Toskania

Odrobina historii i symbol - prezent od natury na okoliczność święta

wtorek, listopada 30, 2021

Święto Toskanii, kara śmierci, Dom z Kamienia blog
 
Od 2001 roku 30 listopada jest dniem Festa della Toscana. Pisałam o tym kilka lat temu, ale ponieważ od tamtego czasu w Domu z Kamienia przybyło trochę Czytelników, dlatego dziś ważna notka historyczna dla przypomnienia. 

30 listopada 1786 roku Toskania jako pierwsze państwo na świecie zlikwidowało karę śmierci. Co więcej - nie tylko samą pena di morte, ale też tortury, w tym obcinanie części ciała oraz wszelkie kary hańbiące. Skupiono się jednocześnie na rozbudowaniu systemu więziennictwa. Pierwsze słowa uzasadnienia mówią o tym, że kara śmierci do tamtej pory była stosowana ze zbytnią łatwością i do przewinień wcale nie aż tak poważnych. Nowe prawo nazwano "leopoldina" od imienia władcy, który był autorem zmian w kodeksie karnym - Granduca Pietro Leopoldo. Miał on przy dokonaniu słynnych reform inspirować się słynnym dziełem Cesarego Beccarii "O przestępstwach i karach", które było nawoływaniem do humanitaryzacji dotychczasowych kar. 

Wprawdzie nie wszyscy wiedzą, że już kilka lat później wraz z wyjazdem Leopolda do Wiednia, gdzie miał objąć po swoim bracie tron Cesarstwa, kara została przywrócona, by stłumić zamieszki jakie wybuchły w Toskanii - zwłaszcza we Florencji i Livorno. Dopiero kilkadziesiąt lat później  "leopoldina" została ponownie, tym razem definitywnie wprowadzona w życie. 

Dlaczego akurat na święto Toskanii wybrano taki a nie inny dzień? 
Otóż wydarzenie to ma być upamiętnieniem, tego, że sprawiedliwość, pokój i przede wszystkim poszanowanie praw ludzkich to wartości uważane za jedne z najważniejszych elementów toskańskiej tożsamości.  

*** 
W poniedziałek w południe wracałam z zakupami i czułam jak kurtka robi mi się coraz bardziej mokra od deszczu, a nawet deszczu spokrewnionego lekko ze śniegiem. Gór wcale nie było widać. Pogoda była tak paskudna, że gorszą trudno sobie nawet wyobrazić. Z jednej strony nie mogłam się doczekać, aż dotrę do domu, z drugiej jednak czułam jak bardzo mam wyostrzone zmysły na wszelkie bodźce. Zastanawiałam się czy to w ogóle normalne. Na przykład kropelki deszczu, które spadały mi na twarz miały różny ciężar i w różny sposób zderzały się z moją skórą. W ogołoconej winnicy wisiał jeden kolorowy listek i żałowałam, że nie mam ze sobą aparatu. Powietrze pachniało nadchodzącym zimnem. Wszystko to bombardowało mój mózg z niezwykłą siłą. Wtedy też wypatrzyłam między zziębniętymi badylami śpiącej winnicy odrobinę życia. Coś nieprawdopodobnego! W kontekście dzisiejszego święta to niemal jak naturalny symbol! Natura tak pięknie na zakończenie listopada się kłania. Sami popatrzcie: 


Dla niedowiarków zbliżenie: 


Irys - symbol Florencji, irys kwietniowy w przedostatni dzień listopada, irys - fioletowy uśmiech natury w środku jesiennej szarugi. 
Pięknego dnia.

KARA ŚMIERCI to po włosku PENA DI MORTE

zima

Apeniny przypudrowują nosek...

poniedziałek, listopada 29, 2021

Dom z Kamienia, zima w Toskanii, Katarzyna Nowacka

- Trzeba liczyć teraz sto dni - powiedział Mario, prowadząc Rangera krętą drogą w kierunku San Benedetto in Alpe. 
- Co liczyć, po co liczyć? - oburzyłam się.
- Za sto dni będzie można odetchnąć, bo będzie już po zimie.
- Bez sensu. Ja nie mam zamiaru niczego liczyć. 

Zaraz przypomniało mi się to, co napisałam ledwie kilka godzin wcześniej na blogu i wyłożyłam te same słowa Mario.
- Czas mija szybko nawet bez naszego odliczania i poganiania... - podsumowałam filozoficznie, na co Mario coś tam pod nosem wymamrotał, chyba na znak zgody.
 
Dom z Kamienia, zima w Toskanii, Katarzyna Nowacka

Appennino w niedzielę przypudrowało nosek... Dokładnie tak to wyglądało. Zawsze tak się dzieje przy pewnej temperaturze - w dolinie deszcz, a im wyżej tym bardziej biało. Zmieniło się też powietrze. W ostatniej chwili, tak jak przypominała A. z nizin, chłopcy ściągnęli do piwnicy ostatnie donice pelargonii. 

Mogę zatem zanotować w dzienniku pokładowym - pierwsze pobielenie szczytów "Marradi zima 2021/22" miało miejsce 28 listopada. Aż z ciekawości przewertowałam wpisy z minionych lat i doszłam do wniosku, że mieści się to w normie, można wręcz powiedzieć, że to typowy wstęp do apenińskiej zimy. Najwcześniej śnieg nas postraszył kilka lat temu w połowie listopada. Tamtego roku nie było go już chyba przez resztę zimy. Zazwyczaj jednak pierwsze takie pobielenia nawiedzały nas na przełomie listopada i grudnia, a zatem teraz mówiąc po włosku tutto in regola!

Pogoda jest paskudna i powiedzmy sobie szczerze (po raz sto pięćdziesiąty piąty): zimna, ani śniegu nigdy nie pokocham, ale jednak kocham zimą pewne drobiazgi... 
Na przykład kocham niedzielne poranki, bo mogę sobie leżeć w pieleszach, czytać, pisać, gotować, bez poczucia, że muszę gdzieś gnać, a to latem się nie zdarza.
Choć kocham pracę z turystami, to jednak czasem głowa jest bardzo zmęczona, a zimą mogę skupić się tylko na tym czy wszyscy dostali odpowiednią porcję ćwiczeń z włoskiego, reszta czasu zostaje dla mnie. Poza tym ja tak bardzo lubię samotnie spędzać czas, że aż trudno pewnie w to uwierzyć, a zima daje ku temu wiele okazji. Nigdy nie zrozumiem osób, które mówią: nuda, nudzi mi się. Dla mnie pogoda pod psem to amok czytania, pisania, gotowania, haftowania, uczenia się, poszukiwania nowych inspiracji. Och... 

Ale teraz już wystarczy, bo zrobiło się późno. Za oknem dramat, więc idę literacko wędrować z Dante przez kolejne kręgi piekieł. Pięknego dnia!

POBIELONY to po włosku IMBIANCATO (wym. imbiankato)


niedziela

Radość z kolorowych skarpetek i radość z wielu drobiazgów

niedziela, listopada 28, 2021

Dom z Kamienia Kasia Nowacka Biforco

Od piątku wieczór w dolinie hulał taki wiatr, że aż musieliśmy wyłączyć piec, bo więcej było dymu w domu niż to warte. Wiatr wspomagany był deszczem - albo na odwrót, więc nawet nie mogłam powiedzieć, że już z dwojga złego lepiej kiedy pada, bo przynajmniej dusza jakaś taka spokojniejsza. Brzydka pogoda rozpętała się dubeltowo. Oswoiłam już chyba listopad, ale wiatr niezmiennie budzi we mnie niepokój. Sama nie wiem dlaczego. 

Mimo upiornej pogody dzień był jednak bardzo dobry. Po pierwsze już na pełnych obrotach wróciłam do lekcji i zaraz zrobiło mi się lepiej. Po drugie zrobiliśmy sobie we trójkę wspaniały filmowy wieczór w przedświątecznym duchu, ale nie tylko. I po trzecie Tomek znów popołudniową porą towarzyszył mi do Marradi, znów siedzieliśmy przy filiżance czegoś ciepłego - Tomek oczywiście gorącej czekolady - i znów gawędziliśmy o tak niezwykłych sprawach, że w duchu błagałam - niech ta chwila nigdy nie mija! 

I nawet potem, kiedy z zakupami przyklejeni pod jednym parasolem wracaliśmy do domu, a wiatr chłostał niemiłosiernie i deszcz robił z nami co chciał, ja czułam się najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Bo czego mogłabym chcieć więcej? 

- Czy uważasz, że skromność jest dobra? - zapytał.
- Jest dobra, ale zależy co przez nią rozumiesz i z tą skromnością to bez przesady. Trzeba doceniać samego siebie i nie umniejszać sobie zasług, oczywiście nie popadać w pychę, ale z tą skromnością, to wiesz... bez przesady. 
- Chodzi mi o skromność bytową. 
- Tak. Uważam, że jest dobra. Wiele z dupereli, którymi się otaczamy w ogóle nie są nam potrzebne. Służą tylko po to, żeby na chwilę nas omamić. Nawet jeśli znów miałabym kiedyś pieniądze, nie będę się nigdy etykietkować, nie mam zamiaru być czyjąś powierzchnią reklamową. Miło jest oczywiście mieć coś, co nam się podoba, sprawić sobie czasem radość, ale warto zachować umiar. Poza tym wolałabym wydać pieniądze na coś sensownego - na podróż, naukę języka, studia, nawet na fajną kolację!

- Właśnie. Zobacz jak ja się ucieszyłem z tych kolorowych skarpetek od Babci!
- Tak to jest właśnie wspaniałe, ja też się ucieszyłam z niespodzianki!

Wyciskam z tych drobnych chwil tyle, ile się da, bo im więcej mija czasu tym silniej odczuwam jego ulotność, jego dziś... a potem zaraz jutro, rok, pięć, dziesięć i szast prast pozamiatane. To silne poczucie ulotności czasu nauczyło mnie właśnie nie odliczać. Nie czekać na weekend, na wakacje, na święta, na wiosnę, nie czekać aż przestanie padać deszcz, aż zrobi się cieplej, nie czekać na lepszy moment, nie czekać aż nie wiadomo co. Żyć naprawdę tu i teraz, póki można żyć, nie tylko "od święta". Wiem, już o tym pisałam, ale czasem warto to sobie w duszy powtórzyć.

Wiatr hula dalej, hula jak opętany, a ja mam swój spokojny poranek z lekturą i pisaniem i nicnierobieniem. Mam też stertę arcyciekawych przepisów do wypróbowania, bo opętała mnie od wczoraj wena kulinarna i mam nadzieję, że nim listopad zejdzie ze sceny znów się pojawią w Kuchni nowe przepisy. A przepisy mam takie, że klękajcie narody! To chyba znak, że wracam do formy. 
Niech i dziś będzie dobry dzień!

SKARPETKI to po włosku CALZINI 

codzienność

Wergiliusz, troska i moje wielkie dziękuję po raz nie wiem który

sobota, listopada 27, 2021

Dom z Kamienia, blog o życiu we Włoszech

 - Jak się Mamusia czuje? - słychać od progu zaniepokojony głos Mikołaja i zaraz oczy to tu to tam, czy Matka nadal w łóżku, czy na nogach. 
- Jestem, jestem. Już lepiej. 
- Oooo! To się do Mamusi musi przytulić!
- No to niech się przytula!

Wystraszyłam tych moich chłopców zupełnie bez sensu...

Po wstępie pełnym czułości i słodkości, usiedliśmy nad garnkiem krupniku, a Mikołaj zaraz zaczął opowiadać.
- A Mamusia wie, że Virgilio popłynął w wymarzoną podróż do Grecji i w czasie podróży zachorował? Dopłynął statkiem do Brindisi i tam umarł. 
- Wergiliusz umarł w Brindisi? Nie wiedziałam...
- Tak, ale pochowali go w Neapolu.
- Wieźli go aż do Neapolu?
- To była jego wola, poza tym chyba mu się to należało, prawda?
- Tak, tak oczywiście. 
- A wie Mamusia, że w swoim testamencie zaznaczył, żeby nigdy nie publikować Eneidy?
Na kolejne pytanie Mikołaja odpowiadam z pokorą: nie, nie wiedziałam. 
- Mówił, że była za słaba, a poza tym niedokończona, jednak na polecenie Augusta została zredagowana i wydana. 

Tak mnie tym Wergiliuszem Mikołaj zakręcił, że po obiedzie wróciłam do łóżka i zaczęłam zgłębiać tajniki dawnych dziejów i zacnej literatury. Zastanawiałam się, czy w szkole ktoś mnie w ogóle z Eneidą zapoznał? A jeśli zapoznał to marnie to zapoznawanie musiało wypaść. Nie przypominam sobie, żebym po szkole siadała do obiadu i dzieliła się z Mamą podobną wiedzą, czy żebym w ogóle się roztkliwiała nad podobnymi faktami. 

Poranne, piątkowe lekcje z bólem serca odwołałam przezornie już w czwartek wieczorem. Na szczęście obudziłam się w zdecydowanie lepszej formie niż myślałam i nim nastało południe znów otworzyłam komputer. Zwlekłam się z łóżka i z każdą chwilą czułam się lepiej. Wprawdzie daleko mi było do super formy, ale już nie "umierałam". Po misce krupniku zrobiło się już na tyle dobrze, że postanowiłam popołudniowych lekcji nie odwoływać. Ja wiem, wiem... zaraz ktoś powie, że powinnam odpocząć, ale kto pracuje na swoim ten wie, z czym taki "odpoczynek" się wiąże niestety... 

Już jest dobrze, już nawet wróciła ochota na poranną kawę, a to bardzo dobry znak. Zabieram się zaraz do lekcji, a potem jeśli pogoda pozwoli mam nadzieję na delikatny, spokojny spacer. Tymczasem w dolinie hula wiatr. Zupełnie jakby listopad, który już powoli pakuje walizki, pootwierał wszystkie okna, że tylko przeciąg się zrobił. 

Dziękuję za wszystkie życzenia zdrowia, troskę i rady. Do lekarza się pewnie "uśmiechnę", wiek w końcu zobowiązuje. Tymczasem postaram się między jedną lekcją a drugą troszeczkę odpocząć.

A w sprawie "nieodpoczynku" chciałam Wam tylko donieść, że w zakładce warsztaty wisi nowa majowa oferta i ku mojej wielkiej radości zostały już tylko ostatnie miejsca. Może ktoś z Was się skusi? Może macie ochotę zrobić komuś, albo samym sobie prezent gwiazdkowy. 

I na koniec już ostatnia rzecz. 
Przepraszam publicznie moich Patronów za zaniedbanie w ostatnich miesiącach. Mam nadzieję, że nauczę się lepiej ogarniać milion rzeczy na raz. Tak czy inaczej jestem Wam wdzięczna z całego serca. Każde nawet najmniejsze wsparcie, na Patronite to dla mnie wielka rzecz. Dalej będę powtarzać, że Dom z Kamienia będzie zawsze otwarty dla wszystkich, ale jeśli ktoś ma chęć wesprzeć to moje codzienne pisanie, temu już teraz przesyłam wielkie DZIĘKUJĘ. 

Weekend jeszcze nie czas start, ale to już ostatnia prosta. Mam w głowie gotowanie, nawet jeśli apetyt jeszcze nie wrócił, ale przecież i Kuchnia Domu z Kamienia potrzebuje odświeżenia oraz mamy też w planach pierwszy przedświąteczny wieczór filmowy. Niech to będzie dobry czas. 
Pięknego dnia!

VIRGILIO (wym. wirdżilio) to WERGILIUSZ 

choroba

Powrót do żywych

piątek, listopada 26, 2021

Kasia Nowacka Dom z Kamienia

Jeśli post na blogu się nie ukazuje, bez żadnego wcześniejszego uprzedzenia to znaczy, że albo jestem martwa, albo właśnie umieram. Jeśli piszę, to oczywiście znaczy to, że martwa nie jestem, ale zapewniam, że umierałam przez ostatnie trzydzieści godzin. Teraz oczywiście nie żebym była w formie, ale w porównaniu do tego, co było wczoraj, to już jest luksus. 

Przynajmniej jestem w stanie otworzyć komputer i cokolwiek napisać. Teraz też szczerze mogę się przyznać, że wczoraj "lekko" spanikowałam i nijak nie mogłam pojąć co się ze mną działo. Nawet jakiś zawał mi przemknął przez myśl. Przezornie zostawiłam Tomkowi kartę do bankomatu z pinem, na "w razie czego", żeby dzieci choć zakupy sobie mogły zrobić. Na serio zaczęłam się bać, że noc (oby tylko noc!) spędzę poza domem.

Bolało mnie również to, że musiałam odwołać lekcje... Najpierw odwołałam lekcję o świcie, pewna, że zaraz się przecież poskładam. Potem przesunęłam jedną lekcję na ciut później, nadal pełna nadziei, że to minie. Potem już skapitulowałam i odwołałam wszystkie lekcje równo... Nie lubię słabości i nie jestem przyzwyczajona być "nie w formie". Ja przecież nigdy nie nawalam! Mario się śmieje, że jestem roccia i tak też zawsze się czuję. Przepraszam zatem moich uczniów, za brak lekcji, mam nadzieję, że od jutra, a nawet dzisiejszego popołudnia wszystko wróci do normy. 

To tyle na dziś, bo znów mi się baterie wyczerpują, chciałam tylko dać znać, że wracam do żywych - tak mi się przynajmniej zdaje. Zdjęcie nie ma nic wspólnego - pierwsze lepsze. 
Dobrego dnia. 

Ps. Wielkie podziękowania jak zwykle dla Mario, który znów gnał z lekami i po prostu był obok na każde zawołanie.

Sekrety Florencji

Drzewo pokoju, wzruszenia i inne florenckie obrazki

środa, listopada 24, 2021

Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka

Już pewnie nudna będę z tym "och jaki to był wspaniały dzień!", ale co zrobić, kiedy to był naprawdę wspaniały dzień! Dzień zaczął się, kiedy jeszcze świt był bardziej nocą. Dzień który dał mi o poranku dwie samotne godziny na florencki spacer, florenckie śniadanie, florenckie rozmyślania, florenckie obserwacje. 

Potem dołączyły do mnie dwie wspaniałe kobiety i tak w wesołym trio pokolorowałyśmy sobie florencki dzień jeszcze bardziej. Inspirująco, wzruszająco, radośnie, niezwykle... Jeszcze jedna powtórka, jeszcze jedno "kopiuj wklej" - Dom z Kamienia przyciągnął do mnie tak wspaniałych ludzi, że czasem jeszcze nie mogę się temu nadziwić.

Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka

Z kim jestem we Florencji pierwszy raz, kto w ogóle jest w tym mieście pierwszy raz, temu trzeba pokazać to, co wiadomo... Kto drugi, trzeci, piąty, dziesiąty temu pokazuję coraz bardziej zaklęte rewiry. Cieszę się, kiedy na takie spotkanie moi Czytelnicy zjawiają się teraz z Sekretami "pod pachą". To takie miłe i niezmiennie wzruszające. 

Kiedy wczoraj opublikowałam na instagramie zdjęcia ze spaceru, najbardziej zaintrygowało wszystkich to niezwykłe drzewo:

Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka

Jest do oliwne drzewo z brązu, które zastąpiło dotychczasowe, żywe drzewko oliwne na via dei Georgofili. Drzewko to - nazywane drzewem pokoju - l'Albero della pace upamiętnia ofiary zamachu bombowego, jaki miał miejsce w 1993 roku. Autorem wysokiej na blisko cztery i pół metra rzeźby jest Andrea Roggi. Obecne drzewo ustawione zostało we wrześniu tego roku. Warto choć na chwilę tu przystanąć i zamyślić się nad tym, do czego zdolny jest człowiek... 

Około pierwszej w nocy z 26 na 27 maja 1993 roku ładunek wybuchowy o wadze prawie 300 kilo, podłożony na tyłach Galerii Uffizi w garażu budynku Akademii Georgofili przez członków mafii eksplodował zabijając całą rodzinę kustosza budynku - Fabrizio Nencioni i jego żonę Angelę oraz ich dwie córki dziewięcioletnią Nadię i niespełna dwumiesięczną Caterinę. W sąsiednim budynku wybucha pożar, który pochłania jeszcze jedną ofiarę - 22 letniego studenta Dario Capolicchio. Ponadto rannych zostaje czterdzieści innych osób, a wiele dzieł sztuki Galerii Uffizi nieodwracalnie zniszczonych.  

Rzeźba jest przepiękna. Poruszająca finezyjna. Brakuje jeszcze tablicy pamiątkowej z wypisanymi nazwiskami ofiar, ale miasto obiecało szybko to niedopatrzenie naprawić. Ponadto nada widoczna jest inna, wcześniejsza tablica na murze budynku Akademii. 

Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka

Dziś na mnie już pora, zostawiam Wam drzewo pokoju i kilka innych obrazków Ukochanej. 
J. zażartowała wczoraj, kiedy enty raz fotografowałam Ponte Vecchio - "jeszcze jedno zdjęcie, bo za mało ich", a ja rzeczywiście sama się czasem z siebie śmieję, ale z drugiej strony jeśli jest coś, co się kocha - nigdy nie ma się dosyć. Zawsze będzie potrzeba fotografowania, a ja tę moją Florencję kocham do zwariowania.
- To miasto, które cię otula - powiedziała wczoraj D. i miała świętą rację!
Pięknej reszty dnia!  

Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia, Sekrety Florencji, Katarzyna Nowacka

POKÓJ to po włosku PACE (wym. pacze)

Sekrety Florencji

Marzenia, pamięć i zagadka

wtorek, listopada 23, 2021

Kasia Nowacka Dom z Kamienia, Sekrety Florencji 

Nie wiem czy tak naprawdę wierzyłam, że kiedyś będzie mi dane podpisywać moją własną książkę. Może bardziej wizualizowałam, starałam się wizualizować, ale czy tak w głębi serca w to wierzyłam? 

Szczerze przyznam, że kiedy patrzę dziś wstecz zadziwia mnie fakt, że w powodzenie wielu najważniejszych dla mnie życiowych spraw nie wierzyłam - w to, że kiedykolwiek będę mamą, w to, że warszawski adres zamienię na toskański... Życie jednak niezmiennie zaskakuje i to co ma się wydarzyć, wydarzy się w odpowiednim momencie - być może wtedy, kiedy naprawdę będziemy na to gotowi?

Dziś jadę do Ukochanej, by podpisać znów moje Sekrety. Znów będę się wzruszać. Wzruszać podpisywaniem i spotkaniem ze znajomą, życzliwą duszą. Znów będę się zachwycać, nawet jeśli Ukochaną znam na pamięć. 
Znam... czy nie znam?

Kasia Nowacka Dom z Kamienia, Sekrety Florencji
Kasia Nowacka Dom z Kamienia, Sekrety Florencji
Kasia Nowacka Dom z Kamienia, Sekrety Florencji

Z tym znaniem Florencji to jest trochę "neverending story". Nawet nie trochę, a bardzo. Wpadł mi ostatnio  w oczy ciekawy artykuł o florenckich krucyfiksach Giotta i tak nauczyłam się "nowego sekretu"

Powszechnie uznaje się, że krucyfiksy autorstwa malarza z Mugello są we Florencji dwa - najsłynniejszy w Santa Maria Novella i mniej znany w Ognissanti. 
Jest natomiast jeszcze jeden ważny krucyfiks, który wyszedł ze szkoły Giotto, ale niektórzy snują teorie, że to sam słynny artysta jest jego autorem. Oczywiście jak było naprawdę, tego się pewnie nigdy nie dowiemy. Krucyfiks można podziwiać w kościele San Felice in Piazza, zaledwie kilka kroków za Palazzo Pitti. 

Kiedy zobaczyłam zdjęcia, jakimi okraszony był artykuł - tak naprawdę to one przykuły moją uwagę - byłam zaskoczona. Zaskoczona, bo patrząc na nie wiedziałam, że musiałam go już wcześniej widzieć i nawet sfotografować - to przekonanie dopadło mnie zanim jeszcze doczytałam, gdzie się znajduje. Mam fotograficzną pamięć, kadry przeze mnie uchwycone zostają w głowie na zawsze. 

Niestety dobra jest u mnie tylko ta pamięć fotograficzna, z pozostałą bywa już  gorzej...
 
Kilka miesięcy temu, przechodząc obok San Felice zastałam kościół otwarty - co zdarzyło mi się po raz pierwszy, a zatem niewiele myśląc zaraz wcisnęłam się do środka. 
Wtedy właśnie sfotografowałam wspomniany wcześniej krucyfiks. Kościół, nawiasem mówiąc, wart jest uwagi, a co do samego Chrystusa na krzyżu tylko jedno przypomnienie - uważa się, że to Giotto ustanowił taki właśnie jego wizerunek - ludzki i cierpiący.  

Miałam oczywiście o San Felice in Piazza napisać zaraz na drugie dzień, bo taka byłam uradowana, że w końcu udało mi się tam zajrzeć, ale... zapomniałam.  Tak to właśnie jest z tą moją pamięcią. Ile ja się wczoraj tych zdjęć naszukałam, to już w ogóle pominę milczeniem.

San Felice in Piazza - Dom z Kamienia
San Felice in Piazza - Dom z Kamienia

Dziś już uciekam znów do Ukochanej i zostawiam Was z zagadką. Oto jeszcze jeden interesujący krucyfiks - malowidło. Gdzie się znajduje i czyjego jest autorstwa? Jako podpowiedź dodam, że malarz był jednym z bardziej znanych uczniów Giotta.

Pięknego dnia!

CIERPIĄCY to po włosku SOFFERENTE (wym. sofferente)

Sekrety Florencji Katarzyna Nowacka

trekking

Monte Rotondo raz jeszcze, forma, zachwyt i wicher w górze

poniedziałek, listopada 22, 2021

Dom z Kamienia, Kasia Nowacka, trekking Marradi
 
Na początku było całkiem ciepło, bo po kilku podejściach moja puchówka wylądowała w pasie zawiązana jak hawajska spódniczka. Potem przy domu na Monte Rotondo, znów powędrowała na grzbiet, a chustka, którą miałam na szyi - na głowę T. Wysoko wiatr był bardzo niegościnny. 

Fotografowałam tę samą drogę, którą szłam dokładnie dwa tygodnie wcześniej - niby tę samą, a jakże już inną. Kolory zdecydowanie przygasły. Apeniny przechodzą teraz ze złota i czerwieni w rudą burość, by zaraz wymalować się w gołębie błękity, grafity i zimową monochromatyczność. Apeniny są piękne w każdej wersji kolorystycznej, ale może właśnie ten jednolity, szaroniebieski kolor, w jaki stroją się zimą przydaje im najwięcej majestatu. Bez kolorowych fatałaszków widać ich nagie piękno.

Dom z Kamienia, Kasia Nowacka, trekking Marradi

T. nie była tym razem w formie, choć patrząc na zdjęcia, na których przeskakuje przez płotki, strach się bać co robi, kiedy forma jej dopisuje. Tak czy inaczej spędziłyśmy znów wspaniały czas, wędrując, paplając o tym i o tamtym, łapiąc równowagę, mierząc się ze szlakiem nie zawsze wygodnym, fotografując i oczywiście zachwycając się bez pamięci. 

T. dalej próbowała robić szu szu liśćmi, które listopad sponiewierał, ale słabo to szu szu wychodziło, bo sponiewierane liście już tak ładnie szeleścić nie potrafią. 

Słońca nie było prawie wcale, ale co jakiś czas pojedynczym promieniom udało się przecisnąć przez ołowianą kapotę nieba i wtedy jakby ktoś niczym w teatrze kierował reflektory tylko w wąski, wybrany punkt. To szmaragdowa robiła się łąka, to rozświetlało się Marradi...

Było nam naprawdę pięknie. Mimo braku formy T. (jak sama twierdziła), mimo wiatru, mimo przewagi ołowiu nad lazurem - było nam jak zawsze wyjątkowo. A tę wyjątkowość niech potwierdzą obrazki:

Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Niby nie w formie, a ławeczkę na piknik zaraz zmontowała!

Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi

I jeszcze jedna ciekawostka z toskańskich Apeninów - może i robi się teraz całkiem buro i góry takie jednolite, grafitowe, ale za to łąki są tak soczyście zielone, że aż chciałoby się rzec: listopadowi taka soczystość nie wypada!

Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi
Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi

Na starcie ustawia się już ostatni w pełni listopadowy tydzień. Ja mam mnóstwo spraw, którymi pragnę się podzielić, ale to już zostanie na jutro. Dziś tylko zapraszam Was do lektury krótkiego wywiadu, jakiego udzieliłam pewnemu portalowi
Pięknej reszty listopadowego poniedziałku!

BYĆ W FORMIE to po włosku ESSERE IN FORMA (wym. essere in forma)

Dom z Kamienia, blog o Toskanii, trekking w Marradi