troski

Rozchybotana łódka, spokojna wyspa, zamknięte ogrody i mistrz słowa

piątek, czerwca 05, 2020


Wieczorem w czwartek nagrałam A. kilka głosowych wiadomości. W jednej z nich powiedziałam jej, że w całym tym tygodniu "takim sobie" wypad do Florencji był jak spokojna wysepka. I rzeczywiście tak się czułam. Ten tydzień był jak rozszalałe morze, a ja jakbym siedziała w łupinie orzecha i trzymała się kurczowo, żeby nie wypaść za burtę. Nie wypadłam. Jeszcze... Ale zmęczyłam się tym trzymaniem tak bardzo, że w czwartek nie miałam siły podnieść się z kanapy. 
- Pusia wszystko dobrze? - pytał Tomek.
- Wiesz..., dziś to tak sobie, ale jutro będzie lepiej. Nie martw się. Po prostu nie czuję się dziś w formie, zmęczona jestem, trochę się martwię...
- Pusia to może się zdrzemnij... 
- Drzemka nic tym razem nie pomoże.

- Jak się matka czuje? - pytał na przemian z Tomkiem Mikołaj.
- Jutro będzie lepiej. Dziś jestem jakaś zdechła - odpowiadałam szczerze.
- Chce przytulaski? Przytulaski zawsze pomagają! - wielki człowiek zaplótł mi ręce na szyi, a musiał się przy tym zdrowo przygarbić. 
Mikołaj ma rację - ciepły uścisk chłopców dobry jest na wszystko. 

Moja łódka się jakoś wyjątkowo rozchybotała w tym tygodniu. A może fale ostatnio jakieś wyższe... W każdym razie powtarzam sobie - głowa do góry, jakoś to będzie. Nie może być inaczej, nie mogę pozwolić sobie na inne myślenie - przecież jestem kapitanem, majtkiem, czy kto tam jeszcze, szalupą ratunkową i chyba nawet samym statkiem w jednej osobie... Jakoś to będzie.  


Może zamiast się w tej łódce chybotać zatrzymam się myślami jeszcze raz na spokojnej wtorkowej wyspie. Jeszcze kilka drobiazgów. Cisza przed Santa Maria del Carmine, pustka na uliczkach San Frediano, stare drzwi, brama do zaczarowanego ogrodu, skrytego za wysokim murem. 
Myślałam, że już prawie wszystko w drugiej części Sekretów ujęłam, ale ten ostatni spacer uświadomił mi jak wiele wciąż mam do odkrycia. Te wszystkie prywatne ogrody, trzeba podzwonić, poumawiać się, porezerwować. Nie są otwarte zawsze i dla każdego, ale wszystko można... 
Giardino Corsi był pierwszym przykładem ogrodu romantycznego we Florencji, jak więc mogłabym pisać o sekretach florenckich, bez sprawdzenia co kryje się za tymi murami?  


Kawałek dalej niedaleko Pitti tablica na murze wspomina o Boccaccio. Pisałam już w pierwszej części Sekretów o wielu artystach, ale mistrzów słowa nieco pominęłam. Teraz czas to nadrobić. Dekameron to nie tylko zmora ze szkolnej ławki! 
Jak bardzo beznadziejny jest często sposób nauczania, jeśli rzeczy tak wielkie, dzieła tak zacne, stają się dla nas koszmarem. O Dekameronie nauczyłam się trochę od chłopców. O Boccaccio muszę jeszcze doczytać to i owo - nie ulega wątpliwości, że jest to postać niezwykle intrygująca. 
Mimo tego co głosi poniższa tablica, dziś nie mamy pewności czy artysta urodził się we Florencji czy w Certaldo, nie znamy też dokładnej daty jego urodzin. Na pewno był to czerwiec lub lipiec 1313 roku. Nie wiemy też kim była jego matka, Boccaccio urodził się z "nieprawego łoża", jego ojciec natomiast był handlarzem i wcale nie radowało go zamiłowanie syna do literatury. Podobno Dekameron został napisany przede wszystkim dla kobiet, które cierpiały miłosne katusze. Powstał w czasie zarazy, kiedy to Boccaccio i kilku innych towarzyszy schroniło się podobno w Santa Maria Novella - mówi się zazwyczaj o przedmieściach Florencji, ale według niektórych mógł to być klasztor, który wtedy leżał już poza murami miasta) - Dekameron to jakby opowiedziane przez nich sto nowel - przez każdego z nich dziesięć. 
Pisarz zapisał się w historii języka włoskiego jako ojciec prozy i wraz Dantem i Petrarką tworzy najsłynniejsze literackie trio. 


Dziś już o pisarzach, łódkach i ogrodach wystarczy... Dziś pierwszy czerwcowy weekend ustawia się na starcie. Tomek jutro zaczyna wakacje, Mikołaj natomiast w poniedziałek, ja planuję kolejną wycieczkę na spokojne wyspy, tym razem na wyspy dzikich Apeninów...

Dobrego dnia! 

CHWIEJNY to po włosku TRABALLANTE (wym. traballante)