przeprowadzka

Zaraz będzie pięknie, zaraz będzie normalnie...

czwartek, października 22, 2020

Marradi - Biforco Dom z Kamienia blog

Druga nieprzespana noc daje mi się we znaki. Nie mam zielonego pojęcia skąd te moje pobudki. Zwykle śpię jak suseł - to po pierwsze, a po drugie po ostatniej dawce gór i spacerów powinnam spać nie jak jeden, a jak dziesięć susłów. 

Tymczasem nic z tego. Co noc to gorzej. Wczoraj już o czwartej oczy jak sowa, dziś kolejny rekord - dzień zaczął się dla mnie już o 3.00. Mam nadzieję, że nie będę konsekwentna i jutro nie zafunduję sobie pobudki o drugiej. 
Czuję się jak zombie, jakby głowa ważyła tonę...

To pewnie przez te wszystkie myśli kotłujące się nieustannie po głowie, przez to całe zamieszanie z domem. Nieuchronnie zbliża się moment przeskoczenia za rzekę i im jest bliższy, tym większe ogarnia mnie przerażenie jak ja to wszystko "poukładam". 
I nie chodzi tu nawet o pakowanie i rozpakowanie - z tym akurat jestem w całkiem dobrym punkcie. Bardziej wykańcza mnie kombinowanie jak to wszystko sprytnie zsynchronizować - podłączenie pieca, internetu, bo jak te będą już za rzeką to i my się musimy przenieść, więc wtedy musi być też kuchenka podłączona i część mebli do choćby skromnego funkcjonowania. 
Murarz kończy swoją pracę. Po moim wtorkowym "wypięciu się" na całą przeprowadzkę i siedzeniu beztrosko w górach, wczoraj odważnie poszłam na przeszpiegi. 
Kupa gruzu zdawała się jeszcze większa niż ostatnio.

- Zrobię zdjęcie, moi Czytelnicy będą mieć odrobinę dreszczyku do porannej kawy. 
Murarz zaśmiał się na to moje fotografowanie, jednocześnie zapewnił, że gruz wywiezie i życzył powodzenia w sprzątaniu. Jezu... Sprzątanie tam i sprzątanie jeszcze tu! I cantinę trzeba opróżnić i te rośliny nieszczęsne przetransportować i lodówkę kupić... Ratunku!

Po południu miał zjawić się elektryk i chyba zjawił - tak sądzę po głosach, które po obiedzie dobiegały zza rzeki. On też już prawie kończy swoje zadanie. Została teraz kwestia odmalowania, czego niestety my we własnym zakresie nie możemy ogarnąć, bo to już nie kwestia odświeżenia, tylko porządnego wygładzenia i odmalowania jak należy. Poza tym chłopcy teraz czasu mają mało, a ja sama nie wszystko jestem w stanie spiąć. Dnia nie rozciągnę. 

Obdzwoniłam wczoraj kilka osób, no może nawet nie kilka... Powiedziałabym raczej, że obdzwoniłam wczoraj wszystkich świętych. Jednego świętego wszyscy zgodnie polecali, ale święty ów mieszka w miejscu, gdzie telefony nie działają, więc pozostaje mi czekać, że świętemu skończą się zapasy i zjedzie do miasteczka. W każdym razie gdyby nawet dziś nie zjechał i nikt inny się nie objawił, murarz zadeklarował się, że on się odmalowania podejmie, ale zajmie to jakieś dwa, może trzy dni. 


Już zaraz będzie pięknie, już zaraz będzie normalnie... - powtarzam sobie jak mantrę, żeby nie ześwirować. I królestwo za spokojny sen!

Dobrego dnia! 

ZEŚWIROWAĆ to po włosku IMPAZZIRE (wym. impacc-ire)