Florencja

Wygrałam!

piątek, lutego 21, 2020


Mniej więcej od połowy naszego florenckiego spaceru jak namolna mucha zaczęłam podpytywać A.: no i? no i? Ciekawa byłam czy serce A. otworzy się w końcu na Florencję czy wciąż jednak będzie bardziej zwrócone ku Bolonii. 
Na szczęście uległa moim sugestiom i nim kolejny raz powróciła do Florencji, miała już swoją artystyczno - historyczną świadomość przeniesioną na wyższy poziom. Wzięła do ręki "Udrękę i ekstazę", przyjrzała się Medyceuszom i nagle to nieprzystępne wcześniej miasto wydało się jej znajome, bardziej swojskie, zachwycające, intrygujące... 
- No i? No i? - dopytywałam, kiedy już zasiedliśmy do obiadu w ulubionej fiaschetterii
Wzięła głęboki oddech, przez chwilę jeszcze nie otworzyła ust jakby dla zbudowania suspensu, aż w końcu odpowiedziała:
- Wygrałaś...


Nie udałoby mi się to, gdyby nie Cosimo, il Magnifico, gdyby nie Michał Anioł, Ghirlandaio, Botticelli... Z takim wsparciem moja misja, by A. zaprzyjaźniła się z Florencją, musiała zakończyć się sukcesem.  

Pozostałym Gościom Florencja również się podobała... 

Kiedy mam przyjemność oprowadzać kogoś, kto do miasta przybył po raz pierwszy, czuję ogromną odpowiedzialność, bo wiem, że to czy miasto zachwyci czy nie, w dużej mierze zależy też ode mnie. Staram się więc wyważyć pomiędzy chaosem Duomo, wielką sztuką przy Signorii, a ciszą San Niccolò i street artem. Zależy mi, by Goście posmakowali tutejszej kuchni, poczuli dawnego ducha, poznali anegdoty, ciekawostki i legendy. 

Ktoś stwierdził wczoraj, że tym razem szanse pomiędzy Bolonią i Florencją były nierówne, bowiem pierwszą oglądaliśmy w lekkiej mgle i klasycznej, zimowej pochmurności Padany, tę drugą natomiast w pełnym, jedynym w swoim rodzaju toskańskim słońcu. I to na pewno prawda, pogoda pomaga, wpływa zdecydowanie na pierwsze wrażenie, ale...


Ale wtedy uświadomiłam sobie, że blasku i splendoru Florencji nie są w stanie zgasić nawet deszcz, mgła czy inne pochmurności... Florencja lśni i zachwyca przy każdej pogodzie. Wiem to, bo przez te lata widziałam wiele jej twarzy i wiele nastrojów. Ja sama za każdym razem kocham ją coraz mocniej, za każdym razem ogarnia mnie podekscytowanie, wzruszenie, za każdym razem czuję, że jest jeszcze bardziej moja...


Wakacje ostatnich lutowych Gości dobiegły końca. Dziękujemy kochani za wspaniały, radosny i intensywny czas. 
Cóż powiedzieć? 
Szkoda, że tak krótko i mamy nadzieję na kolejne spotkania.  Ja mam też nadzieję, że pobyt w Marradi, Biforco, góry, Florencja, Bolonia i Dom z Kamienia zostaną na zawsze w Waszych sercach jako miłe wspomnienie. 

Myślę sobie, że musi być u nas "dobre powietrze", które pobudza kreatywność, uruchamia nawet w najspokojniejszych pokłady szaleństwa, powietrze, które sprawia, że człowiek śmieje się w głos. Zdjęcia mówią same za siebie! Było już kiedyś spa wiejące horrorem w wykonaniu Wielkiej Piątki, a tym razem po Domu z Kamienia snuł się też błędny rycerz. Kto wie, co jeszcze się wydarzy!
Dobrego dnia!