codzienność

DNA jaszczurki, festa powraca i nowe buty

piątek, lipca 12, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Biforco

Lipiec się rozochocił, rozbuchał, rozbestwił. W czasach mody na różne alarmy i alerty Florencja świeci się na czerwono. To znaczy, że w tych dniach w mieście jest ekstremalnie gorąco. Normalni ludzie przy takiej temperaturze zipią, sapią i szukają ochłody. Chowają się za zamkniętymi okiennicami. Dmuchają sobie w nos chłodnym powietrzem klimatyzatorów. Znikają w środku dnia na dobrych kilka godzin. Ja natomiast wtedy zaczynam żyć. Odradzam się dosłownie jak ten legendarny feniks. Mam wrażenie, że w moim DNA jest jakaś domieszka genów jaszczurki. Przy takiej temperaturze czuję przypływ sił witalnych, weny, czuję jak ładują się moje baterie. Oczywiście pod moim szczęślinem nad rzeką Lamone jest teraz jak w raju i na pewno przyjemniej niż w miastach. Nie zmienia to jednak faktu, że w całej gminie jest w ciągu dnia tylko jeden dom z otwartymi okiennicami... Słońce i gorąc. Czekam na nie cały rok i staram się z nich korzystać jak najwięcej.  

Kilka czerwcowych deszczy przyczyniło się - tak jak wszyscy przewidywali - do wysypu grzybów. Mam już ususzoną porcję na święta, zjedliśmy też tagliatelle z prawdziwkami, risotto z prawdziwkami i nawet carpaccio ze świeżych ovatelli. Mistrzostwo. Takie mistrzostwo, że z wczorajszej kolacji nie mam nawet jednego zdjęcia. Trzeba mi uwierzyć na słowo, a dla niedowiarków mam oczywiście świadków zdarzenia. 

Najbliższe dni zapowiadają się intensywnie i kolorowo. W planach grilowanie w CasaGallo, wycieczka do serca Toskanii i Muzyka w gaju kasztanowym. Ta ostatnia impreza to jedna z moich ulubionych atrakcji w czasie marradyjskiego lata, która w końcu powraca do kalendarium po raz pierwszy od czasów pandemii.

W tym wszystkim brakuje mi tylko trekkingu i już nawet zastanawiam się czy w któryś z najbliższych poranków nie zerwać się z łóżka o piątej i nie ruszyć na szlak. Moje nowe buty czekają na pierwszą wyprawę. Po długich i trudnych kilometrach w Pirenejach, które przypłaciłam obolałymi i opuchniętymi stopami, postanowiłam zainwestować w nowe letnie obuwie. Moje ukochane buciory już się wysłużyły i od dawna wołały o wymianę. 

Nowe buty stoją teraz w pudełku, póki co cieszę nimi oczy i fantazjuję. Mam nadzieję, że nim skończy się lato przemaszeruję w nich przez kilka regionów. 

Tymczasem dobrego weekendu! 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Biforco

codzienność

Lipcowe atuty i gwiazdy rocka

czwartek, lipca 11, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Różnorodność pomidorów, cukinii, cebuli. Różnorodność i obfitość. Obfitość ziemniaków, kwiatów i pomidorów. Obfitość i kolorowość. Fiolet bakłażanów i zieleń ogórków. Intensywność dla zmysłów. Intensywne granie cykad, intensywna słodycz melona, intensywny zapach lawendy i mięty. 
Kolorowa, pachnąca i smakowita różnorodność, obfitość i intensywność lipca. 

Można jeszcze do jego atutów dodać głębię nocnego nieba, magię ostatnich świetlików, palące słońce, wieczorny spacer, dorodne prawdziwki, pierwsze pola słoneczników w rozkwicie. Można tak pewnie dodawać w nieskończoność. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Po kolacji wprosiliśmy się do Mario na kieliszeczek czegoś ożywczego. Postaliśmy tradycyjnie nad rzeką, wrzuciliśmy kilka kamieni do odmętów Lamone, zaplanowaliśmy letni obiad, odkorkowaliśmy dwie, a może trzy butelki - dużo nas było, a potem zasiedliśmy w obszernej kuchni i zerkaliśmy na potyczki stadionowe Holandii i Anglii, okraszając to zerkanie co i raz fachowym komentarzem. Tak fachowym - jak niefachowe jest nasze pojęcie o piłce. 

- Chodź! Zrobimy rockowe zdjęcie! Yeaaah! - Mikołaj swoim długim ramieniem zagarnął Mario, który poddał się jego małpowaniu bez oporu. - O tak! - Ułożył mu palce jak na rasowego rockandrollowca przystało i jeszcze raz zapozował z teatralną miną zbuntowanej gwiazdy, a Mario, niewiele myśląc, podążył za nim. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Ubaw mieliśmy przedni. Kiedy jest Mikołaj, zawsze jest ubaw. Człowiek czuje się odrobinę uprzywilejowany, zupełnie jakby naprawę znał popularną gwiazdę...

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

W czwartek Kuchnia w Kamiennym Domu znów przerabiała ogródkowe dary. Nowy przepis czeka już na publikację. Jak tylko wyszarpię z dnia dodatkowy czas na publikację przepisu, natychmiast z radością się nim podzielę. Tym razem bez cukinii - głos oddałam bakłażanom. 

Pięknego dnia!

Gest w wykonaniu Mario i Mikołaja to po włosku MANO CORNUTA i lepiej nikomu go nie pokazywać.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

codzienność

Perfumy, plac budowy i dwójka z przodu

środa, lipca 10, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Kiedy już kolejny raz w tych dniach zaserwowałam makaron z kremem z kwiatów cukinii, zabrałam się za przygotowanie torta di riso, która jest ulubionym tortem bolońskiego dziecka. Nawet jeśli w dzień urodzin nie mogliśmy się spotkać wszyscy razem, nawet jeśli wtorek to już po terminie, to jednak tort i prosecco być musiały. Tak oto skromnie bez fanfar i fajerwerków zaczęły się dla bolońskiego dziecka czasy pisane dwójką z przodu. 

Następna w kolejce jestem ja, o czym ostatnio przypomniał mi Mario:
- Ty też się zaraz zestarzejesz. 
- Odczep się! Ja się nie starzeję - odpowiedziałam - ja dojrzewam. I z moimi urodzinami to na razie sio, za nimi idzie przecież sierpień, a ja się jeszcze czerwcem nie nacieszyłam!

Lipiec wybija właśnie pierwszą dekadę. Dziś o poranku czekając na moją kawę wychyliłam się przez okno i złapałam kilka głębszych oddechów. Powietrze nie było jeszcze duszne i upalne, tylko orzeźwiające i intensywne od różnych zapachów natury. Zupełnie inny teraz ten zapach, niż jeszcze dwa tygodnie temu. Ciekawe czy ktoś kiedyś pomyślał, żeby zrobić serię perfum - 12 miesięcy? To byłoby bardzo interesujące. Skomponowanie takich zapachów mogłoby być ciekawym doświadczeniem. Ja mogłabym opracować - 12 miesięcy "edycja toskańska". Wiadomo, że perłą w koronie byłby czerwiec, ale inne miesiące też mogłyby być ciekawe. Maj musiałby mieć w sobie róże i jaśmin, kwiecień glicine, bez i irysy, październik koniecznie z nutą mchów i słodkim akcentem pieczonych kasztanów. I tak dalej i tak dalej...

- Masz czas, żeby się na chwilę zatrzymać w barze? - zapytał Mario, kiedy podwoził mnie z zakupami do domu. Zerknęłam na zegarek. Jakieś 15 do 20 minut mogłam urwać dla siebie. 
Usiedliśmy zatem w biforcowym barze na przedkolacyjne aperitivo. Żałowałam tylko, że w biegu, w pędzie. Ostatnio w ogóle na takie przystanki nie mam czasu. Niedobrze, bo przecież letnia pauza na popołudniowe aperitivo to jedna z najmilszych uciech lata. 

- A wie, że można teraz zwiedzać "cantiere" baptysterium? - Mikołaj taką nowiną uraczył mnie zaraz po porannym dzień dobry.
- Serio? Idziemy?
- Niech sprawdzi na stronie Museo dell'Opera del Duomo.
- Jasny gwint! Jeden bilet 65 euro! To może jednak nie...
- Może kiedyś, to i tak będzie trwało kilka lat. 
- Może kiedyś. Ale do Florencji to mi się bardzo chce. 

CANTIERE to generalnie PLAC BUDOWY lub ROBÓT w tym przypadku renowacji.
   
  

codzienność

Poranek w peniuarze, smakowity dar i cudzoziemka

wtorek, lipca 09, 2024

Dom z Kamienia Biforco - blog Kasi Nowackiej

O świecie światło było wyjątkowe, aksamitny woal otulił dolinę niczym przeźroczysty peniuar. Nawet Mikołaj pierwsze słowa jakie rano wypowiedział, były ku chwale pomarańczowego światła. 
- Widziała jak jest pomarańczowo?
- Widziała. Ładnie prawda? 

Aż się prosił taki moment o fotograficzny spacer. Pomarzyć zawsze można. Zrobiłam dwa zdjęcia i zaległam przed komputerem. Oderwę się od niego dopiero przed obiadem.

Dom z Kamienia Biforco - blog Kasi Nowackiej

W poniedziałkowy wieczór usiedliśmy przy stole w Domu z Kamienia w całkiem sporym gronie. Przygotowałam tagliatelle z prawdziwkami. Takie okazy wpadły w moje ręce, kiedy wracałam wczoraj z Marradi do Biforco, a słowo "wpadły" nie jest tu metaforą. Żartowałam, że niektórzy muszą buszować po lesie, a ja grzyby znajduję przy głównej drodze i to już oczyszczone, podane pięknie w liściach paproci. Takie gesty roztapiają mi serce... Niezmiennie. I nawet nie o same grzyby tu chodzi, tylko o to, że ktoś po latach pamięta jak bardzo ja te grzyby lubię.

Dom z Kamienia Biforco - blog Kasi Nowackiej

Przypomniało mi się to, co ostatnio powiedziałam Tinie, kiedy siedziałyśmy na placu i słuchałyśmy koncertu letniego:
- Ja już zawsze będę tu cudzoziemką - chciałam dodać, że w sumie to nawet lubię życie w tej roli, ale Tina szybko ucięła mój wywód:
- Dla nikogo tutaj nie jesteś już cudzoziemką. 

Kiedy wzięłam do ręki torbę z naręczem dorodnych prawdziwków, pomyślałam, że może Tina miała rację. Może cudzoziemką jestem już tylko w mojej głowie. 
Pięknego dnia!

PENIUAR to po włosku VESTAGLIA

Codzieność

"Cebulara", zwykła niedziela i Mikołaj niedoceniony

poniedziałek, lipca 08, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Niedziela minęła spokojnie, bez żadnych planów i bardzo się z tego cieszyłam, bo po intensywności ostatnich dni, taki spokój był bardzo potrzebny. Przede wszystkim w końcu znalazłam czas, żeby tak po prostu poleżeć pod moim szczęślinem i poczytać, żeby pochodzić trochę koło moich pomidorów, żeby znów ugotować coś nowego - tu zapraszam do Kuchni w Kamiennym Domu, miałam czas żeby wyjść na spacer, wieczorem z Mikołajem na pizzę, wcześniej odwiedzić Mario i zebrać cebulę! Och z tego ostatniego miałam radość wielką! Czułam się jak prawdziwa chłopka wiążąc szalotkę w pęczki i wieszając je na gwoździu pod gzymsikiem ogródkowego składziku. Popatrzyłam potem z dumą na płody naszych rąk i pękałam z dumy i satysfakcji. Zapasu na całą zimę pewnie nie wystarczy, ale na kilka miesięcy tak. Z wrażenia zapomniałam nawet o zdjęciu.

Wysłałam kilka wiadomości do bolońskiego dziecka, żeby upewnić się, że plany na ten wyjątkowy dzień się udały, ale telefon przez cały dzień milczał. Wzięłam to za dobry znak - to znaczy, że się udały i pewnie nawet nie było czasu zerkać na telefon. Tak też było w istocie, o czym dowiedziałam się zanim poszłam spać. Bardzo się o to martwiłam - bardzo bardzo, w ogóle ostatnio dużo się martwię, więc przynajmniej w niedzielę poszłam spać ze spokojną głową. Mam nadzieję, że tak jak wczorajszy dzień pięknie się spełnił, tak też zrealizują się plany na niedaleką przyszłość. 

Wieczorem do Biforco dotarli starzy przyjaciele, dziś zasilą nasze szeregi kolejni, więc myślę, że następne dni będą bardzo intensywne. Przede mną dużo lekcji i innych bieżących spraw, z którymi chciałabym się dziś uporać. 

***
- Mikołaj! Mikołaj! - drę się z kuchni. 
- Co ma zrobić?
- Kolacja już prawie gotowa, więc niech mi ułoży ładnie nakrycie do zdjęcia. 
Chwilę później: 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

- Co to ma być??? Po co ta cebula tam??? 
- Nie podoba się Mamie? 
- Mikołaj! Wysil się trochę!
- Jakby miał jakieś "fancy" nazwisko - na chwilę zawiesił głos - na przykład Banksy, to by powiedziała, że to jest sztuka, ale jak zrobił Misio, to się już nie podoba. Co ma tu zmienić?

Z Mikołajem nie ma mowy o nudzie. Poza tym mam wrażenie, że dostałam teraz od losu taki ekstra czas we dwoje, zanim on też wyfrunie z gniazda. 

Pięknego nowego tygodnia!

WYSILIĆ SIĘ to po włosku SFORZARSI lub DARSI DA FARE

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej


urodziny

20 lat minęło jak jeden dzień... - czyli pierwsze urodziny osobno

niedziela, lipca 07, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

- Wszystkiego najlepszego kochanie - powiedziałam, kiedy moje trzyletnie dzieciątko przebudziło się ze snu. O świcie ruszyliśmy w drogę powrotną do warszawskiego domu, zostawiając za plecami Pianorosso, Marradi i Toskanię. Był rok 2007, a my właśnie skończyliśmy nasze pierwsze toskańskie wakacje. Przystanek na ostatnim autogrillu był punktem obowiązkowym. To tam moje dziecko usłyszało matczyne życzenia - po raz pierwszy na włoskiej ziemi. Od tamtej pory właśnie tu świętowaliśmy wszystkie i dziecięce i nastoletnie i pierwsze dorosłe i dziś pierwsze nienastoletnie urodziny. Tylko dziś po raz pierwszy świętujemy osobno... 

Na szczęście na wyściskanie się i spotkanie był czas wczoraj, a tort i reszta atrakcji będą dopiero we wtorek, kiedy dzieciątko zjedzie na rodzinne łono po ostatnim w tej sesji egzaminie. 

Dwadzieścia lat! To jest dla mnie skrzyżowanie nieprawdopodobieństwa z abstrakcją. Dwadzieścia, które dziś są jak mgnienie oka. Dwadzieścia lat niezwykłej przygody, bo niezmiennie będę podkreślać, że bycie mamą jest dla mnie najwspanialszym wyzwaniem, wymarzonym darem, ciągłą nauką, serią radości, wzruszeń, ale też trudności i smutków. Bycie mamą jest niekończącą się lekcją - słuchania, tolerancji, zaufania, otwartości, wyrozumiałości, zdrowego rozsądku, miłości i pokory. 
A ten dwudziesty rok był dla mnie lekcją szczególną. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Amore mio...

Nie znam nikogo innego z tak nieprzeciętnym intelektem, z taką wiedzą, fenomenalną pamięcią, z taką zachłannością poznania, z taką kreatywnością, z tak niezwykłym talentem artystycznym. Czasem myślę sobie, że to aż niemożliwe upchnąć tyle w jednej tylko głowie. 

Niezmiennie zadziwia nas to, że gdziekolwiek widzisz skrawek zieleni, natychmiast potrafisz znaleźć w nim czterolistną, pięciolistna, a nawet chyba sześciolistną koniczynkę, choć wzrok Twój przecież taki mizerny. 
I ja dziś życzę Ci całej łąki takich koniczynek! Żeby Twoje życie pełne było szczęścia, żeby udało Ci się znaleźć przyjaciół, żeby wypełniała Cię radość i satysfakcja. Życzę Ci nieustającej fascynacji nauką i wielu naukowych odkryć. Życzę Ci spokoju, zdrowia i wytrwałości w podążaniu tą drogą, która wcale nie jest łatwa i obiecuję, że zawsze będę kroczyć obok. 

TANTI AUGURI AMORE MIO <3

ślub w Italii

Historyczne Borgo i ślub w ukrytym, toskańskim raju

sobota, lipca 06, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Droga dojazdowa do naszego celu była nieco kostropata. Przez chwilę nawet łudziłam się, że może nie zauważyliśmy i od drugiej strony jest jakaś inna, gładsza, ale nie było. Kostropata droga była jedynym minusem, bo jak tylko zaparkowaliśmy rangera w cieniu starych drzew, okazało się, że jesteśmy w najprawdziwszym raju - raju tonącym w różach i lawendzie, raju otulonym górami, raju ubranym w skromne, kamienne mury nasączone historią.

- Nie mam zamiaru robić lepszej drogi, bo wtedy będzie tu zaglądało wielu ciekawskich, a nie o to nam chodzi - wyjaśniła właścicielka całego przybytku po serdecznym powitaniu. - Droga jest przejezdna dla zwykłego auta i wystarczy. Dzięki temu tutaj jest właśnie jak w raju... 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, organizacja ślubu w Toskanii

Kilka tygodniu temu, po tym jak kolejna para nowożeńców zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc przy organizacji ślubu, dowiedziałam się, że stałe miejsce, z którym do tej pory współpracowałam zostało sprzedane i wypadło z obiegu. Pomyślałam, że to doskonała okazja do zmiany i do szukania czegoś nowego. A jeśli ja czegoś szukam, to musi to być jedyne w swoim rodzaju i wyjątkowe. Przekopałam internet, popytałam w znajomych źródłach i tak natknęłam się na informacje o jeszcze jednym małym skrawku raju w toskańskich Apeninach, tylko 50 kilometrów od mojego domu. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, organizacja ślubu w Toskanii

Właścicielka przybytku - Nicoletta urzekła mnie już w czasie rozmowy telefonicznej swoją serdecznością i miłością do tego miejsca. Przez skórę poczułam, że to jest właśnie to. Jednak, żeby być pewną na milion procent, tego co oferuję, musiałam zobaczyć to miejsce na własne oczy! 

To było właśnie moje zadanie na piątkowe popołudnie. Stare Borgo, bo w przypadku tego miejsca nie mówimy o agroturystyce, tylko o całej osadzie, liczy sobie kilka wieków. Bardzo prawdopodobne też, że tutaj ukrył się i tu też został pojmany Francesco Pazzi, ten sam, który stał na czele zamachu na Medyceuszy, w którym zginął Giuliano - słynna Congiura dei Pazzi. 
Prawdopodobnie, bowiem w zapisanych źródłach nie pada nazwa miejsca, natomiast Poliziano, który jako pierwszy zrelacjonował zamach i to, co wydarzyło się po nim, wyraźnie pisze, że Francesco ukrył się w maleńkiej osadzie blisko Castagno d'Andrea. Innej osady niż Borgo tutaj nie ma i pięć wieków temu też nie było... 

Kiedy Nicoletta mi o tym wszystkim opowiadała, miałam ciarki. Znów byłam w miejscu, w którym działa się historia... 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, organizacja ślubu w Toskanii

Zabawiliśmy w Borgo o wiele dłużej niż planowałam, bo rozmowa była bardzo zajmująca, a Nicoletta chciała pokazać nam jak najwięcej. Zachwycaliśmy się wszystkim - hortensjami, murami, belkami na suficie, drzwiami i meblami w rustykalnych apartamentach, które oddawane są do dyspozycji gości. 
Z jednej strony w ogóle nie chciało mi się stamtąd ruszać, a z drugiej strony nie mogłam się doczekać, by zrelacjonować moją wizytę nowożeńcom. Zaciskałam tylko kciuki, żeby nie zniechęcili się kostropatą drogą. I cóż... Wygląda na to, że za rok będę asystować przy ślubie w tym niezwykłym miejscu. Mam nadzieję, że będzie to początek przygody z tym apenińskim skrawkiem raju. 
Jeśli planujecie organizację ślubu, szukacie pięknego i jednocześnie autentycznego miejsca i nie boicie się kostropatych dróg, piszcie śmiało! Niewiele jest miejsc, w których można wziąć ślub w ogrodzie - zazwyczaj jest to tylko przedstawienie, bo prawdziwy ślub i tak jest w gminie. Żeby ślub naprawdę mógł się odbyć w terenie, takie miejsce musi być zarejestrowane jako oficjalna "filia" gminy i Borgo takim miejscem właśnie jest.  
 
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, organizacja ślubu w Toskanii

Zachwycona byłam ja, zachwycony był też Mario, któremu jestem niezmiennie wdzięczna za pomoc w ogarnianiu niektórych moich zadań. Mario nie tylko pomaga, ale dba też o mój komfort w czasie podróży. Po ostatnim narzekaniu, że w taki gorąc, w letnim odzieniu przyklejam się do foteli, Mario wprowadził pewne udogodnienia. Zrobiło się jakby luksusowo!

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, organizacja ślubu w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, organizacja ślubu w Toskanii

Przede mną dzień pełen nowych wrażeń, na które już nie mogę się doczekać, ale wcześniej oczywiście czeka sobotnia porcja lekcji. Mam nadzieję, że nim wskoczę do pociągu, zdążę opublikować nowy przepis - jeszcze jedna propozycja na kwiaty cukinii, w których dosłownie toniemy!

DROGA, która nie ma żadnego asfaltu, czy cementu - to po włosku STRADA STERRATA 

magia

Pokonać nieosiągalność i o tym, że cały świat to magia

piątek, lipca 05, 2024

Dom z Kamienia i magia świata - blog Kasi Nowackiej

Oglądamy teraz z Mikołajem piękny film. Przepiękny! Le Otto Montagne! Zachwycamy się wszystkim. Jeszcze nie skończyliśmy, bo dozujemy go sobie po kawałku, ale zachwycać się już chyba można. 
- Góry to jednak magia... - mówię do Mikołaja, kiedy jeden z głównych bohaterów pokonuje skalisto-kamienistą ścieżkę i wchodzi na imponujący szczyt. 
- Nooo... - przytakuje rozmarzonym głosem i zaraz dodaje - ile kosztuje zrobienie patentu na łódkę? 
- ??? - klasyka w wykonaniu Mikołaja na chwilę odbiera mi mowę. Nigdy nie wiem, czy on tak na serio, czy człowieka podpuszcza - a przepraszam, co ma patent żeglarski do gór???
- Przecież ocean to też magia - odpowiada jakby nigdy nic. 
- Fakt - potwierdzam i filozoficznie dodaję - cały świat to magia...
- No właśnie. 

Dom z Kamienia i magia świata - blog Kasi Nowackiej

O filmie Le Otto Montagne napiszę więcej, kiedy już cały obejrzymy, natomiast dwa słowa o jednym z aktorów, odtwarzających główne role. Luca Marinelli zachwycił mnie po raz pierwszy, kiedy zobaczyłam go w poruszającym filmie Principe Libero, w którym to wcielił się w rolę niezapomnianego Fabrizio De André. Pamiętam też jego pierwszą rolę w La Solitudine dei numeri primi. Uważam, że jest to jeden z najciekawszych aktorów na aktualnej włoskiej scenie filmowej.   

Kiedy w czwartek rano ze względów nieosiągalności finansowej skreśliłam cel mojej samotnej wyprawy, pomyślałam, że bez sensu się tak łatwo poddawać. Przecież sam pomysł zrodził się w bardzo ważnym i trudnym dla mnie momencie - zaraz po moich problemach z dyńką. Wtedy obiecałam sobie, że raz w roku będę sobie podarowywać taki czas wędrówki tylko dla siebie, tylko sama ze sobą. Jeszcze raz zatem otworzyłam Google maps, bookingi, trenitalia i inne i zaczęłam komponować coś w budżecie studenckim - to nawet nieco odmładzająco brzmi. O dziwo niemal natychmiast wpadłam na genialny pomysł, który przylgnął mi do serca tak, jak dwa lata temu ten Neapol... Ha! Żeby tylko udało mi się wszystko zrealizować! 

Weekend zapowiada się bardzo intensywnie. Będzie praca, nowe miejsce, jedno zupełnie nowe doświadczenie, powrót starych przyjaciół i chyba dużo słońca i gorąca!
Pięknego weekendu!

NIEOSIĄGALNE 0 IRRAGIUNGIBILE  

lato

O milinie i lipcowych radościach dwa słowa oraz o poszukiwaniu miejsca

czwartek, lipca 04, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Milin, czyli po włosku bignonia przywędrował do nas podobno z Ameryki Łacińskiej - dokładnie z Meksyku, Peru i Argentyny. W tamtych krajach kwiatami milinu często dekoruje się świątynie w czasie religijnych uroczystości, a dostanie ich w prezencie jest wróżbą szczęścia i prosperity. Popularnym zwyczajem jest też sadzenie ich blisko wejścia do domów, żeby strzegły mieszkańców przed nieszczęściem. 

Bignonia jest również nazywana kwiatem poświęconym słońcu - nie bez powodu - kwitnie bowiem od letniego przesilenia do równonocy jesiennej.

To wszystko wydaje mi się dziś takie niezwykłe. Piętnaście lat temu nie miałam nawet pojęcia, że istnieje coś takiego jak milin, a teraz zachwycam się nim w drodze po zakupy. Ta lipcowa droga do Marradi jest niezwykła, wakacyjna, tak błogo śródziemnomorska... 
Milin i fioletowe kępy lawendy brzęczącej pszczołami, nakrapianej motylami.   

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Droga do Marradi brzmi też trajkotem cykad i tak jak mój węch do ekstazy doprowadza zapach lip, tak do ekstazy moje uszy doprowadzają zjednoczone w grzechoczącym, upalnym graniu cykady. 

Czwartkowy poranek był zaskakujący. Przekonana byłam, że jestem w domu sama, bo Mikołaj wyszedł w środę przed kolacją na umówionego z kolegami grilla i nim nastał wieczór, zadzwonił poinformować mnie, że zostaje na noc. Coś jednak poszło nie tak i o północy Mikołaj wrócił do domu, o czym ja już oczywiście nie wiedziałam. Moja mina na widok zjawy dziś rano musiała być bezcenna...
 
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Rankiem dla relaksu, żeby przedlekcyjny czas przy kawie wypełnić czymś beztroskim, zabrałam się za szukanie budżetowych destynacji na mój samotny wypad. Po kilku kliknięciach znalazłam nawet "to coś" i uradowana taniością biletów na pociąg już miałam kliknąć "kup", kiedy ocknęłam się i postanowiłam sprawdzić najpierw ceny noclegów. Tym oto sposobem nowowyszukaną destynację szlag trafił. Z cenami w niektórych miejscach to chyba jednak powariowali. Będę sobie dalej przy porannej kawie klikać i podróżować wstępnie palcem po googlowej mapie. 

Pięknego dnia!

ZWARIOWAĆ to po włosku IMPAZZIRE 


podróżowanie

Podróż marzeń - czyli podróże małe i całkiem ogromne

środa, lipca 03, 2024


- To zrobiła, to też, tego nie, tego nie - Mikołaj po kolacji przysunął się do mnie na porcję wieczornych pieszczot i analizował kolaż zdjęć, które wypełniają pulpit mojego komputera i są tegoroczną mapą marzeń. - A to?
- Jeszcze nie...
- To niech jedzie w końcu na Sycylię! Przecież zawsze o tym marzyła. 
Mikołaj komentował jedno ze zdjęć składających się na moją mapę. Zdjęcie przedstawia mnie na tle kolorowych domków na wyspie Procida. 
- Ja chyba w tym roku jednak nie będę miała tej podróży w pojedynkę. Po ostatnich wydatkach, z przykrością stwierdzam, że mnie nie stać. 
- Jak sobie tak mówi, to tak będzie. Ja jestem biedny, ale dam ci pieniądze i jedź. 
- Chyba zwariowałeś! Jak sobie zarobię, to pojadę, jak nie będzie mnie stać, to nie i tyle...
- Ja jak nie dotrę na Svalbard to umrze.
- Umrę się mówi.
- Umrze Misio. 

Cała dyskusja wywiązała się po tym, jak Mikołaj przedstawił swój plan na podróż marzeń - jedną z podróży marzeń, którą ma zamiar zrealizować w sierpniu. Wszystko to dzięki temu, że znalazł się w gronie szczęśliwców i wygrał darmowy przejazd pociągami przez miesiąc. Każdego roku tysiące osiemnastolatków startuje w konkursie na bilety Interrail, są to bilety na pociąg w 30 krajach Europy. Nagrodę finansuje program Erasmus+. Wśród zgłoszeń nadsyłanych z całej Unii Europejskiej losowanych jest 35.000 biletów. Mikołaj znalazł się w gronie szczęściarzy i już planuje podróż z południa na całkiem daleką północ. O szczegółach będę na pewno donosić bliżej sierpnia, na ile mi oczywiście pozwoli.

Będę też umierać ze strachu, ale to jest generalnie częścią popularnej gry "Zostań Matką". Liczę na to, że Mikołaj jest rozsądnym młodym człowiekiem i potrafi o siebie zadbać. A plan jego podróży jest niesamowity! Choć kierunek generalnie nie mój, to mimo wszystko w sekundzie zarzuciłabym plecak na ramiona i wyruszyła. 

Tymczasem będę teraz zaciskać pasa, żeby uszczknąć dla mnie miniaturę samotnej podróży z plecakiem, gdzieś nie całkiem daleko. To dla mnie najwspanialsza inspiracja. Do tej pory wspominam z łezką Neapol i Procidę dwa lata temu. 

Na mojej mapie marzeń na ten rok jest w sumie 13 zdjęć. Pięć udało mi się zrealizować. Nie jest zatem tak źle. Kilka na pewno przesuniętych zostanie na rok następny, ale nie ma tego złego, nic tak nie nakręca w życiu jak wiecznie podsycane marzenia.

Dobrego dnia. 

Ps. Poranek przeżyłam, choć łatwo nie było, a teraz niech się dzieje wola nieba. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

 

zdjęcia

Klisza i aparat oraz zapach pomidorów

wtorek, lipca 02, 2024

Dom z kamienia, lato w ogrodzie, Kasia Nowacka

Jak pięknie pachną ogródkowe pomidory...

Kończę pierwszą turę lekcji, których dziś jest dużo, bo środę musiałam zrobić sobie wolną. Powód mało przyjemny, zdecydowanie wolałabym przez cały dzień trajkotać o zaimkach i congiuntivo, niż z takiego powodu mieć wolne pół dnia. Kończę zatem tę turę i schodzę do ogródka zebrać pomidory na obiad. Mięsiste, dorodne i tak pięknie pachną. Mam świadomość tego, że to luksus nad luksusami. 

W momencie, kiedy odlewam makaron wchodzi Mikołaj. Pognał do Faenzy z samego rana, żeby odebrać zdjęcia... 

W czasie szkolnej podróży do Francji kupił sobie na pamiątkę w sklepie ze starociami aparat fotograficzny Agfa, takie jak to kiedyś były modne - tradycyjna "małpa" na kliszę. 
Szczerze mówiąc myślałam, że to atrapa, a jeśli nawet nie atrapa to na pewno działać nie będzie. Nie chciałam jednak odradzać wydawania pieniędzy na kliszę, bo mądrala-dorosły to jedna z najgorszych plag. 

Nakupił tych klisz i pierwszą wypstrykał zaraz na początku wakacji, kiedy z przyjaciółmi nocował w górach. Na rodzinne wakacje wziął pięć klisz, ale już w Bilbao został bez ani jednej wolnej klatki. 

Po powrocie doradziłam, żeby na początek wywołał tylko jedną, bo jak się okaże, że nic na nich nie widać, to po co wyrzucać w błoto więcej pieniędzy. I dziś te zdjęcia odebrał - właśnie te z nocy w górach. Są fenomenalne!

Oczywiście nie o jakość chodzi. Jakość tamtych zdjęć - jaka była - większość urodzonych przed latami 90-tymi dobrze pamięta, tu chodzi o ich autentyczność, prawdziwość. Równie dobrze mogły być zrobione w latach 80-tych czy 70-tych i ten efekt udał się bez żadnych filtrów vintage.

Teraz nie mogę się doczekać, żeby wywołał zdjęcia wakacyjne, ten moment oczekiwania, kiedy odbierało się je od fotografa... Pamiętacie to jeszcze?

Teraz trzeba tylko kupić zapas albumów. Mam mam nadzieję, że jeszcze je produkują. 

Obiad wyszedł pysznie. Kolejne wydanie makaronu z cukinią i do tego pachnące, mięsiste pomidory...
A na jutro poproszę cichutko o kciuki.

Dobrej reszty dnia.

KLISZA w ROLCE to po włosku RULLINO FOTOGRAFICO

Lago di Ponte

Świat i irysowe jezioro

poniedziałek, lipca 01, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Na niedzielę nie napisały się żadne szumne plany. Właściwie żadne plany - ani szumne, ani drobne, po prostu żadne. Mario odezwał się jednak, nim wybiło południe z odwiecznym pytaniem "co robimy?". Wtedy dopiero od słowa do słowa, nieco opornie urodził się pomysł, żeby pojechać nad Lago di Ponte, na Tramazzo. Kto nie pamięta, co to za miejsce, tego odsyłam nieśmiało (znowu i znowu) do Nieznane Toskania i Romania. Gdzie Dante mówi dobranoc

- A tam jest w ogóle jeszcze droga? 
- A nie ma? 
- Szczerze mówiąc nie słyszałam, żeby była, ani też, żeby jej nie było. Nic o Tramazzo się nie mówiło. 

W maju zeszłego roku osuwiska go gigantycznych ulewach - tych samych, które na nizinie zrobiły spustoszenie powodziowe i jakie w tych dniach poturbowały północno-zachodnią Italię, wyłączyły z użytku wiele dróg. Te, które dało się wysprzątać, mimo stojących nadal tabliczek zakazujących wjazdu, mieszkańcy okolic "uzdatnili" na miarę własnych możliwości. Są też niestety takie, gdzie już nie było co uzdatniać, bo dróg zwyczajnie nie ma.  

Jadąc na Tramazzo, do którego szutrowa droga odbija w lewo z drogi na San Benedetto zaraz na początku natknęliśmy się na pierwszą barierę.
- I co teraz? - zapytałam, a Mario nawet nie silił się na odpowiedź, tylko przejechał obok jakby nigdy nic. Podobny manewr wykonał kilka kilometrów dalej. Droga rzeczywiście była mocno uszkodzona, ale takiemu drobniutkiemu Rangerowi udało się przecisnąć.  

- Fajnie było wczoraj na placu?
- Bardzo. 
- Grali ci z Florencji czy nasi?
- Nasi. Świetni są. Taki jeden kawałek grali, że aż miałam ciarki..
- Jaki? 
- No taki. Mmmmm mmmm... Nanana...
- A słowa? 
- No właśnie słów nie pamiętam, bo oni przecież nie śpiewają. To orkiestra.
- To zanuć porządnie. Jaka to dokładnie melodia?
- Jakbym umiała porządnie zanucić, to bym zanuciła!

Muzyka kompletnie uleciała mi z głowy. Wiedziałam tylko, że nie był to przebój żadnego z moich ulubionych artystów, ale jednocześnie był to klasyk nad klasykami. Ponieważ orkiestra oczywiście tylko grała, więc nawet nie miałam żadnego punktu zaczepienia, żeby sobie wygooglać cóż to za utwór, a mojego "mmm nanana", jeśli nie rozpoznał Mario, to nie rozpoznałaby go na pewno też żadna sprytna aplikacja.

Zatrzymaliśmy się w punkcie widokowym, gdzie dwójka młodych ludzi rozglądała się z zachwytem. Pocieszyłam się w myślach, że skoro oni przejechali dużym autem, to my tym bardziej damy radę. 

- Czy wiecie może jak dojechać do Lago di Iris?
- Jak? Lago di Iris? - popatrzyliśmy na siebie skonsternowani. - Chyba Lago di Ponte? To już minęliście. 
- Nie, nie - chłopak zdecydowanie zaprzeczył i wyciągnął w moją stronę telefon z otwartą mapą. 
- Jak tu żyję to w ogóle o takim jeziorze nie słyszałam. Nie macie przypadkiem na myśli tego jeziora, które powstało po osuwiskach?

Być może nie dosłyszeli pytania, a może po prostu zbyli je milczeniem, uznając za niedorzeczne.
Dłuższą chwilę głowiliśmy się, co to za lago ten Iris, ale do żadnej konkluzji nie doszliśmy. Życzyliśmy sobie miłego dnia i zaraz miła para odjechała w kierunku, z którego sami przyjechaliśmy.
 - Boh... Lago di Iris. Nigdy o nim nie słyszałem - Mario jeszcze raz pokręcił głową. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
 
Postaliśmy chwilę na przełęczy, złapaliśmy kilka kadrów, a potem zjechaliśmy nad Lago di Ponte. 

Ludzi było całkiem sporo, bo to już ten moment, kiedy mieszkańcy dusznych nizin szukają orzeźwienia w Apeninach. My obeszliśmy tylko całe jezioro, a potem zalegliśmy przy jednym ze stolików i nie wiedzieć skąd zebrało nam się na opowieści "o życiu". Fascynujące opowieści. Życia mi zabraknie, żeby je wszystkie spisać...

- Pić mi się chce - powiedział Mario, kiedy znów ruszyliśmy w stronę auta.
- Mnie też. Ale mi się chce campari spritz. Tak czy inaczej teraz lepiej wrócić przez Tredozio. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

W Tredozio zamówiliśmy nasze aperitivo i usiedliśmy przy stoliku nad rzeką. Rozmowy o życiu miały swój ciąg dalszy. Przez chwilę znów ogarnęła mnie beztroska. Wprawdzie lekko, z tyłu głowy dręczył obowiązek przygotowania lekcji na nowy tydzień, bo w niedzielny ranek zamiast pracować odsypiałam koncert i późny powrót do domu, ale przez to jedno popołudnie było mi szczególnie lekko na duszy. Powodów, do tego było kilka. 

Po aperitivo zatoczyliśmy rundkę po miasteczku, zadumaliśmy się nad potęgą żywiołów - wiele domów wciąż stoi w "szynach" lub z taśmami zakazującymi wstępu po wrześniowym - dla odmiany - trzęsieniu ziemi, a potem znów wskoczyliśĶy do Rangera. 

Jechaliśmy w stronę domu i już chyba od samego Tredozio Mario śpiewał jak dobrze działający adapter. Ja włączałam się tam, gdzie znałam słowa, czyli całkiem często.

- Il moooondo!!! - Mario zaintonował kolejny utwór.
- To to!!! To to!!! - Aż podskoczyłam, a Mario prawie wypuścił z rąk kierownicę. 
- Co?
- No ta piosenka, o którą mi chodziło!
- Żartujesz?? Mondo.... nananana... 
- W życiu bym tego nie znalazła! 

I tak się do mnie ten utwór przykleił, że zostawiam go na dobry początek nowego tygodnia wraz z "przaśną" rolką

Nie dawała mi też spokoju kwestia irysowego jeziora. Rozwiązałam zagadkę, jak tylko dotarłam do domu. 
- Czy ty wiesz jakiego oni jeziora szukali? To jest właśnie to, które powstało po zejściu "frany"!
- Kto by pomyślał! I już nawet na mapie Google ma nazwę?
- Dokładnie. Iris... bez sensu! Co ma do niego irys? Kto wymyśla niektóre nazwy? Lepiej byłoby della Frana albo no nie wiem...
- Lago nascosto... (Ukryte jezioro)

Wszystkie te ukryte cuda, w małym zaczarowanym zakątku Toskanii, gdzie Dante mówi dobranoc...

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej