Kontrowersje wokół kata - z serii ciekawostki z Florencji

sobota, sierpnia 08, 2020


Jaki to był piękny poranek! Czekałam na pociąg na najbardziej urokliwej stacji świata i wpatrywałam się w masyw Lavane przykryty malinowym puchem. Co to był za widok! A jakbym tak pojechała kiedyś do Florencji tym pociągiem o piątej trzydzieści? - pytałam się w myślach. Zobaczyć Florencję o świcie, jeszcze zaspaną w takim właśnie malinowym świetle... Och! Do rozważenia koniecznie. Może na jesieni. Teraz przecież wypadów do Florencji mam niemal tyle, co na marradyjski plac.


Pociąg był nieco spóźniony, ale spóźnieni też byli moi Goście, więc miałam czas, by w samotności chwilę pokręcić się i powzdychać z zachwytem do wczorajszej jubilatki. Dokładnie 7 sierpnia kopuła Brunelleschiego świętowała swoje okrągłe urodziny - 600 lat!!! 

Z Sekretów Florencji:
Oto ona - arcydzieło architektury, kopuła jakiej nie ma ani Siena, ani Piza, ani żadne inne miasto... Rozpiętość 45 metrów, więcej niż kopuła rzymskiego panteonu...


Obeszłam katedrę dwa razy dookoła. Ludzi dosłownie garsteczka. Większy ruch wśród dostawców i służb porządkowych. Zderzenie najbardziej zachwycającego majestatu z przyziemnością. Och, panie Brunelleschi!


Moi Goście w końcu dotarli i jak zawsze byłam wzruszona - bo to są niezwykłe momenty, kiedy przechodzimy z trybu skype w tryb "na żywo".  Starałam się wybrać miejsca i ciekawostki, które zainteresują przede wszystkim najmłodszych i przy okazji zrodził się nowy pomysł - by opracować jeszcze jeden e-book - tym razem dedykowany dzieciom. 
Najpierw jednak muszę skończyć drugą część Sekretów, co idzie mi opornie, bo wciąż odkrywam nowe i coraz częściej też uświadamiam sobie, że do pierwszej części już teraz tak wiele bym dodała... 

No właśnie! 
I jedną z takich opowieści, jest ciekawostka związana z kościołem Sant'Ambrogio... 


Dawno temu, nim we Florencji zniesiono karę śmierci, zawód kata, do którego należało wykonanie wyroku był przekazywany z ojca na syna. Skazańcy mimo swoich przewinień mogli liczyć na pochówek w ziemi poświęconej, ale kaci już nie. Jakby nie było - wyrok nie wyrok, praca nie praca - uważani byli za zabójców i napiętnowani najcięższym grzechem śmiertelnym. A zatem rodził się problem, co zrobić, kiedy umrze kat, gdzie go pochować? Księża odmawiali pochówku na ziemi świętej, ale z drugiej strony i katom przecież należał się godny pochówek. 
Trzeba było zatem znaleźć una via di mezzo - jak mawiają Włosi, czyli iść na kompromis, spotkać się po środku. Co ciekawe dziś jedna z uliczek odchodzących od placu Ambrożego tak właśnie się nazywa:


Wymyślono, że katów będzie się chować pod kampanilą kościoła Sant'Ambrogio. Dokładnie pod tak zwaną salą lin, którymi pociągało się, by dzwony rozkołysać. Sala delle corde miała być aluzją do wykonywanego zawodu - skazańcy umierali przez powieszenie. 


Kościół świętego Ambrożego znajduje się w dzielnicy Santa Croce, tuż obok mercato. To jedno z bardziej klimatycznych i swojskich miejsc we Florencji. Jeśli chcecie spotkać florentyńczyków, zjeść prawdziwą kanapkę z lampredotto lub trippę, posłuchać lokalnej mowy, kupić wino na litry lub świeże owoce i warzywa, to Sant'Ambrogio będzie do tego idealnym miejscem.


Sam kościół natomiast też wart jest uwagi. Poza historią grobów florenckich katów kryje w sobie prawdziwe skarby, nawet jeśli dziś większość z nich (Botticelli, Lippi, Masolino) przeniesiona została do Uffizi
Sam budynek liczy sobie ponad tysiąc lat. Pierwsze wzmianki pochodzą z X wieku, świątynia została dedykowana świętemu Ambrożemu, który przebywał w tym miejscu kilka wieków wcześniej.
Na przełomie XV i XVI wieku w kościele zostało pochowanych kilku artystów - Mino da Fiesole, Simone del Pollaiolo oraz bardziej znani: Verrocchio i Granacci. Tego ostatniego nie trzeba przedstawiać tym, którzy zaczytywali się w Udręce i ekstazie. Granacci kształcił się w bottedze Ghirlandaia razem z Michelangelo, a potem przybył za nim do Rzymu i pomagał mu przy zdobieniu Kaplicy Sykstyńskiej.

Mino da Fisole
Lorenzo di Bicci

Oprócz Sant'Ambrogio zaprowadziłam moich Gości na Santo Spirito, gdzie też wyraźnie czuć jeszcze autentycznego ducha miasta, a potem tradycyjnie na San Niccolò oraz pod Rampe, by w rozkręcającym się sierpniowym gorącu zaczerpnąć odrobiny ochłody, pokazałam ogród Róż, aż wreszcie, by na amen nie zamęczyć dzieci, usiedliśmy u Beppy Fiorai i zajadaliśmy się smakowitościami z tagliere. 

tagliere u Beppa Fioraia

Rozstaliśmy się na via de' Bardi. Odwróciłam się i ze ściśniętym gardłem jeszcze raz pomachałam M. i jej chłopakom. I tu znów pozwolę sobie na odrobinę prywaty: Kochani bardzo dziękuję za dzień i w ogóle za wszystko! Dziękuję z całego serca. 


Na stację dotarłam na godzinę przed odjazdem mojego pociągu.
- Na który pociąg czekasz? - zapytał chłopak z obsługi.
- Na ten do Faenza. 
- Boia! To jeszcze godzina!
- To nic. Poczekam.

Boia to po włosku kat, ale słowa tego używają Włosi również jako przekleństwa. 

W pociągu spałam jak zabita. Zaczepiłam sobie tylko wszystkie torby bezpiecznie za ręce, żeby nikt z moim bagażem nie wysiadł i szczęśliwa choć raz z maseczki na ustach odpłynęłam w głęboki sen. Przy maseczce nie trzeba się martwić czy się buzia w czasie snu uroczo rozdziawi czy nie, to niewątpliwie jakiś pozytyw. 
Nim dotarłam do domu, zatrzymałam się jeszcze u biforkowych przyszłych sąsiadów, gdzie czekały na mnie... Patrz zdjęcie wyżej!
Miłego dnia. 

Jeśli ktoś z Was nie zna jeszcze moich SEKRETÓW - zapraszam do lektury. A jeśli ktoś z Was szuka towarzysza do florenckich spacerów i ma ochotę posłuchać mojego bajania, zapraszam do kontaktu mailem. 

Ps. Nim nastała północ kochana A. z Gronem Pedagogicznym i nie tylko dotarła do Biforco! 

KAT to po włosku BOIA (wym. boja)

Spodobał Ci się tekst?

Teraz czas na Ciebie. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

  • Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka.
  • Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę.;
  • Bądźmy w kontakcie, polub mnie na Facebooku i Instagramie.

PODOBNE WPISY

4 komentarze

  1. Ach, zjadłabym coś z tego półmiska Beppa Fioraia :). Niezwykła historia o katach...
    Kasiu ! Czyli masz już klucze! Otwieraj i pokazuj co Was czeka ;)
    Pozdrawiam Aneta(Mama) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko mam!!! :))) Mikołaj dziś pierwsze pudła pozanosił! Pokażę, pokażę, jeszcze chwilkę:))) Mam taki kocioł, że zobacz nawet zdjęć Wam nie wysłałam:)) Ale jak tylko czas ciut zwolni nadgonię ze wszystkim.

      Usuń
    2. Super, na wszystko cierpliwie będę czekać :)

      Usuń
  2. Nie mogę się doczekać, zupełnie jakbym to ja się przeprowadzała. Ale właściwie? tyle lat z Wami, to może i faktycznie ja się przenoszę na nowe? Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń