kwarantanna 2020

Niepokoje dziecka i drugi tulipan

wtorek, marca 31, 2020


- Mogę zabrać te torby i wrócić do domu? - zapytał Mikołaj. - Wcale mi się tu nie podoba. 

Minę miał przestraszoną, smutną i jakby zawiedzioną nowym wizerunkiem świata. Po ostatnim przytachaniu zakupów obiecałam sobie, że będę zabierać chłopców na zmianę, raz jednego raz drugiego jako tragarza. Oczywiście bez żadnego wchodzenia do sklepu, z czekaniem w bezpiecznej odległości, ot tyle, żeby pomóc mi tachać te nieszczęsne torby. Myślałam, że i dla nich to będzie rozrywka, kiedy po trzech tygodniach będą mogli się kawałeczek przejść i rozruszać nogi, tymczasem Mikołaj, który poszedł na pierwszy rzut, bo Tomek w poniedziałek miał dużo lekcji, wrócił z tego spaceru zdruzgotany. Myślę, że do wczoraj nie zdawał sobie sprawy, że świat na zewnątrz zmienił się bardzo przez te trzy tygodnie. Widok ludzi w maskach, kolejki rozciągniętej przed sklepem, zrobił na jego młodzieńczej, dziecięcej jeszcze duszy piorunujące wrażenie.

- Następnym razem niech Tomek idzie... Ja nie chcę tego widzieć - powiedział smutno.

Wieczorem po 18 wieści Protezione Civile były bardzo optymistyczne z blisko 3800 nowych zachorowań dwa dni wcześniej, poniedziałek zakończył się liczbą około 1600! Wciąż były kolejne zgony, ale tym razem padł inny, tym razem miły sercu rekord ilości wyzdrowień. Oby tylko ta tendencja się utrzymała... Eksperci mówią, że Italia zbliża się do "stabilizacji". Tymczasem kwarantanna została przedłużona do połowy kwietnia. Dopiero po Wielkanocy będzie można snuć bardziej prawdopodobne scenariusze. Teraz jeszcze kolejne tygodnie oczekiwania i marzenie o wyjściu w góry... 


W jednej z toreb, którą Mikołaj przytachał z marketu była colomba - słynna, włoska, wielkanocna baba. Jak tylko zobaczyłam cenę niecałe dwa euro, to rach ciach wrzuciłam ją do koszyka i z ulgą pomyślałam - jesteśmy do świąt prawie gotowi. 

- Mamy colombę! - obwieściłam z dumą - upiekę wam karkówkę, tak jak chcieliście, będą jajka, Mikołaj zrobi sernik i tyle. Chyba nie będziemy piec więcej ciast? Przecież i tak jesteśmy we troje, kto to potem zje?
- Żartujesz? Jakbyś nas nie znała! - Tomek popatrzył na mnie z rozbrajającym uśmiechem.
No tak... Ile by nie było, tyle zjedzą...

Kiedy zasypiałam wczoraj wieczorem, nie wiedzieć czemu, przypomniały mi się słowa woźnego ze szkoły. To było ze trzy miesiące temu i nie pamiętam o czym dokładnie rozmawialiśmy, zdaje się, że o zalanej Wenecji. Marino powiedział wtedy: "najpiękniejsze czasy tego świata już oglądaliśmy". Zmroziło mnie na wspomnienie tych słów... A co jeśli Marino miał rację? Jeśli to, co najlepsze już za nami? A co jeśli nasze dzieci będą naprawdę dorastać w takim dziwnym świecie? Przed oczami wciąż miałam pełną niepokoju twarz Mikołaja.

Czas pokaże. Ja wbrew logice nadal będę sobie powtarzać: jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie wspaniale. Tymczasem w ogródku zakwitł drugi tulipan...

NIEPOKÓJ to po włosku ANGOSCIA (wym. angoszia)

kwarantanna 2020

O chlebie, pizzy i kulinarnej edukacji

poniedziałek, marca 30, 2020


Kwarantanna to czas, kiedy dzieciaki, nawet jeśli nie chodzą tak jak zawsze do szkoły, mogą się wiele nauczyć i mam tu na myśli wiedzę przydatną życiowo. Moi chłopcy ugotować to i tamto potrafią od dawna, Mikołaj upiecze nawet sernik, ale pomyślałam, że teraz kiedy jesteśmy non stop razem w domu i z naszej trójki to ja jestem najbardziej zajęta, sensownym rozwiązaniem byłoby podszkolenie ich jeszcze bardziej, tak by mogli przejąć niektóre kulinarne obowiązki. Natchnął mnie do tego Mikołaj.

- Co matka robi?
- Muszę upiec chleb.
- To może ja upiekę? Niech mnie matka nauczy!

I tak Mikołaj zagniótł swoje pierwsze w życiu ciasto na chleb, a na drugi dzień jego brat zrobił po raz pierwszy sam "impasto" na pizzę. Mam nadzieję, że kwarantanna da chłopcom możliwość przejścia w kulinariach na poziom master! Co jak co, ale samodzielność i "ogarnięcie" w kuchni to bardzo przydatne umiejętności. 


Pizza wyszła bardzo dobra. 
- Poprzednia wyszła dobra, ale ta jest obłędna. Prawie taka jak "mariowa", prawda?
- Nieeee, no Pusia, nie odbierajmy Mario "primato"! 
- Masz rację, pizza Mario, to jednak pizza Mario. 
- Tak czy inaczej ta wyszła naprawdę pyszna!


Niedziela była spalona słońcem - nomen omen moja twarz jest dziś tego najlepszym dowodem.  Wyciągnęłam z szafy kolejną letnią sukienkę i ciesząc się zwiewnością wokół nóg znów spacerowałam po tarasie z Michelangelo. 
Jak dziwnie jest w Biforco w takie dni. Gdyby nie to całe zamieszanie z wirusem, to teraz zamieszanie byłoby przed barem, jazgot motorów, pokrzykiwania rowerzystów, ludzie sączący sobie beztrosko spritz'a. Tymczasem jak uchem sięgnąć panuje wszędzie nienaturalna w dzisiejszych czasach cisza... 
Jak dobrze, że Tomka wyjazd do Niemiec i mój do Polski były w zeszłym roku, kiedy jeszcze świat nie stał na głowie. To wszystko wydaje się z jednej strony tak nie dawno i jednocześnie lata świetlne temu..

Już prawie południe, więc na mnie już czas. Na dobry początek tygodnia zostawiam Was KAWAŁEK WIOSNY z serii naszych filmików.

ZAGNIATAĆ CIASTO to po włosku IMPASTARE (wym. impastare)

kwarantanna 2020

Wino i tulipany

niedziela, marca 29, 2020


Przed domem zakwitł pierwszy tulipan! Żółty tulipan na osłodę życia... 
Również na osłodę życia na stoliku, na którym jeszcze cztery dni temu Mikołaj lepił bałwana, znów w popołudniowym słońcu stanęła szklaneczka prosecco
No dobrze... Nie jakieś tam zacne prosecco, w ogóle to nawet nie prosecco, tylko jakieś wstrętne spumante, na dodatek słodkie, jedno z tych, które na Boże Narodzenie dołączają do prezentowych opakowań panettone. O tym jak bardzo mało zacne, świadczy sam fakt, że przetrwało od Bożego Narodzenia. Tak czy inaczej moje pragnienie normalnego, wiosennego popołudnia z białymi bąbelkami w kieliszku było silniejsze. 
Usiadłam więc sobie między jednym zajęciem, a drugim na bujanym leżaku, słodkie wino bąbelkowało, pszczoła do towarzystwa przysiadła na kamieniu, który został po "Maka Paka", a Michał Anioł spierał się z Perugino... Świat przez chwilę znów wydawał się całkiem normalny. 


O ile większość pąków glicine martwo opadła pokonana nocnym marcowym mrozem ostatniego tygodnia, o tyle tulipanom i poziomkom chyba nic się nie stało. Zaczekam jeszcze kilka dni, bo i ten tydzień podobno ma być nocami mrozem podszyty, ale już w przyszły weekend zabiorę się za przygotowywanie kwiatowych donic, by na tarasie przybyło więcej życia i kolorów. 


Pogoda w sobotę do późnego popołudnia pozwalała cieszyć się słońcem i ciepłem przed domem. Udało mi się "wyłączyć głowę" i przestawić na tryb bez myślenia o trudnym położeniu, do tego stopnia, że prawie przegapiłam godzinę 18.00 i wyczekiwanie na komunikat Protezione Civile
A wieści tym razem były zdecydowanie lepsze. Wykres pokazał wyraźny spadek nowych zachorowań! Potem sprawdziłam lokalnie jak wygląda sytuacja w naszej części Italii i tu też powiało optymizmem. Spadek zachorowań w całej północno wschodniej Toskanii z Florencją włącznie i żadnego nowego przypadku w Mugello! Ja wiem, że dziś znów może się zmienić, ale jednak powinniśmy karmić się dobrymi wieściami, bo zamknięcie w domu i czarne myślenie, to mieszanka wybuchowa...
Dziś rano zerknęłam na polskie strony, żeby mieć jakikolwiek ogląd sytuacji, ale po pobieżnej lekturze zaraz sobie odpuściłam, bo znów zrobiło mi się byle jak. Niezmienny sposób przedstawiania sytuacji na tle "we Włoszech to jest dopiero tragedia". Ani słowa, że wczoraj było jednak trochę dobrych wieści. Niesmaczne... Muszę się do tego zdystansować.
 

Wieczorem na zakończenie dnia chłopcy zaimprowizowali scenki teatralne. W Domu z Kamienia nawet w kwarantannie nie ma miejsca na nudę. Te ich improwizacje były bardzo wymowne i jak zawsze bardzo kreatywne. 
Do ich kreatywności jestem już przyzwyczajona, ale ta scenka była szczególnie wymowna - Tomek król z "Coroną" na głowie i zwykły człowiek uzbrojony jak na wojnę, ale jednak w domu przyodziany w szlafrok... 

Przed nami ostatnia marcowa niedziela... Słońce znów ma nam umilić czas. Po wczorajszych kulinarnych rozpustach, dziś będzie raczej skromnie, ale jest plan na kolejne pyszne ciasto. Zostało też jeszcze trochę tego słodkiego spumante...

PIĘKNEJ NIEDZIELI!

UZBROJONY to po włosku ARMATO (wym. armato)

kwarantanna 2020

To, co dobre... i na życzenie zagadka

sobota, marca 28, 2020

Dom z Kamienia, kwarantanna Marradi 2020

Ranek był tak szczelnie wypełniony lekcjami (na szczęście!), że dopiero po południu ruszyłam po zakupy, by zrobić zapasy na kolejne dni. Mogłam wprawdzie zaczekać do soboty, tym bardziej, że piątkowa pogoda do spaceru wcale nie zachęcała, natomiast sobota miała znów zestroić się w wiosenne słońce, ale chciałam być sprytniejsza od innych i wykalkulowałam sobie, że w takie mgliste, siąpiące popołudnie pewnie psa z kulawą nogą nie spotkam... 

Jakże wielkie było więc moje zdziwienie, kiedy okazało się, że przed supermarketem ustawiła się już całkiem spora kolejka - wszyscy w maseczkach, rękawiczkach, dwa metry od siebie. Takich sprytnych jak ja było zdecydowanie więcej. 

Wypełniłam trzy torby po brzegi i aż jęknęłam, kiedy zarzuciłam je na ramiona, dobrze, że choć czwarta torba szczęśliwie została w warzywniaku i czekała na dowóz do domu. Tak czy inaczej postanowiłam, że jednak na zakupy muszę zabierać na zmianę raz Tomka, a raz Mikołaja. Do sklepu przecież wchodzić nie muszą, wystarczy, że poczekają po drugiej stronie ulicy i pomogą ten cały majdan przytachać do domu, bo inaczej zanim skończy się  kwarantanna mój kręgosłup będzie do wymiany. Pożytek z takiego rozwiązania jest jeszcze jeden - choć raz na tydzień chłopcy będą mieli prawdziwy, zgodny z nowym dekretem spacer!

Wieczorem, jak tylko skończyłam ostatnią lekcję, natychmiast otworzyłam stronę protezione civile, by sprawdzić jak zakończył się dzień. Nowych zachorowań było odrobinkę mniej w stosunku do dnia poprzedniego, ale padł też smutny rekord w ilości zgonów. W ciągu jednej doby zmarło ponad 900 osób... W oknach niektórych biforkowych domów znów zapalono świeczki. 

Ta sytuacja odsłania w ludziach to, co złe, ale też to, co dobre i ja zdecydowanie wolę się skupiać na tym, co w ludziach dobre. 
Takich ludzkich gestów jest wiele - nawet te moje warzywne zakupy dostarczane mi do furtki, potem J., która ratuje z transportem pelletu, M., która ratuje jeszcze inaczej - wszystkim Wam ogromne dziękuję! Ta solidarność zaczyna się od pojedynczych ludzi, sąsiadów, znajomych, czy nieznajomych, a kończy na osobach z pierwszych stron gazet. I tak wczoraj wszyscy komentowali ze wzruszeniem gest Giorgio Armaniego, którego fabryki rozpoczęły produkcję jednorazowych uniformów dla personelu medycznego. 

Wieczorem na kolację na specjalne życzenie Tomka zjedliśmy "chińskie danie na ekranie", czyli wariację z ryżowego makaronu, kurczaka, imbiru i warzyw. Przy kolacji jak zawsze umilaliśmy sobie czas naszymi ulubionymi zgadywankami. Od tej strony kwarantanna nam nie straszna, bo my uwielbiamy spędzać wspólnie czas i choć mamy całą szafę planszówek, to i tak najbardziej lubimy nasze zgadywanki.
Zabawa polega na tym, że jedna osoba myśli o "czymś/kimś" - trzeba oczywiście podać kategorię - u nas to najczęściej "znana osoba" lub "postać z bajki, filmu, książki" albo też "geografia", a pozostali muszą zadając pytania, na które pytany może odpowiadać tylko tak lub nie, odgadnąć, co ktoś miał na myśli. 

Przykładowe pytania:

Kobieta? Mężczyzna? Żyje? Nie żyje? Polityk? Artysta? Film? Muzyka? Europejczyk? Włoch? Renesans? XX wiek? I tak dalej! 

W naszych zagadkach pojawili się wczoraj: Buontalenti, Gutenberg, "Zośka", Amelia Earhart, Ben 10. Najwięcej czasu zajęło nam jednak rozwiązanie zagadki "o czym myślał Mikołaj" i ponieważ ktoś ostatnio o zagadkę prosił, to proszę bardzo:

Ustaliliśmy, że jest to: kobieta, żyje, Amerykanka, trudno ją powiązać z jakąś konkretną dziedziną, znana z tego, że jest znana i przede wszystkim znana jako córka kogoś bardzo znanego i żona też kogoś bardzo znanego. Ja zgadłam! Powodzenia! 

Miłego dnia weekendu i dzień dobry słońce!!!

ZAGADKA to po włosku INDOVINELLO (wym. indowinello)

kwarantanna 2020

Zacznijmy zielenią...

piątek, marca 27, 2020


Zacznijmy od zdjęcia. 
Ja wiem, że nie jest aktualne, ani nie ma nic wspólnego z obecnym krajobrazem za oknem. 
Dziś zdaje się fantasmagorią, fatamorganą, czystą fantazją, reliktem przeszłości.
Ale to zdjęcie na dzień dobry, to mówiąc krótko instynkt samozachowawczy! 

Jeśli pokażę Wam teraz krajobraz za oknem, nawet jeśli ten przeklęty "biały puch" zmył już prawie do końca marcowy deszcz, to czy komuś zrobi się lepiej? A jeśli jeszcze dodam, że wykres Protezione Civile nowych zachorowań znów poszybował w górę, czy ktoś poczuje się podbudowany?

Wątpię...

A zatem odczarowuję i proponuję pozostać dziś przy tym szalenie zielonym zdjęciu, które zrobiłam trzy, a może cztery lata temu, sama już dokładnie nie pamiętam, ale było to jeszcze w czasach, gdy świat ułożony był według starego porządku i miłościwie panowała w nim wiosna...
Królestwo za stary porządek! Królestwo za wiosnę! 

- Jeszcze jedna kromka i koniec! - zarządziłam. - Zjedliście prawie cały chleb, który dopiero co upiekłam!
- Trzeba było zrobić duży bochen!
- To BYŁ duży bochen...
- Jeszcze jedna kromka?

Dziś piątek, czyli czas na zakupy. Tak sobie teraz zaplanowałam - dwa razy w tygodniu, nie częściej, nawet jeśli przyniesienie na własnych ramionach zapasów na kilka dni dla trzech osób, to nie lada wyzwanie. Znów muszę strategicznie zaplanować menu na cały przyszły tydzień. 

Ostatnio zapytałam chłopców czego najbardziej im teraz brakuje i co - gdyby mogli wybrać tylko jedną rzecz - chcieliby z "poprzedniego życia". Tomek bez zastanowienia powiedział, że wystarczyłaby mu możliwość wychodzenia co jakiś czas na spacer, bo prawdę mówiąc obecna sytuacja bardzo mu odpowiada. Podobnie odpowiedział Mikołaj, ale jemu nie wystarczał zwykły spacer, on chciałby znów wsiąść na rower i poszaleć po okolicy. 

A co ja bym chciała - to przecież wiadomo, żadna to tajemnica ani nowość. Ja chciałabym znów wyruszyć w góry. Chciałabym wrócić na szlak... Łudzę się, że w końcu sytuacja zacznie się stabilizować i choć lokalne wyjścia w odosobnienie zostaną przywrócone. Łudzę się...

Dobrego weekendu! Niech nam będzie już zielono, przynajmniej w duszy!

kwarantanna 2020

Gorsza od kwarantanny może być tylko kwarantanna ze śnieżycą za oknem

czwartek, marca 26, 2020


Kiedy w środę rano zerknęłam za okno, pierwszą myślą jaka przyszła mi do głowy było: mam zdecydowanie za mało wina, żeby znieść coś takiego!!! Przypomniała mi się też natychmiast historia o plagach egipskich... 

Kto mnie zna, ten wie, że co jak co, ale śniegu to ja nie lubię i "nie lubię" w tym stwierdzeniu jest mocno przesadzonym eufemizmem. Jeśli nie lubię go w Boże Narodzenie (nie ma nic złego w zielonej gwiazdce), w grudniu po południu, w górach, za oknem czy nawet na pocztówce, to znaczy, że NAPRAWDĘ go nie lubię i że pod koniec marca, nie lubię go tak, że... tu epitety zostawiam Waszej fantazji. 

Natomiast wprost proporcjonalny do mojej niechęci względem białego puchu (takie określenie to czysta prowokacja) jest entuzjazm Mikołaja...
Pamiętacie taki skecz brytyjski, kiedy Jaś Fasola budzi się w gwiazdkowy poranek, dzwony biją, a główny bohater skacze po pokoju w piżamie? To jest właśnie Mikołaj wczoraj rano.

- A matka się nie cieszy? - Mikołaj chyba "dla hecy" najczęściej zwraca się do mnie w trzeciej osobie.
- Nie, nie cieszy... Powiem więcej, jestem tak wściekła, że dziś lepiej zejść mi z drogi. 
- Oj... Szkoda... A będę mógł wyjść przed dom? 
- Bardzo proszę!
- Dziś jest taka pogoda jaką lubię! Jestem bardzo, bardzo szczęśliwy! A matka się naprawdę nie cieszy? 
- Nie, przykro mi. Matka się absolutnie nie cieszy. Matka jest dziś bardzo, ale to bardzo nieszczęśliwa.
- To dlaczego matka zawsze mówi, że szczęście dzieci jest dla niej najważniejsze i że kiedy dzieci są szczęśliwe to i ona jest szczęśliwa?
Zabrakło mi argumentów. Przytaknęłam z pokorą:
- Masz rację, twoje szczęście moim szczęściem... Idź ulepić bałwana!


Mikołaj dawno się tak świetnie nie bawił. Ulepił "Maka Paka" na stoliku tarasowym, na którym ledwie kilka dni temu, w czasach, kiedy na świecie panowała wiosna, zamiast bałwana stał kieliszeczek mojego schłodzonego prosecco... 
Przy takiej aurze nawet Tomek nie dał się długo prosić o wyjście z domu. Zabawę mieli przednią...
Po południu śnieg był właściwie już tylko białą "paciają", potem powrócił w nocy i teraz dalej nas dręczy, ale podobno jego godziny są już policzone.

Tyle z mojej glicynii....

- Pusia, a wiesz co jest lepsze od memów dotyczących kwarantanny? - zapytał Tomek największy fan memów jakiego znam.
- Nie wiem.
- Memy dotyczące lekcji on-line w czasie kwarantanny.
- Pokażesz?

Pokazał, a mnie te głupoty w ten paskudnie biały dzień ubawiły niemal tak bardzo jak marcowy bałwan Mikołaja, więc dzielę się z Wami (zaczerpnięte z instagramów i innych). 

Bałwan Maka Paka Mikołaja



Humor oczywiście poprawiły lekcje, poprawiła niezawodna A. i Przyjaciele, humor poprawiły dwa maile, ale o tym kiedy indziej, humor w końcu poprawił Mario, który "ku pokrzepieniu serc" opublikował filmik, gdzie biel również fruwała w powietrzu, ale jakże inna biel, jak bardzo inny moment... 
Nagraliśmy ten filmik w zeszłym roku zupełnie przypadkiem. Jadąc na jedno ze wzgórz napotkaliśmy po drodze nad polami całe chmary motyli. To było niezwykłe. Nigdy wcześniej nie widziałam takiej ich ilości w jednym miejscu, w jednym momencie. Moja sukienka w tym wszystkim jest czystym zbiegiem okoliczności...

I takim oto optymistycznym akcentem, bez patrzenia już za okno mówię Wam dziś dzień dobry. 
Na koniec jeszcze najważniejsza informacja: w Italii wciąż utrzymuje się tendencja spadkowa nowych zachorowań.

ŚNIEŻYCA to po włosku BUFERA DI NEVE (wym. bufera di newe)

Florencja

Szczęśliwego Nowego Florenckiego Roku!

środa, marca 25, 2020


Florencki Capodanno - czyli Nowy Rok - świętowany jest już od czasów średniowiecza, kiedy to za pierwszy dzień nowego roku uznawano właśnie 25 marca. Jest to dzień Zwiastowania, dokładnie dziewięć miesięcy przed Bożym Narodzeniem. 

Kiedy w 1582 roku został na świecie wprowadzony kalendarz gregoriański, Florencja jako jedyna postanowiła pozostać przy kalendarzu jaki obowiązywał do tamtej pory. Cały świat oraz inne regiony Włoch zaczęły świętować Nowy Rok 1 stycznia, a Florencja jeszcze przez kolejne 200 lat uznawała za jego początek 25 marca.

Dopiero w połowie XVIII wieku Wielki Książę Francesco III zarządził również w Toskanii przejście na kalendarz gregoriański obowiązujący po dziś dzień. Tablica upamiętniająca to wydarzenie znajduje się na jednej ze ścian Loggia dei Lanzi. Tak czy inaczej zmiana kalendarza, nie miała wpływu na zmianę kilkusetletnich tradycji, do których florentyńczycy byli bardzo przywiązani. Każdego roku 25 marca stolica Toskanii świętuje Capodanno Fiorentino, w czasie którego możemy podziwiać między innymi paradę w strojach z dawnej epoki. 


Oczywiście 25 marca 2020 roku zapisze się w historii jako ten, w którym Nowego Florenckiego Roku nikt na ulicy nie świętował... Odkąd zaczęłam pracę nad e-bookiem, ta data była w moim "kapowniku" zakreślona na czerwono. Nie mogłam się doczekać, by w festowaniu wziąć udział i przygotować dla Was piękny reportaż. Miejmy nadzieję, że sprawdzi się powiedzenie: co się odwlecze... itd. 

To wszystko co się dzieje teraz na świecie jest dla mnie nauką na przyszłość: niczego już nie planuj! Planowałam Capodanno Fiorentino, planowałam wyprawę po Romanii wśród kwitnących różowych sadów, cieszyłam się nowymi kwiatami i codziennie doglądałam, fotografowałam moje glicine. I co? Florencja jest dziś tak odległym marzeniem, że nawet lepiej nie mówić, podobnie Romagna i jej kwitnące drzewa brzoskwiniowe, które już właściwie przekwitły i tylko mam nadzieję, że po wczorajszej nocy nie podzieliły losu mojej glicynii... Przed domem z kamienia mój krzew zwiesił smutno zmarznięte strąki nowych kwiatów... I to jeszcze nie koniec. Przyszła śnieżyca, tak jak zapowiadano. Nic już nie mówię. Słabo u mnie dziś z optymizmem. Choć jestem osobą, która cieszy się z drobiazgów, w drobiazgach znajduje radość dnia powszedniego, to dziś czuję jakby się wszystko sprzysięgło przeciwko... Ma śnieżyć przez dwa dni, ale potem przyjdzie w końcu kwiecień, tylko jaki ten kwiecień? Nawet trudno się w tym roku pocieszyć...

Ale żeby nie było tak smutno, choć jeden pozytyw: wykres Protezione Civile dalej delikatnie opada... 

Ps. Wybaczcie, post rano ukazał się niekompletny, dlatego został na chwilę wycofany. Mam nadzieję, że teraz już nic nie poplątałam... Wszystko chyba przez ten durny śnieg!

LEPIEJ NIE MÓWIĆ to po włosku MEGLIO NON DIRE (wym. melio non dire)

kwarantanna 2020

Dobre wieści, wdzięczność i mały akcent z "Gwiezdnych Wojen"

wtorek, marca 24, 2020


Kto by pomyślał, że od głupiego indyka może wywiązać się tak wyjątkowa wymiana myśli. Już teraz nawet nie pamiętam dokładnie o co pytał Tomek, ale mówił coś o pieczeniu indyka na święto dziękczynienia, o farmerach w USA, o samym święcie, że jemu się bardzo idea podoba. A mnie w związku z tym zaraz nasunęło się dosyć oczywiste pytanie: 
- A ty za co jesteś wdzięczny?
Chwilę pomyślał zanim odpowiedział, a potem wziął delikatnie kromkę leżącego przed nim chleba:
- O za ten chlebek! Ale bez podtekstu religijnego. Jestem zwyczajnie wdzięczny za ten właśnie chleb, bo jest pyszny!
- Za co jeszcze? 
- Za moją super klasę, nawet jeśli od miesiąca się nie widzimy, ale na watsapp wiadomości wiecznie po kilkadziesiąt...
- Ja jestem wdzięczna...
- Jesteś wdzięczna za to, że mieszkasz w Italii. 
- Najpierw jestem wdzięczna za to, że mam was. Tak, za to, że mieszkam w Italii też i za góry dookoła i za morze o godzinę drogi od domu i za Florencję pod bokiem... I za to, że dwa razy dziennie możemy zasiąść razem do stołu...
- Moglibyśmy trzy razy dziennie, gdybyście chcieli zaczekać na jednego śpiocha. O właśnie i jestem wdzięczny teraz za to, że nie muszę wstawać po piątej i iść na pociąg, tylko mogę się od miesiąca wysypiać do woli. 
- A ty Mikołajku?
Do tej pory nie nic nie powiedział tylko niewzruszony zajadał swoją porcję zupy z soczeiwcy. Popatrzył na mnie błędnym wzrokiem, zupełnie jakbym zapytała nagle o wzór na objętość ostrosłupa.
- Ale że co?
- Jak "że co"? Za co jesteś wdzięczny?
- Co to znaczy? 
- Słyszałeś co mówiliśmy? Tomek jest wdzięczny za chleb, za jego klasę, za możliwość wyspania się, ja za was, za Włochy i tak dalej...
- Nie wiem. 
- Ale jak nie wiesz? - zdziwiłam się - O wiem za co jestem jeszcze wdzięczna! Za znajomości, które dał mi blog! Za ... - tu zaczynam wymieniać osoby szczególnie sercu bliskie, ale imion ani skrótów od nich nie będę wypisywać, żeby nikogo nie pominąć. 
- I za Wojtka! - dołącza się szybko Tomek do tej litanii - i za Natalię i... - i tak dalej dopowiada kolejne imiona, aż w końcu odzywa się Mikołaj. Ostatecznie za to i za tamto on też jest wdzięczny, na przykład za to, że lubi i docenia muzykę klasyczną. Ot! Cały Mikołaj!

Jeszcze potem wieczorem, kiedy zerkałam na wykres protezione civile, dodalam w myślach: jestem wdzięczna za to, że dziś również mamy spadek zachorowań i przy tym tak dużo wyzdrowień! 
Oby ta tendencja się utrzymała, oby szło ku dobremu!

coronavirus - życie w kwarantannie Włochy 2020

Rankiem, kiedy wychodziłam do sklepu założyłam maseczkę, którą dostałam od Mario. Mikołaj popatrzył na mnie z grobową miną i zaraz poprosił:
- Możesz ją założyć jak juz wyjdziesz?
- Mogę. Mi też się nie podoba. 

Nie podobała mi się ta maseczka, tak jak i Mikołajowi. Zatkane usta sprawiały, że maszerując słyszałam każdy swój oddech, zupełnie jak bicie serca, które słyszymy przez stetoskop. Własny oddech wypełniał mi złowrogo całą czaszkę, miałam wrażenie, że słyszę ten oddech każdą komórką. 
Lord Vader jasny gwint! 
Ściągnęłam w końcu maseczkę i postanowiłam założyć ją dopiero pod sklepem. 

Do sklepu miałam w sumie nie wędrować aż do środy, ale Mikołaj przypomniał sobie, że nie ma jakiegoś bloku na tecnologię. Zaciskając więc kciuki, żeby edicola była otwarta zawędrowałam w południe znów na plac. Sklep był otwarty, ale działalność po ostatnich dekretach prowadził tylko częściową: gazety kupić można, przybory szkolne już nie. Ot logika!
Nie pytajcie czy kupiłam ten zakichany blok. To małe miasteczko, torbę miałam na szczęście dużą... 
Lord Vader w wersji blond załatwił to, co miał załatwić i powoli wciskając głowę w ramiona, by schować się przed wiatrem i przenikliwym zimnem, ruszył znów do Biforco, zostawiając zaczepioną na ogrodzeniu świętej Barbary torbę z zupą z soczewicy, słoikiem konfitur morelowych i z kilkoma innymi drobiazgami pierwszej potrzeby. 
I tak minął poniedziałek wiosennego tygodnia dzień pierwszy...

MASECZKA to po włosku MASCHERINA (wym. maskerina)

kwarantanna 2020

Zacznijmy pozytywnie...

poniedziałek, marca 23, 2020


Sytuacja jaka jest, każdy widzi. Ale...

Łapiemy się każdej pozytywnej wieści niczym koła ratunkowego i trzymamy się jej kurczowo, bo w oparach optymizmu przeżyć każdy następny dzień jest odrobinę łatwiej. 
To już rytuał ostatnich dni, że po o 18.00 sprawdzam nerwowo wykresy na stronie obrony cywilnej. I tak w niedzielny wieczór kropeczka z datą 22 marca zjechała wyraźnie niżej niż ta 21 marca. To oczywiście jeszcze nic nie znaczy. Ale...

To była bardzo dobra wiadomość i postanowiłam wieczorem zrobić małe podsumowanie w tych oparach optymizmu. 
Na początek pytanie: czego w czasie kwarantanny najbardziej mi brakuje? Ale tak najbardziej, najbardziej, tak że nie powiem co ściska, takie minimum potrzebne do szczęścia:

1. Góry, chodzenie, góry, Nikon na szyi, chodzenie, góry, przełęcze, kamienne rudery, kanapki w plecaku...

2. Stacja Biforco dziewiąta rano, peron pierwszy, "il treno regionale proveniente da Faenza e diretto a Firenze Santa Maria Novella..." itd., San Lorenzo, Santo Spirito, Ognissanti, ostatnie wieczerze, chianti popijane w przelocie przed fiaschetterią, widok na miasto z San Miniato... 

3. Adrenalina i emocje, które daje mi czas z turystami. Gotowanie, wino popijane na tarasie, wspólna pizza, tańce, opowieści, florencki czy boloński zachwyt, górskie sapanie, rozmowy do nocy...

I teraz co w kwarantannie jest dobre, bo zawsze jest coś dobrego:

Tak naprawdę jestem samotnikiem i tak jak lubię czas z turystami, tak lubię też być sama. Nie znam uczucia nudy. Nie umiem go sobie wyobrazić. Czytam, piszę, gotuję, gimnastykuję się i czytam znów i potem znów gotuję, piekę i tak dalej... Mam przy sobie najwspanialsze towarzystwo, które nigdy mnie nie męczy, którego nigdy nie mam dosyć. Mam chłopców. I ten czas we troje, nawet jeśli w domu zamknięci, jest czasem wyjątkowym. 

Moja skóra odpoczywa. Maluję się tylko na wyjścia do miasta albo w dni, kiedy mam lekcje z płcią przeciwną. Moja skóra wypija tony oleju kokosowego. Mogę się w nim nurzać, siedzieć w wygodnych dresach i mieć w nosie to jak wyglądam, bo nikt mnie wizytą nie zaskoczy. To o tyle niesamowite, że ja jednak z tych co nawet po chleb na drugą stronę ulicy tylko w pełnym rynsztunku. W niedzielny ranek wyciągam maseczki, co to mi jeszcze Anka przywiozła, a na które nie mam normalnie czasu i przez kilka minut głowię się: aloes czy różowa glinka?

Mogę więcej czasu poświęcić na kulinarne eksperymenty i tak oto w Kuchni niemal codziennie pojawia się nowy przepis. Chłopcom oczywiście w to graj, ale ja jednak chyba od tych zapachów i braku wypraw jem dużo mniej ( na szczęście!), bo apetytu zdecydowanie brak. 

Blog ma takie statystyki jakich nie miał od 2014, kiedy na głównej stronie pewnego znanego portalu ukazał się o nas artykuł. Drzwi do Domu z Kamienia otwieracie nawet 5.000 razy dziennie! Piszecie do mnie wzruszające maile, komentujecie wpisy - a tak bardzo mi tych komentarzy ostatnio brakowało. 

Mam wciąż dużo pomysłów, jeszcze więcej lekcji, czas na wymianę myśli z A., zawsze jestem w domu, kiedy Mama dzwoni, odpisuję w miarę szybko na maile. 

Całkiem sporo nazbierało się tych pozytywów i wy też pomyślcie o swoich. Na pewno każdemu ten dziwny czas nie tylko wiele zabiera, ale też jednocześnie coś daje. Uczepmy się zatem tych dobrych myśli i rozpocznijmy optymistycznie nowy tydzień. Lekcji zatrzęsienie, makijaż jest, zakupy też dziś w planie, zima dalej do nas zmierza, ale chyba mniej brutalna niż zapowiadano... Dobrego poniedziałku - pierwszego wiosennego poniedziałku w tym roku!

Zamiast klasycznych zdjęć - dziś kilka kolaży, na widok których dusza się śmieje. Jesteście Wy, jest Italia, góry, Florencja, jesteśmy znów razem! 




coronavirus

Dziwny jest ten świat i dziwne w nim życie

niedziela, marca 22, 2020


Pierwszy dzień wiosny był ciepły i słoneczny, a dzięki temu chłopcy mogli do woli korzystać z przywileju posiadania kawałka rzeki i tarasów. Do rowu, który kopali od kilku dni, wpłynęła woda z Lamone.

- Skończyliśmy kopać rów - oznajmił z dumą Tomek, ściągając utytłane błotem buty. 
- A czy w tym był jakiś głębszy sens, filozofia, czy to tylko zwykłe kopanie rowu?
- Zwykłe kopanie rowu.
- Acha.
W obecnej sytuacji nie jest ważne co, ważne, że w ogóle czymś można się zająć i pobyć trochę pod gołym niebem. Nasza wiosenna aura od dziś postanawia się na kilka dni wycofać i tylko boję się, żeby to zimno, które już do nas płynie nie zaszkodziło poziomkom, tulipanom i glicine, które wczoraj odsłoniło szczyptę fioletu...

- Jak ja bym chciał już wyjść z domu... Wsiąść na rower, pojechać do Marradi... - Mikołaj po raz pierwszy od czasu kwarantanny powiedział na głos o tęsknocie za normalnym życiem. - Boję się egzaminów - dodał i przypomniał sobie zaraz zły sen, który zasiał w nim ostatnio niepokój.
- Nie bój się egzaminów. To będzie dziwny rok. Zobaczysz. Na pewno nikogo nie obleją. Poza tym ty jesteś przecież bardzo zdolny i chyba akurat egzaminami nie musisz się przejmować. 
- Ale ten sen był okropny - wzdrygnął się Mikołaj na samo wspomnienie. 
- Będą cię pytać o to, co wiedzą, że na pewno wiesz, w czym jesteś dobry - pocieszał bardziej doświadczony w materii brat.

Długo rozmawialiśmy przy kolacji. Nie chciało nam się wstawać od stołu. Pizza w moim wydaniu na pewno nie była taka jak "mariowa", niemniej albo byliśmy bardzo głodni albo była naprawdę dobra, bo we troje uporaliśmy się z dwiema blachami. Wytrzymać bez pizzy zbyt  długo się nie da... W ogóle bez wielu rzeczy wytrzymać trudno... Życie wystawia nas na próbę. Tak czy inaczej, nawet jeśli trudno wytrzymać trzeba i najważniejsze teraz w tym wszystkim to zdrowie!

Dom z Kamienia - kwarantanna 2020

Sobota była emocjonalną huśtawką. Najpierw zalała mnie fala wzruszenia... I w tym miejscu - w ogóle od tego powinnam była dziś zacząć - powiem z całego serca: DZIĘKUJĘ! 
Dziękuję nowym i starym Patronom za odzew na moją prośbę i pomoc na patronite, dziękuję za telefony, za maile, za każdego rodzaju wsparcie. Za to, że myślicie o nas i się martwicie. To naprawdę sprawia, że lżej się robi na sercu - w przenośni i dosłownie.  

Pytacie mnie też o e-booka. E-book jest gotowy, aktualnie w korekcie. Cierpliwie czekam i jednocześnie biję się z myślami. Być może w obecnej, trudnej sytuacji będę musiała bez ceregieli, ISBN ecc... udostępnić go za opłatą na jakiejś platformie, by wspomóc domowy budżet. Z drugiej jednak strony traktuję to jako ostateczność, bo jednak napracowałam się przy nim bardzo i nie chciałabym, by skończył jako fruwający w sieci zwykły pdf... Spośród wszystkich wydawnictw odpowiedziały tylko trzy, oczywiście odmownie. Szukam dalej możliwości. Dalej ślę maile. Zobaczymy... Liczę, że przy wsparciu innej blogerki, która podobnie jak ja opisała "swoją" część Italii, uda się znaleźć mądre rozwiązanie. W myśl zasady - co dwie głowy to nie jedna. 
Swoją drogą nieustannie zadziwia mnie fakt, że wystarczy nazwisko, siła przebicia i autorki sławnych blogów pisanych bynajmniej nie z Włoch, mogą wydać wszystko, a my "specjalistki", żyjące tutaj i znające nasze miejsca od podszewki, możemy o tym tylko pomarzyć...
Dziwny jest ten świat.


A teraz to, co sprawiło, że emocjonalna huśtawka poleciała w dół. 
Niestety w Marradi mamy od wczoraj pierwszą osobę zarażoną. Ten przeklęty wirus przedostał się przez góry i bezczelnie wkradł się do naszego małego raju... Więcej zachorowań jest też w samym Mugello. To oczywiście niczego nie zmienia. Dalej będziemy uważać, tak jak uważaliśmy do tej pory, jednak zdecydowanie lżejsza była świadomość, że Marradi w tym całym zakażonym świecie było "czyste". 
Wykres na stronie Protezione Civile wciąż niestety pnie się w górę. 

Kilka godzin temu premier ogłosił też nowy dekret - to, czego dopominała się większość społeczeństwa - #chiuderetutto - czyli zamknąć wszystko. Stop dla fabryk i innych działalności. Pozostaje otwarte tylko to, co w tej chwili niezbędne do przetrwania. Oczywiście decyzja taka powinna była zapaść od razu, ale... 

Prostym przykładem jest Marradi. Co z tego, że my tu uważaliśmy, dmuchaliśmy na zimne i dezynfekowaliśmy wszystko, jeśli grupa ludzi wciąż musiała jeździć do pracy poza granice gminy... Znów na efekty kolejnego dekretu przyjdzie nam poczekać kilka tygodni. 
Tymczasem zaostrzono jeszcze bardziej kontrole. W Biforco przed moim domem przez kilka godzin stoi patrol i sprawdza każdego, kto pojawi się na horyzoncie: gdzie, po co, papier...
Takie dziwne teraz to życie i dziwny ten świat.

Nie traćmy jednak nadziei. Jeszcze kiedyś będzie pięknie...

NIE TRACIĆ NADZIEI to po włosku NON PERDERE LA SPERANZA (wym. non perdere la speranca)

coronavirus

Szkoła przetrwania

sobota, marca 21, 2020


- Chcesz jeszcze jedną torbę? - zapytał sprzedawca w warzywniaku. 
- Chyba jeszcze jedno ramię! 
- Idziesz z tym wszystkim do Biforco?
- Nie mam innego wyjścia. 
- Nie ma mowy! - chłopak odstawił torbę za siebie. - Ja ci to przywiozę!
- Żartujesz? Dam radę!
- To ty nie żartuj, zobacz mam też inne torby - zapewnił - dla mnie to naprawdę żaden problem. 

I tak wracałam do Biforco trochę lżejsza. Dobrze, że G. się zlitował, bo inaczej chyba bym szła i płakała. Postanowiłam zrobić większe zakupy - słynny strateg - by przez najbliższych kilka dni jednak nie wracać do miasteczka. Może tylko podejdę i Mario na ogrodzeniu jakąś zupę zawieszę, żeby coś przyzwoitego zjadł, ale żadnych sklepów, żadnych ludzi.

W połowie drogi rękawiczki ściągnęłam i cisnęłam do kosza, w takiej temperaturze skóra pod lateksem zaczynała się pocić. Co za czasy... Człowiek, żeby wyjść po głupie zakupy, musi się uzbroić w maseczkę i rękawiczki... Po raz pierwszy też stałam w kolejce do supermarketu. Kolejka była nie ze względu na nagły tłum, tylko dlatego, żeby w sklepie nie było na raz więcej niż kilka osób.

Po drodze nad rzeką sfotografowałam wyczekane irysy... Toskański symbol, wiosenny fiolet, nadzieja, wzruszenie, żal... W głowie pomieszane tysiąc emocji. Chłopcy - też nad rzeką - wykopali jakiś tunel. Przynajmniej mają tę odrobinę ruchu, odrobinę tlenu, namiastkę wolności. 
Po powrocie do domu odkażam co mogę: ręce, telefon, klamkę, której dotknęłam, ale czy to coś da?

Wieczorem siadam i czytam, co piszą. Większość, tak jak ja do tej pory, boi się przede wszystkim konsekwencji, boi się ekonomicznego krachu, boi się myśleć jak długo to jeszcze może potrwać. I to rzeczywiście jest ogromne zmartwienie. Nie wiem czy w tej sytuacji wypada w ogóle przypominać się z patronite, więc wybaczcie. Łatwo nie jest, tym bardziej, że w Domu z Kamienia to ja sama muszę teraz o wszystko zadbać. Jeśli ktoś z Was nas wesprze, każda pomoc w obecnej sytuacji będzie na wagę złota.   

Tak czy inaczej najważniejsze jest teraz zdrowie. Oby w zdrowiu udało nam się przetrwać to wszystko! Pozostałe sprawy jakoś się będą musiały przecież poukładać...  

PRZETRWAĆ - SOPRAVVIVERE (wym. soprawwiwere)