goście

Szafa

czwartek, grudnia 12, 2019

Dom z Kamienia

Kiedy siedzę przy porannych lekcjach, P. wysyła mi wiadomości pełne euforii i zdjęcia jako usprawiedliwienie tego stanu. - Ucałuję cię za Castiglioncello! - pisze. - Castiglioncello jest cudowne, wspaniałe, takie miejsca kocham - potwierdza moje słowa i tym samym udowadnia, że na blogu nie wypisuję bzdur i farmazonów. Ja też uwielbiam Castiglioncello, Brento Sanico, Lavane, Gamognę, Lozzole i moje Biforco z graniastosłupem Castellone.

Na Castellone byliśmy zresztą dzień wcześniej. Tam też moi Goście stali jak urzeczeni, a ja po cichu zastanawiałam się co ich bardziej chwyci za serce - widok na dolinę Lamone i bezludny szlak, pizza Mario czy okraszona rubasznym śmiechem kolacja u myśliwych?

Wiosną, latem czy nawet jesienią łatwiej mi turystów omamić. Moje "asy w rękawie" wspomagane są zielenią, ciepłem, słońcem, dniem trwającym do nocy, ciepłą woda w rzece, kwiatami, kolorami, kasztanami... 
A teraz? 

Wakacje w Marradi

Jaki jest grudzień - każdy widzi i zdawałoby się, że taki właśnie grudzień nie ma nic do zaoferowania. 
Tymczasem jest w Marradi COŚ jeszcze. 
Coś co jest zawsze, niezależnie od pory roku. 
LUDZIE i atmosfera jaką tworzą. Myślę, że wczorajszy wieczór przy stole z myśliwymi nasi Goście długo będą wspominać. Takich momentów nie sprzeda żadne biuro podróży, takie momenty są bowiem częścią normalnego życia, częścią lokalnej swojskości, która zwykle pozostaje ukryta, nieosiągalna dla zwykłego turysty. 

Od kilku dni cieszę się tą euforią moich Gości i czuję się trochę tak, jakby mój dom był  jedną wielką szafą, niczym ta, która prowadziła do Narni. Goście Domu z Kamienia też przechodzą do zupełnie innego, trochę zaczarowanego świata, mają okazję odkryć uroki tej Toskanii trochę nietoskańskiej, trochę innej, trochę poza światem...

Biforco Dom z Kamienia
Dom z Kamienia Marradi

Dziś czeka na nas wielkie miasto. Będę bajać i mamić i może sama przy tym coś nowego odkryję...

DOBREGO DNIA!

SZAFA to po włosku ARMADIO (wym. armadio)

Portico di Romagna

Szopka z ciasta i szopka wędrująca, czyli nowości z Portico

środa, grudnia 11, 2019


Za nami spokojny dzień i spokojna noc. Muszę jednak szczerze przyznać, że dalej śpię jednym okiem, a właściwie pół nocy nie śpię i czuję, że ogarnia mnie takie zmęczenie, że ciężko ruszyć rano z miejsca. Mam nadzieję, że to minie za kilka dni, kiedy temat ucichnie - oby ucichł! 
Muszę wrócić do normalności. Muszę postarać się wyciszyć, skupić na pracy, której przez następne dziesięć dni będzie dwa razy więcej niż normalnie.

Tymczasem...

Tymczasem szkoła marradyjska dziś wraca do pracy, więc Mikołaj kończy przymusową labę. Mnie czeka pół dnia lekcji i spotkania z nauczycielami, natomiast Goście Domu z Kamienia uczą się intensywnie włoskiego, chodzą po górach, delektują się mariową pizzą i odkrywają uroki okolicy.

Ponadto przez to całe zamieszanie nie pokazałam Wam jeszcze jak się w tym roku zestroiło Portico di Romagna. Niestety nie było otwarcia z bogatym bufetem jak w zeszłym roku, co dla niektórych było wiekim zawodem, ale spacer po miasteczku wśród szopek małych i dużych, prostych i fantazyjnych był jak zawsze wyjątkowo przyjemny i stał się już dla nas częścią przedbożonarodzeniowej tradycji.

Z jednej strony coraz trudniej nas zaskoczyć, bo jeśli chodzi o włoski artyzm, fantazję i poczucie estetyki widzieliśmy już wiele. Z drugiej jednak strony, Włochów w tych kwestiach nie przebije żaden inny naród i zawsze można liczyć na nowe doznania.
I tak wydziergana, patchworkowa choinka, potem szopka z ciasta i w końcu w wieży "szopka wędrująca"...  


Dlaczego szopka wędrująca? 
Otóż przez cały rok, przez wszystkie jego cztery pory, w najciekawszych, najbardziej charakterystycznych miejscach okolic figurki były fotografowane i filmowane. Teraz te wszystkie ujęcia wplecione są wystrój szopkowy kamiennej wieży. Niezwykle pomysłowe! Nasunęło mi to skojarzenia z krasnalem z filmu "Amelia", którego tytułowa bohaterka wysłała w podróż.  


Środa czyli połowa drogi do weekendu. Środa czyli pracy bardzo wiele. Ale środa to też wspólny obiad z chłopcami i być może swojska kolacja u myśliwych. Zrobiło się zimno, ale słońca nie brakuje. Choć tyle dobrze...

WĘDRUJĄCY to po włosku ERRANTE (wym. errante)

trzęsienie ziemi

Próba powrotu do spokojności

wtorek, grudnia 10, 2019


To był ciężki dzień... 
Do dziesiątej nie zrobiłam absolutnie nic. Nie potrafiłam na niczym skupić myśli, ani oderwać się od komputera, na którym jak zahipnotyzowana wpatrywałam się informacje o nowych trzęsieniach. Cholerny internet... Człowiek czyta jak głupi i się nakręca! Przecież gdyby nie dzisiejszy przekaz informacji, gdyby nie internet, nie fejsbuk, to nawet nie miałabym pojęcia o seri wstrząsów o sile około "2", te przecież nie są odczuwalne. Odświeżałam jednak stronę co kilka sekund i fiksowałam dalej.
Wstrząsy wyciszyły się po 10.00 i dopiero wtedy wzięłam się w garść, dokończyłam porządki przed przyjazdem Gości, ogarnęłam pilne sprawy i wyskoczyłam do Marradi. Chłopcy zostali w domu - Tomek z racji zatrzymanych pociągów, Mikołaj z racji zamkniętej szkoły. Dziś pociągi kursują już normalnie, ale szkoły w całym Mugello i Alto Mugello dalej są zamknięte. 
Po południu, jak podają zapisy sejsmologów, ziemia jeszcze leciusieńko dwa razy drgnęła - dla nas nieodczuwalnie. Potem kolejny raz w okolicach kolacji. Przed pójściem spać postawiłam plecak z potrzebnymi rzeczami przy drzwiach, również przy drzwiach zostawiliśmy zmianę ubrań, a przy łóżku latarkę i naładowany telefon. Strzeżonego ... i tak dalej... 
- Cykam się Pusia - powiedział przed snem Tomek.
- Serio? Wydawało mi się, że przez cały dzień byłeś kompletnie wyluzowany. Czemu teraz się cykasz? 
- Pusia, ja się cały dzień cykam... Powiedz, że już nie będzie trzęsienia. 
- Nie mogę ci tego powiedzieć, ale mam nadzieję, że nie będzie.  
Cykaliśmy się wszyscy. Całą noc spałam - nie spałam jak przysłowiowy zając pod miedzą, budząc się na każdy szmer i skrzypnięcie szafy. Co i rusz sprawdzałam też informacje o nowych trzęsieniach. Ziemia na szczęście była spokojna... 
Ostatnie duże i tragiczne w skutkach trzęsienie nawiedziło Mugello dokładnie sto lat temu. Mówi się, że teraz uaktywniła się ta sama płyta. Mam jednak nadzieję, że tym razem skończy się głównie na strachu i ziemia uciszy się na kolejne sto lat.
W Marradi szkód nie ma, ale w Barberino niestety już tak. Na szczęście - co najważniejsze - nikomu nic się nie stało. 
Przy okazji muszę ukłonić się przed włoską Obroną Cywilną, która w takich sytuacjach spisuje się na medal. W wielu miejscach najbardziej zagrożonych gmin zorganizowano miejsca do spania. Jeśli ktoś bał się lub nie mógł z racji niesprawdzonych pęknięć pozostać w domu, mógł przenocować w miejscach publicznych na szybko zaadoptowanych na zbiorowe sypialnie. Gminy też przez cały dzień informowały i instruowały jak się zachować, gdyby było źle, gdzie iść, gdzie szukać pomocy. Wielkie brawa za organizację. Trzeba przyznać, że człowiek w tym całym strachu, którego oczywiście nic nie przepędzi, czuje się zaopiekowany.


Tymczasem Goście dotarli szczęśliwie do Domu z Kamienia i radośni zasiedli z nami do stołu, zupełnie niewzruszeni zaistniałą sytuacją. Mam nadzieję, że zmęczeni podróżą sen mieli spokojniejszy niż mój. Plan na ten tydzień zapowiada się bardzo intensywny - tak intensywny, że moja głowa w tej chwili ogarnia co i jak najdalej na jeden dzień na przód. 
Dziś pogoda ma być piękna, a ja mam zamiar pokazać Gościom choć jeden z naszych urokliwych szlaków.
Nasza choinka prezentuje się cudnie. Szopki w Portico pokażę Wam w najbliższych dniach. Staram się odzyskać spokój i przede wszystkim marzę o spokojnym śnie, o spokojnym wyspaniu się, bo teraz czuję, że powieki robią się z ołowiu, a dzień nawet się jeszcze nie zaczął.


Niech to będzie dobry dzień! Niech już się nic złego nie dzieje...

STRACH to po włosku PAURA (wym. paura)

Strach

poniedziałek, grudnia 09, 2019


Nie wiem co napisać...
Miało być o szopkach w Portico, o tym jak piękną choinkę ubraliśmy, o samych przyjemnych sprawach, żeby poniedziałek dobry miał początek. Tymczasem większość mieszkańców Mugello i części Toskanii - w tym niestety Marradi ma za sobą nieprzespane pół nocy...
Niespokojna ziemia zaczęła drżeć już wczoraj po 20.00. Drobnym drżeniem nikt się tu jednak nie przejmuje, bo wiadomo, że wpisane jest ono w te tereny. Drżało jednak całą noc, aż po godzinie czwartej wstrząs o sile 4,5 poderwał na nogi chyba wszystkich. Mój Boże jacy jesteśmy maleńcy wobec tego wszystkiego...
Po raz pierwszy odkąd tu jesteśmy poczułam tak potworny strach. Kolej zamknięta, dopóki nie sprawdzą czy żaden z tuneli i mostów nie ucierpiał, szkoły również pozostają dziś zamknięte. 

Nie mogę się na niczym skupić, siedzę, odświeżam informacje i tylko błagam w myślach, żeby już przestało. Wybaczcie dziś nie mam weny na więcej. 
Uprzedzam wszystkie pytania - w Marradi raczej bez szkód, tylko wielki strach. Dziękuję też za troskę wszystkim, którzy już od świtu pisali czy jesteśmy cali i zdrowi. Jesteśmy i mam nadzieję, że już będzie spokojniej...

przedświątecznie

Lata mijają, a ulubione tradycje pozostają wiecznie żywe!

niedziela, grudnia 08, 2019


- Naprawdę ty zapoczątkowałaś te pierniczki?
- Ja. Potem podłapała ciocia A. i ciocia S. A pamietasz jak w Warszawie biegliście do sąsiadów na dół, żeby się podzielić wypiekami?
- Pamiętam! 
- Wymyśliłam te pierniczki, żebyśmy mogli robić coś razem, żeby celebrować te przygotowania do świąt i świetnie się przy tym bawić, a nie tylko pędzić i pędzić...
- Mikołaj! Wystarczy już pingwinów!

Kiedy byli mali pomagali mi przez pierwszą godzinę, potem zostawałam sama na placu boju. Wiadomo, że maluchy szybko się nudzą i kilkugodzinne stanie przy stolicy, wycinanie, wałkowanie to ponad ich możliwości. Kilkugodzinne - bo ciasto od zawsze robię z kilograma mąki, więc łatwo sobie wyobrazić ile jest potem "materiału" do przerobienia. 
Musi być tyle, bo PIERNICZKI (tu przepis) znikają w mngnieniu oka i część "na święta" trzymana jest pod kluczem.


Lata mijają...
Teraz już nie zostaję sama na placu boju. Tak naprawdę to oni przygotowują wszystko, wycinają, układają i pomagają potem posprzątać. Ja tylko rozwałkowuję ciasto i wkładam blachy do pieca. Takich mam już dużych tych chłopców i im starsi tym jeszcze fajniejsi. Mam nadzieję, że te nasze momenty będą częścią wzruszających wspomnień, które kiedyś poniosą ze sobą w dorosłe życie.
Ręce umączone i nie tylko ręce, na głowach mikołajkowe czapki, w sercach radość, w powietrzu zapach cynamonu i goździków, w tle przygrywa muzyka Feliz Navidad... A Natale puoi... Last Christmas... Przybieżeli do Betlejem... 


Rozmawiamy przy tym naszym tradycyjnym pierniczeniu o wszystkim... 
O życiu w Australii, o świętach, o muzyce, o dzieciństwie. 
Mikołaj wycina zastępy pingwinów, potem lepi nieprzyzwoitości, które nawet nie są do pokazania na blogu, a zaśmiewają się przy tym, a chichoczą jak wariaci, wąsy z mąki robią i brodę... 
Ciepło tego momentu wypełnia całą kuchnię.


Pierników wyszło pięć pudełek. Teraz tylko przede mną zadanie bojowe, by chociaż ich część ocalała do świąt. Nie zdobimy ich - nie smakują nam oblepione lukrem. Najlepsze na świecie są właśnie takie - proste, bez ceregieli

Dziś choinkowy dzień! Immacolata Concezione - czyli we Włoszech oficjalny początek okresu bożonarodzeniowego, który potrwa do 6 stycznia. Dom z Kamienia rozbłyśnie za chwilę światełkami również na zewnątrz. 
Mamy w planach leniwy dzień połączony ze zwiedzaniem szopek w naszym ulubionym "szopkowym" miasteczku. Może przy odrobinie szczęścia znów uda nam się wpasować na oficjalne otwarcie i darmowy poczęstunek? Kto to wie!
Tymczasem dobrego dnia! 

ZDOBIĆ to po włosku DECORARE (wym. dekorare)