niedziela

Radość z kolorowych skarpetek i radość z wielu drobiazgów

niedziela, listopada 28, 2021

Dom z Kamienia Kasia Nowacka Biforco

Od piątku wieczór w dolinie hulał taki wiatr, że aż musieliśmy wyłączyć piec, bo więcej było dymu w domu niż to warte. Wiatr wspomagany był deszczem - albo na odwrót, więc nawet nie mogłam powiedzieć, że już z dwojga złego lepiej kiedy pada, bo przynajmniej dusza jakaś taka spokojniejsza. Brzydka pogoda rozpętała się dubeltowo. Oswoiłam już chyba listopad, ale wiatr niezmiennie budzi we mnie niepokój. Sama nie wiem dlaczego. 

Mimo upiornej pogody dzień był jednak bardzo dobry. Po pierwsze już na pełnych obrotach wróciłam do lekcji i zaraz zrobiło mi się lepiej. Po drugie zrobiliśmy sobie we trójkę wspaniały filmowy wieczór w przedświątecznym duchu, ale nie tylko. I po trzecie Tomek znów popołudniową porą towarzyszył mi do Marradi, znów siedzieliśmy przy filiżance czegoś ciepłego - Tomek oczywiście gorącej czekolady - i znów gawędziliśmy o tak niezwykłych sprawach, że w duchu błagałam - niech ta chwila nigdy nie mija! 

I nawet potem, kiedy z zakupami przyklejeni pod jednym parasolem wracaliśmy do domu, a wiatr chłostał niemiłosiernie i deszcz robił z nami co chciał, ja czułam się najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Bo czego mogłabym chcieć więcej? 

- Czy uważasz, że skromność jest dobra? - zapytał.
- Jest dobra, ale zależy co przez nią rozumiesz i z tą skromnością to bez przesady. Trzeba doceniać samego siebie i nie umniejszać sobie zasług, oczywiście nie popadać w pychę, ale z tą skromnością, to wiesz... bez przesady. 
- Chodzi mi o skromność bytową. 
- Tak. Uważam, że jest dobra. Wiele z dupereli, którymi się otaczamy w ogóle nie są nam potrzebne. Służą tylko po to, żeby na chwilę nas omamić. Nawet jeśli znów miałabym kiedyś pieniądze, nie będę się nigdy etykietkować, nie mam zamiaru być czyjąś powierzchnią reklamową. Miło jest oczywiście mieć coś, co nam się podoba, sprawić sobie czasem radość, ale warto zachować umiar. Poza tym wolałabym wydać pieniądze na coś sensownego - na podróż, naukę języka, studia, nawet na fajną kolację!

- Właśnie. Zobacz jak ja się ucieszyłem z tych kolorowych skarpetek od Babci!
- Tak to jest właśnie wspaniałe, ja też się ucieszyłam z niespodzianki!

Wyciskam z tych drobnych chwil tyle, ile się da, bo im więcej mija czasu tym silniej odczuwam jego ulotność, jego dziś... a potem zaraz jutro, rok, pięć, dziesięć i szast prast pozamiatane. To silne poczucie ulotności czasu nauczyło mnie właśnie nie odliczać. Nie czekać na weekend, na wakacje, na święta, na wiosnę, nie czekać aż przestanie padać deszcz, aż zrobi się cieplej, nie czekać na lepszy moment, nie czekać aż nie wiadomo co. Żyć naprawdę tu i teraz, póki można żyć, nie tylko "od święta". Wiem, już o tym pisałam, ale czasem warto to sobie w duszy powtórzyć.

Wiatr hula dalej, hula jak opętany, a ja mam swój spokojny poranek z lekturą i pisaniem i nicnierobieniem. Mam też stertę arcyciekawych przepisów do wypróbowania, bo opętała mnie od wczoraj wena kulinarna i mam nadzieję, że nim listopad zejdzie ze sceny znów się pojawią w Kuchni nowe przepisy. A przepisy mam takie, że klękajcie narody! To chyba znak, że wracam do formy. 
Niech i dziś będzie dobry dzień!

SKARPETKI to po włosku CALZINI