dzieci

Cały świat w jednym kadrze

czwartek, listopada 21, 2019


Wyłonili się zza zakrętu maszerując dziarskim krokiem, nawet jeśli droga pięła się mocno pod górę. Aż mi się serce uśmiechnęło na ten widok. Cały mój świat...

- Ścigamy się kto pierwszy do mamy! - Usłyszałam Mikołaja wyzwanie rzucone starszemu bratu.
Wystartowali jak charty na wyścigach i zaraz dopadli mnie niemal równocześnie. 

Jak dobrze, że wciąż to robią, że mają w sobie wciąż tyle dziecka, że nie wstydzą się być sobą, że mimo "krytycznego" wieku nie krępuje ich okazywanie uczuć. Coraz śmielej zaczynam się łudzić, że może tak im już zostanie na zawsze. 
Często zastanawiam się też, jaki to cud i jakie szczęście zarazem, że oni w tym jakże trudnym dziś świecie wyrośli na takich fajnych ludzi. Jak duża w tym zasługa miejsca w jakim żyją? A może to się po prostu ma w genach i reszta nie ma znaczenia?


Dzień, a przynajmniej jego większa część, był jak z obrazka i tak już teraz ma być z małymi tylko deszczowymi przerywnikami. Na szczęście wciąż nie widać na horyzoncie zimna, mówią, że do pierwszych grudniowych dni powinno królować słońce i temperatury wciąż powyżej 10 stopni. Z drugiej strony nie wiem czy to dobrze, bo zimno w końcu przyjdzie i boję się, żeby znów nie było tak, że zostanie z nami do maja.


Przeszliśmy się tylko kawałek, ot żeby nogi rozruszać. Cały czas powtarzam im, że trzeba dbać o formę. Trzeba chodzić, mieć kontakt z naturą najczęściej jak to możliwe, bo ta potrafi zdziałać cuda. 
Taki spacer to też bycie razem noga w nogę, ramię w ramię, to rozmowy mniej lub bardziej poważne, to refleksje o świecie, to podziwianie świata...


Kiedy wracaliśmy znów biegli - tym razem z "górki na pazurki". Dzieci nie dzieci. Przez obiektyw widziałam cały mój świat zatrzymany w jednym kadrze i zalała mnie fala czułości. Czułości i siły. Oni i to miejsce dają mi siłę, dzięki której mogłabym góry przenosić. Nawet jeśli jednego dnia upadam pod ciężarem problemów, następnego odradzam się jak feniks z popiołów i ruszam dalej.


Wieczorem o kolację zatroszczył się Mario. Znów na stole w Kamiennym Domu wylądowała najlepsza na świecie pizza! I kiedy tak dojadaliśmy ostatki i zaśmiewaliśmy się z lokalnych powiedzonek, uświadomiłam sobie, że moment kolacji, kiedy jesteśmy wszyscy razem, kiedy już jest po szkole, po pracy, po całym dniu, ten moment wspólnego, powolnego celebrowania posiłku jest jednym z moich ulubionych w całym dniu. 

Wiem, widzę z obserwacji, że to wspólne zasiadanie do stołu nie jest normą i kiedyś zapytałam chłopców, czy im taki "system" odpowiada, a może męczy ich to, nudzi lub w ogóle nie jest ważne. Odpowiedzieli bez chwili namysłu, że nie wyobrażają sobie, że mogłoby być inaczej, a Tomek dodał też: 
- Chciałbym, żeby tak właśnie było kiedyś w mojej rodzinie.


Późno się zrobiło, więc czas już na mnie. 
Mam nadzieję, że dziś też będzie dobry dzień, bo dziś będę intensywnie pracować nad e-bookiem u samego źródła i powiem tak bezczelnie - CAŁA PRZYJEMNOŚĆ PO MOJEJ STRONIE!

Dobrego dnia!

FENIKS to po włosku FENICE (wym. fenicze)