Układ z "Anką" i 14 lat mojej największej życiowej niespodzianki

niedziela, maja 17, 2020


- Co pijesz? - pyta "Anka".
- Wodę - odpowiadam krótko w nadziei, że się nie zorientuje.
- Dooobra... - Jak to "Anka", puszcza mimo uszu głupie odpowiedzi. - Co pijesz?
- Wodę... - obstaję przy swoim.
- Wodę! Ty pijesz wodę? Ona pije wodę!!!! - Do "Anki" wszystko dociera i zaraz leją się łzy i w ogóle robi się wzruszająco. Zdaje się, że ukradłam imprezę. H. dzwoni do rodziców, "Anka" płacze. Tajemnica przestaje być tajemnicą...

A było to tak:

Po latach leczenia, kuracji, modlitw, zabobonów, zastrzyków, zabiegów, cudów wianków, których owocem jest Tomek, jasnym było, że po drugie dziecko, aby już czasu nie tracić, jak tylko zdecydujemy, że moment jest odpowiedni, pójdziemy znów do kliniki. To była końcówka lata 2005 roku... Nie mogliśmy się zdecydować czy lepiej celować na różnicę wieku między dziećmi dwa czy trzy lata.

W tamtym czasie mój Brat od roku spotykał się z "Anką". Okazało się, że to właśnie miłość i że w ogóle sprawa jest poważna. Zaczęły się więc dylematy jak to wszystko poukładać, bo przecież ja - starsza siostra - na weselu brata to muszę się tak wybawić, że mnie zniosą z parkietu. 
Zaczęłam więc cisnąć, żeby się z tym ślubem streszczali, bo ja tu przecież jeszcze jedno dziecko chcę urodzić. Ustaliliśmy ostatecznie, że w takim razie najpierw "Anka" zostanie bratową przed Bogiem i prawem, a ja z tym dzieckiem to poczekam jeszcze rok. 

Nikt w tym wszystkim nie pomyślał, że największy zgrywus świata, będzie miał inne plany i sam zdecyduje, kiedy nadejdzie jego czas i na gapę, na ostatnią chwilę na weselną imprezę też postanowi się wkręcić.

Wszystko już było ustalone - data 12 sierpnia, sala i te wszystkie głupoty, które człowiekowi rujnują kieszeń i wtedy "Anka" - urodzony kaowiec zdecydowała, że trzeba się zintegrować. Częścią tej integracji miała być szalona impreza dla rodzeństwa Pani Młodej i Pana Młodego. 
"Jak ja jej to powiem...?" - Myślałam, kiedy w jeden z wieczorów u schyłku września jechaliśmy do podwarszawskiego domku...


- Co pijesz? - pyta "Anka".
- Wodę - odpowiadam krótko w nadziei, że się nie zorientuje.
- Dobra... - Jak to "Anka" puszcza mimo uszu głupie odpowiedzi. - Co pijesz?
- Wodę... - obstaję przy swoim.
- Wodę... Ty pijesz wodę? - chwila ciszy, kilka refleksji, szybka dedukcja -  Ona pije wodę!!!! - Do "Anki" wszystko dociera i zaraz leją się łzy i w ogóle robi się wzruszająco...

"Anka" i Mój Brat tak jak było zaplanowane wzięli ślub 12 sierpnia 2006 roku, dokładnie trzy miesiące po przewidywanym porodowym terminie. Mikołaj przyszedł na świat w pewien środowy poranek 17 maja. Bezproblemowy od pierwszych chwil, nawet na tym weselu udało mi się wybawić, może nie tak, że ktoś mnie musiał znosić z parkietu, bo przecież matka karmiąca... ale największa zabawa i tak była dopiero przede mną. Wszystkie te lata bycia mamą Mikołaja (Tomka oczywiście też, ale na inne wspomnienia przyjdzie czas) to najpiękniejsza przygoda! 


Kiedy zaczęłam podejrzewać, że coś jest na rzeczy, poszłam z małym Tomkiem w wózeczku do najodleglejszej apteki jaką znalazłam. Miałam testową traumę. Wydawało mi się, że po tych wszystkich latach mojego czekania na Tomka wszystkie apteki wywiesiły kartkę "tej pani testów ciążowych już nie sprzedajemy". 
Jak tylko wróciłam do domu zaraz zrobiłam ten nieszczęsny test, na którym w moment odmalowały się dwie wyraźne kreski. 
Dziś wydaje mi się nieprawdopodobnym, że moją pierwszą myślą było: "biedny Tomuś", drugą: "co ja powiem "Ance"?"


Dziś "Anka" jest matką chrzestną Mikołaja, a ja gdy patrzę na chłopców, kiedy są razem, kiedy rozmawiają, kiedy się przytulają, kiedy tarmoszą myślę sobie, że nie mogłam im zrobić piękniejszego prezentu niż dać ich sobie nawzajem. Może to nie obiektywne, może mało w życiu widziałam, ale nie znam osobiście rodzeństwa będącego tak bardzo razem jak oni. 

To miał być dla Mikołaja wyjątkowy rok. Wycieczka do Mediolanu, musical na deskach marradyjskego teatru i w końcu pierwszy poważny egzamin. Tymczasem świat stanął na głowie. Co będzie dalej, któż to dziś raczy wiedzieć... Tak czy inaczej te urodziny są swego rodzaju półmetkiem. 14 lat - 7 lat w Polsce i 7 w Italii. Od teraz szala przechyla się na tą drugą stronę, od teraz może mówić, że większą część życia spędził w Italii. Kiedyś do tego odliczania dojdzie pewnie jeszcze inna geografia. Czasem zastanawiam się na ile ważną rolę w tym całym jego kształtowaniu się odegrało miejsce w jakim dorasta. Czas pokaże. Przyszłość oceni.

Gdybym miała Mikołaja krótko scharakteryzować pierwszą myślą, która przychodzi mi do głowy, powiedziałabym: DOBRY CZŁOWIEK. Mam nadzieję, że ta dobroć wrodzona, szlachetność, czułość nie znikną w nim wraz z upływem lat.

DZIŚ:

Mikołajeńku, Mikołasiu, Miśku, Majki, Nico, Nicolino, Pączku, Perełko, Króliczku (i tysiąc innych epitetów) bądź zawsze tak pozytywny, tak radosny, tak dobry. Twoje najważniejsze cechy to w dzisiejszym świecie prawdziwa rzadkość. Nie zgub tego i nie pozwól nigdy, żeby ktoś to w Tobie zniszczył. Kocham Cię bardziej niż możesz to sobie wyobrazić.
AUGURI AMORE MIO! BUON COMPLEANNO!


UKŁAD to po włosku ACCORDO (akkordo)

Spodobał Ci się tekst?

Teraz czas na Ciebie. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

  • Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka.
  • Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę.;
  • Bądźmy w kontakcie, polub mnie na Facebooku i Instagramie.

PODOBNE WPISY

14 komentarze

  1. Sto lat Mikołaju! Niech Ci się spełniają marzenia �� Pozdrawiamy z Torunia

    OdpowiedzUsuń
  2. Mikołaju ... z okazji urodzin życzę Ci odwagi i sił, by porywać się na cele i zmiany, które z pozoru wydają się trudne, a później wprost wymarzone, realizacji planów, nowych marzeń i kolejnych natchnień ... sto lat! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego najlepszego Mikołaju! Dużo miłości, życzliwych ludzi wokół siebie, nieograniczonej pogody ducha oraz poczucia spełnienia w każdej dziedzinie życia! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Często patrząc na moje dwie córki powtarzam dokładnie to co napisałaś: "nie mogłam im zrobić piękniejszego prezentu niż dać ich sobie nawzajem".

    Ciepło mi na sercu za każdym razem jak goszczę w kamiennym domu. DZIĘKUJĘ,że jesteś!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło! Tak - kochające się rodzeństwo to coś pięknego!:)
      Ja też dziękuję, że zaglądasz do Domu z Kamienia

      Usuń
  5. Wszystkiego najlepszego dla Mikołaja - Samuraja :). Niech pasje i marzenia niosą go wszędzie tam gdzie tylko zapragnie ! 100 lat !!!
    Pozdrawiam i życzę zdrowia AnetaG

    OdpowiedzUsuń
  6. WSZYSTKIEGO NAJPIĘKNIEJSZEGO Mikołaju !! Maria

    OdpowiedzUsuń
  7. Mikołaju , ależ Cię mama pięknie opisała , bądż dobry , miej marzenia i spełniaj je , chłoń wiedzę i poszerzaj horyzonty , a reszta przyjdzie sama , wszystkiego najlepszego

    OdpowiedzUsuń