Marradi

I jeszcze to i jeszcze tamto...

piątek, sierpnia 07, 2020

Marradi

„Podlewać nie trzeba, o tyle dobrze! - toczyłam w głowie dialog z samą sobą, kiedy wracałam wieczorem z Marradi - tylko to nieszczęsne pranie zostało do powieszenia…”
Póki miałam zryw, maszerowałam dziarsko do Marradi na smażone piadiny i warzywną frittatę - to było wczorajsze menu - ale jak mi się znów bateryjki wyczerpały to już wlokłam się jak jakiś żółw emeryt. A przecież w ogóle nigdzie nie musiałam iść, nikt mi nie kazał. Tylko to nieodłączne poczucie, że jak usiądę to będzie to zwykłe marnowanie czasu…
Powiesiłam "nieszczęsne" pranie, wdrapałam się po tych kilkunastu schodkach i już miałam usiąść…
- Szlag! - Co się Pusia stało? - pomidory…
W ambitnym zrywie, przed popołudniowym maratonem lekcyjnym nastawiłam kolejną porcję pomidorów na przecier. Diabeł mnie jakiś podkusił… Wiadomo było, że przecież jeśli wybieramy się do Marradi, to będę upychać je w słoiki dopiero późnym wieczorem. 
- Nastaw mi budzik na piątą! - poprosiłam Mikołaja. - tylko ustaw dobrze, nie pomyl się, bo na pociąg nie zdążę. 
- Zostało matce sześć godzin i pięć minut snu. 
- Bosko…


Pamiętacie takie nakręcane zabawki? Takie metalowe kurczaczki, żabki, czy co tam jeszcze było? W czwartek miałam wrażenie, że jestem takim cudakiem i że sprężynę ktoś naciągnął mi do granic niemożliwości, jakby zaraz miała strzelić. 
Najpierw nim Przyjaciele ruszyli w drogę do domu, postanowiłam zagnieść gnocchi, a porcja ich wyszła naprawdę słuszna, nawet jeśli - jak się potem okazało - mogłam ich zrobić dużo więcej. To był taki ukłon w stronę Najmłodszego, który przez ostatnie dni zasypał mnie takimi życzliwościami, że na wspomnienie jeszcze łza się w oku kręci, a wiadomo, że życzliwość dziecka liczy się podwójnie, bo zawsze jest szczera i naturalna. 
 Potem zabrałam się jak w ukropie, za pranie, układanie łóżek i wszystko dookoła na przyjazd nowych Gości. Potem lekcje, potem ta frittata i marradyjski plac do wieczora i te nieszczęsne pomidory na deser…

- Zrobisz mi zdjęcie? 
- Muszę?
- Proszę! Zobacz mam taką śliczną sukienkę i dawno Pani Basi żadnych zdjęć nie wysłałam… O tu na ławeczce… Jak zaproszenie do Marradi!

I oto wstaje kolejny sierpniowy dzień. Kolejny florencki dzień… Dzień troszkę inny, bo dziś moje bajanie ma zainteresować przede wszystkim dzieci. To dopiero wyzwanie! Dobrego dnia i już dziś zapraszam Was na jutrzejszą florencką opowieść, która będzie jednak zupełnie NIE dla dzieci!

Dobrego dnia!

Dom z Kamienia blog Marradi
Marradi Dom z Kamienia blog
Marradi provincia Firenze
Marradi - Dom z Kamienia blog

Sukienki: www.madame.com.pl