Ten moment, kiedy mówimy: "wreszcie"!

niedziela, listopada 15, 2020


Nareszcie! Może trudno w to uwierzyć, ale w sobotę popołudniu naprawdę skończyliśmy z tobołami! Zostały wprawdzie rzeczy w cantinie do wywiezienia na "isola ecologica" i moje oleandry do przesadzenia, ale to może zaczekać, to już nie jest pilne. 

Obeszliśmy pokój po pokoju, wytarliśmy kurz, zamietliśmy i kiedy na koniec zamykałam po kolei wszystkie okiennice znów ścisnęło mnie w gardle. Wymamrotałam kilka słów pożegnania, cichutko, żeby nikt mnie nie usłyszał i nie pomyślał, że mam coś z głową, pogłaskałam, poklepałam ściany tak jak pociesza się w smutku przyjaciela, a Tomek przysiadł jeszcze raz na zdezelowanym fotelu...
- Tu siadałeś co rano ledwo obudzony, żeby się jeszcze chwilę wygodnie pokokosić.
- Wiem.
- To tak naprawdę dom waszego dzieciństwa. 
- Kiedy będę już dorosły i będzie tu mieszkał ktoś inny, zapukam pewnego dnia i zapytam czy mogę wejść i się rozejrzeć. Będę ciekawy jak się zmieni nasz domek.
- Kawał czasu tu przeżyliśmy...

Dom z Kamienia blog

Nim zamknęłam okiennice jeszcze kilka niespodzianek wyskoczyło z ukrytej szuflady...

Oto dlaczego tak nam się długo zeszło z przeprowadzką. Ja się nad każdym takim reliktem bardzo rozczulam, zaczytuję, wspominam. W jedno z tych przeprowadzkowych popołudni na przykład znalazłam mój pamiętnik i kiedy otworzyłam na wpisach z zimy 2004 gardło mi się w supeł zawiązało - w tamtym czasie niemal codziennie pisałam listy do Tomka, który po latach starań i łez zamieszkał w moim brzuchu. Myślę, że podaruję mu te listy ładnie wydane na osiemnaste urodziny. 

Wczoraj natomiast znaleźliśmy Tomka malunki, Mikołaja rysunki, wypracowania, pierwsze literki. I ot taki niby zwykły "bazgroł" nasmarowany świecową kredką, "bazgroł" co to nie przypomina ani smoka, ani człowieka, ani niczego innego, ale w rogu podpis: "Smok", Mikołaj, restauracja Buffo w Warszawie i data. 
Do wszystkiego co wyszło spod rąk chłopców podchodziłam zawsze na serio, z namaszczeniem. Mam dziesiątki jeśli nie setki takich kartek, karteluszek skrupulatnie opisanych. Nie wyrzuciłam ich. Mogę wywalić ciuch, którego nie noszę, zużyty garnek, książkę, która była beznadziejna, ale takie cuda to dla mnie prawdziwy skarb. Popatrzcie na to: 


A dziś niedziela listopadowa - pierwsza niedziela tej jesieni w czerwonej strefie... 
Dziś odpocznę! Dziś przede wszystkim odpocznę i basta! Dziś w końcu nic nie muszę i ta świadomość wzrusza mnie niemal do łez. Ta przeprowadzka wymęczyła nas fizycznie. Myślę, że jakieś dwa kilo mi ubyło, bo obcisłe do niedawna ogrodniczki zaczęły na mnie zwisać. Pogotuję, poczytam i pewnie na skromne góry się zasadzę. W końcu trekking to aktywność fizyczna, którą nawet bardzo ścisłe restrykcje dopuszczają. 

Teraz cieszę się też tym, że w końcu mogę zacząć dopieszczać nowy Dom. Mam nadzieję, że z dnia na dzień będzie coraz ładniej. Mogę też w spokoju skupić się na lekcjach i na pisaniu. Brakowało mi tego spokoju...

Listopad dobił do półmetka i zaczął być prawdziwym listopadem, rozmytym w mżawce, osnutym mgłą nawet w naszych Apeninach. I może to przez ten spokój, który nareszcie zapanował, ale i w tych mglistościach i w mżawce widzę prawdziwe piękno. Kiedy ostatkiem sił już po zmroku wracałam wczoraj z zakupami, spojrzenie co i raz zatrzymywało się na każdym najmniejszym detalu niknącym w mgle i zapadających ciemnościach. 

Dobrej niedzieli!

Spodobał Ci się tekst?

Teraz czas na Ciebie. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

  • Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka.
  • Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę.;
  • Bądźmy w kontakcie, polub mnie na Facebooku i Instagramie.

PODOBNE WPISY

1 komentarze