codzienność

Styczniowa sobota miła dla ducha

niedziela, stycznia 19, 2020


Sobota była dokładnie taka jaka miała być. Ostatecznie nie przyszła nawet żadna ulewa. Rankiem trochę popadało, a potem jakby się zmęczyło i po deszczu zostało już tylko bure niebo. Udał się zatem i krótki spacer, którego w planach wcale nie było. 

Przede wszystkim jednak było pisanie... Wprawdzie mam wrażenie, że z moim e-bookiem jest jak ze zwiedzaniem Palazzo Pitti - już człowiek myśli, że koniec, a potem przechodzi do kolejnej sali, a tam jeszcze jedne drzwi i jeszcze jedna sala, a ta sala też ma drzwi i tak dalej... No nic. W każdym razie już bliżej jak dalej, to już naprawdę musi być finisz. Potem zostanie TYLKO sprawa techniczno prawna - jak to wszystko ogarnąć? Czy przypadkiem jest na sali dobra dusza z doświadczeniem w kwestii publikowania e-booków i poradzi, podpowie? W tym tygodniu znów muszę wyszarpać trochę czasu na Florencję, ale takie "muszę" to ja lubię! Pewnie poczekam do soboty, bo drugiej samotnej wyprawy może mi Mikołaj nie wybaczyć. San Lorenzo wypomina do tej pory.

Sobotnie pisanie pochłonęło nie tylko mnie. Obok siedział Tomek i przez dobrych kilka godzin skrobał coś w swoim zeszycie. Powiedział, że pisze opowieść średniowieczną i to nie po włosku, ani nie po polsku, tylko po angielsku! Nie wiem, kto z nas dwojga był bardziej zapędzony w tej swojej twórczości. Mikołaj natomiast usadowił się między nami i z zapałem coś szkicował. 
Siedzieliśmy tak razem - mówiąc kolokwialnie "na kupie" i dobrze nam było jak nie wiem co. Blisko siebie, cisza spokój, głowa zajęta twórczo swoimi sprawami. Tak dobrze...

I aż żal, że już niedziela, choć oczywiście każdy mijający weekend przybliża nas do wiosny. Patrzę na pogodowe okienka kolejnych dwóch tygodni i ataku zimy narazie nie widać, widać natomiast już luty na horyzoncie, a ja znów się zadziwiam, jak ten czas galopuje...
Zima może się oczywiście obudzić nawet w marcu, tu nigdy nic nie wiadomo, ale jednak kiedy styczeń rozpoczyna trzecią dekadę, to jakoś tak człowiekowi lżej, bo dni dłuższe, bo słońce jak świeci to już i mocy ma więcej, no i ten fiołek przy drodze...
To już moja siódma zima tutaj!

W sobotę ku mojej wielkiej radości kolejni goście zarezerwowali swoje marradyjskie wakacje. To oznacza, że moje pisanie jest sugestywne, że zdjęcia zachęcające, że w tej mojej zwykłej codzienności jest coś, co nęci i sprawia, że chcecie zobaczyć moją dolinę na własne oczy. A jeśli ktoś pyta czy pokażę mu Florencję albo czy pomaszeruję z nim w góry to aż mi serce podskakuje z radości.  

Nadchodzący tydzień zapowiada się jeszcze spokojnie. W planach nie tylko Florencja, ale też wyprawa górska z Ellen. Oprócz tego pewnie coś się jeszcze "urodzi", ale nawet jeśli nie, to też dobrze. Spokój jest mi teraz bardzo potrzebny. Spokój i samotność. Od lutego bowiem Dom z Kamienia wskakuje na pełne turystyczne obroty, sezon w tym roku będzie chyba bardzo długi...
Zapraszam Was do Kuchni w Kamiennym Domu. Już teraz czeka na Was pyszne ciasto, a po południu pojawi się nowy genialny przepis. 
Dobrej niedzieli. 

PISANIE to po włosku SCRIVERE (wym. skriwere)