, tylko o znanej Caterinie, o której zaczytywałam się wczoraj w pociągu w drodze do Florencji. 

https://www.domzkamienia.com/2016/11/imienniczki.html

Caterina de' Medici na pewno była kontrowersyjną postacią, ale też postacią, która wyraźnie zapisała się w historii. Zamknąć w jednym wpisie wszystko to, co z nią związane, byłoby niemożliwością. Kilka ciekawostek przez te lata w Domu z Kamienia już się pojawiło, a dziś postaram się dopisać to, czego być może jeszcze nie wiecie. 

Było o butach na obcasach, o perfumach, o lodach i o przysmakach, które dziś uważane są za klasykę francuskiej kuchni - naleśniki i zupa cebulowa, które oczywiście przywiozła do Francji Katarzyna de' Medici. To jednak tylko fragment długiej listy. O tym, że to ona zapoczątkowała jazdę konną "na amazonkę", czego następstwem było noszenie majtek - też już chyba kiedyś pisałam. Majtki oczywiście na miarę epoki - bliższe naszym spodniom, tak zwane "korsarki", więc można w stwierdzeniach posunąć się dalej i powiedzieć, że słynna Caterina zapoczątkowała modę na spodnie, nawet jeśli wtedy jeszcze ukryte pod suknią.  

Caterina obsesyjnie dbała o dłonie. Oczywiście wygląd dłoni w tamtym czasie był szczególnie ważny, bo był wyznacznikiem statusu społecznego, ale ona miała na tym punkcie podobno prawdziwe fiksum dyrdum. Poza stosowaniem różnych pomad i kurzego białka na paznokcie, miała liczną kolekcję rękawiczek, które chroniły jej skórę.

Słynna Katarzyna przywiozła do Francji również widelec oraz zapoczątkowała wśród dam dworu "modę" stawania w pozycji bociana. To ta sama pozycja, którą dziś znają i baletnice i ci, którzy praktykują jogę. Czemu wtedy miała służyć - tak naprawdę nie wiadomo, ale pewne jest, że bardzo szybko ta moda się rozpowszechniła. 

Zakręcony piątek już prawie na finiszu, więc staję w pozycji bociana, by odzyskać spokój i mówię Wam dobrego weekendu oraz wielkie dziękuję za moc życzeń <3 

BOCIAN to po włoski CICOGNA (wym. czikonia)




codzienność

Lipy jako zimowe ekshibicjonistki i plan jak malowany

czwartek, listopada 24, 2022

Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech, Marradi

Lipy jako pierwsze pozbyły się fatałaszków i bez skrępowania przeglądają się w Lamone, które po ulewach odzyskało swój kryształowy blask. Drzewa w tym właśnie są inne od ludzi - na zimę zamiast się otulać, te świecą golizną. 

Lipy pierwsze takie nagie, bo i wiosną pierwsze za zieleń się łapią. Inne drzewa jakby nie chciały teraz przyjąć do wiadomości, że grudzień już się czai za progiem i chciał nie chciał trzeba w końcu zmienić garderobę na zimową. Trochę jak ja, bo mi też jesienią z trudem przychodzi pożegnanie się z letnimi sukienkami. 

Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech, Marradi

- Sami popatrzcie! - Podstawiam chłopcom telefon pod nos i pokazuję zdjęcia z popołudniowego spaceru. - Przecież to wygląda jak ładny październik, a my już mamy grudzień za pasem. 
- I z czego tu się cieszyć? - pyta sceptycznie Tomek.
- Właśnie - wtóruje jak echo Mikołaj. - Kiedy w końcu będzie zima?? Jak jest zimno, to się zaraz lepiej oddycha. Nie czuje Matka?
- Ja tam się cała spinam i w takim spięciu tkwię do wiosny, ale wiem, że obiektywnie nie ma się z czego cieszyć... Przecież wiem... 
 
Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech, Marradi

Chyba tak długiego trwania zielonej, czy też liściastej zieleni, odkąd mieszkam w Biforco, to jeszcze nie było. Chłopcy mają rację. Klimat zwariował. Sama zamiast się uciszyć kwitnącymi po sąsiedzku irysami, zmartwiłam się w głębi serca. To przecież nie pora!

Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech, Marradi

Oto ostatni w tym roku listopadowy czwartek. Czwartek pogodowo jak malowany, więc wymalowałam sobie piękny plan naginając nieco rzeczywistość na własne potrzeby. Utwierdził mnie w tym moim planie i naginaniu Mario wczoraj wieczorem:

- Taki mam plan, ale to się jeszcze zobaczy, czy pojadę - wymamrotałam niezdecydowana.
- Takich dni jak dziś...
- Jutro ma być tak samo - przerwałam.
- Właśnie. Takie dni już teraz będziemy liczyć na palcach jednej ręki...
- Fakt. 

Co racja, to racja. Nie ma sensu nic odkładać na potem - sama to przecież jak mantrę powtarzam. A zatem na mnie już czas. Smacznego obiadu! Dobrego popołudnia!  

Ps. Zdjęcia byle jakie z telefonu, bez żadnych filtrów. Jest jak jest. Ładnie jest, prawda? 

PRZERWAĆ to po włosku INTERROMPERE 

codzienność

Nie mogę

środa, listopada 23, 2022

Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech

Chciałabym napisać o tym, co wczoraj zrobił, na czym polegał jego wolontariat, bo to moim zdaniem wielka sprawa. Chciałabym wrzucić nagranie na You Tube i pokazać jak gra i przede wszystkim na czym teraz gra. Chciałabym opublikować jego ostatnie rysunki, które zadziwiają formą, fantazją i przekazem. Chciałabym... 
Ale nie mogę. Tomek poprosił o uszanowanie prywatności, więc maksimum, co mogę upublicznić to strzępki niektórych naszych rozmów i to też bardzo wyselekcjonowane.

To były inne czasy, kiedy z co drugiego zdjęcia na blogu migały dziecięce jeszcze buzie chłopców, kiedy mogłam opowiadać o szkolnych poczynaniach, dylematach, kiedy mogłam pokazywać ich dzieła mniejsze i większe. Inne czasy. Stare czasy.    

Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech

- Ta naga kobieta też mi się podoba - mówię z uznaniem wpatrując się w obrazy google na telefonie. Przy obiedzie znów prowadzimy dysputę na artystyczne tematy, bo są bardzo na topie w kontekście Tomka poczynań. Dzieli się ze mną swoimi odkryciami i ciekawy jest mojej opinii jeśli chodzi o twórczość Andrew Wyeth'a. 

- Ona nie jest naga - patrzy na mnie zdziwiony. 
Powiększam obraz. Kobieta ma na sobie jakąś zwiewną, letnią sukienkę... Bez komentarza. Zupełnie jak z tym glutenem w sklepie. Zaraz na usprawiedliwienie opowiadam Tomkowi zdarzenie z marketu.

- Chyba na imieniny kupię sobie wreszcie te cholerne okulary -  jest mi naprawdę przykro. - A wracając do artystów J. poleciła mi serial na Netfliksie o Warholu. 
- Miałaś oglądać Better call Saul! - przerywa z wyrzutem.
- Tak, tak! Oglądam na zmianę!
- W którym jesteś miejscu?
- Jak on widzi swoją reklamę
- To ty nic jeszcze nie widziałaś! W ten sposób będziesz oglądać przez dwa lata. 

Lubimy polecać sobie filmy i o nich dyskutować. Tylko ta moja głowa za wszystkim nie nadąża. Czas za mną nie nadąża. Właśnie... Czas. Jak zwykle. 
Dobrego popołudnia. 

GOŁA to po włosku NUDA