Ostatnia wieczerza oczami kobiety - florenckie zaskoczenie

niedziela, października 27, 2019


Kelner przy Ponte Vecchio wciągał do lokalu tablicę z menu dnia i wyklinał tego, kto napisał z błędem cacciucco. Wyklinał soczyście i barwnie jak tylko florentyńczycy potrafią.  Uśmiechnęłam się do scenki i pognałam dalej na Costa dei Magnoli i dalej Costa San Giorgio.


Wyczytałam, że znajduje się tam dom Galileusza. Nie jest to jednak dom, w którym mieszkał na stałe. Kupił go w 1634 i tylko pomieszkiwał tu czasowo. Na tylnej ścianie jest ponoć do tej pory meridiana zrobiona przez samego astronoma. Budynek znajdziecie po drodze do ogrodów Bardini. 


Oczywiście dom Galileusza był tylko dodatkową atrakcją. Pojechałam do Florencji, żeby smakować spokojnie, w samotności inne cuda... Prawdziwe cuda!

Każdy, nawet ten, kto z historią sztuki jest na bakier zna przynajmniej kilka nazwisk renesansowych artystów - Michelangelo, Leonardo, Botticelli, Donatello. Za nimi oczywiście cała plejada innych znakomitości, którą na jednym tchu wymienią bardziej wtajemniczeni miłośnicy sztuki. Ale czy ktokolwiek z Was - weźmy pod uwagę już nawet nie sam renesans ale i epokę Quattrocento - potrafi wskazać jakąś kobietę? Chociaż jedną!

Kiedy pisałam Wam o San Marco pominęłam milczeniem moje pewne, zaskakujące odkrycie. Stwierdziłam, że taką perełkę zachowam na inną okazję i długo nie musiałam czekać, bo oto okazja się nadarzyła i to jeszcze jaka! W muzeum klasztornym wśród fresków i innych dzieł sztuki wypatrzyłam wtedy "Opłakiwanie Chrystusa" autorstwa pewnej zakonnicy i wtedy też uświadomiłam sobie, że to pierwsza kobieta - artystka tamtych czasów o jakiej słyszę. Mowa o Plautilli Nelli. 


Przeczytałam zaraz jej biografię i czekałam na odpowiedni moment, by zaskoczyć Was tą opowieścią. Dobry moment nadarza się właśnie teraz, bo oto dziesięć dni temu do muzeum Santa Maria Novella po pięciu latach renowacji, która kosztowała 200.000 euro powróciła "Ostatnia wieczerza" autorstwa suor Plautilli Nelli.
Jest to jedno z najważniejszych i najbardziej wyjątkowych dzieł w całej historii sztuki, a do tego pierwszy i prawdopodobnie jedyny obraz "Cenacolo" widziany oczami kobiety. 


Plautilla wstąpiła do zakonu dominikanek, kiedy miała czternaście lat, zaraz po tym jak jej matka zmarła na cholerę. Rok później przyjęła śluby. Wiele faktów przemawia za tym, że pochodziła z zacnego rodu. Jej siostra - również mniszka - jest autorką biografii Savonaroli, a jedna z krewnych była matką Machiavellego. 
"Pictora" - jak podpisywała swoje obrazy Plautilla - jest autorką około 27 dzieł, o których wiadomo, ale przypuszcza się, że jest ich znacznie więcej rozsianych do tej pory po florenckich domach. Często bowiem przyjmowała prywatne zlecenia, by w ten sposób pomóc finansowo swojemu zakonowi. 
"Ostatnia wieczerza" to niezwykły obraz, który wypełniają postacie naturalnych rozmiarów. Płótno ma długość siedmiu metrów, a wysokie jest na dwa metry. Choć Nelli żyła w zakonie objętym klauzulą, przypuszcza się, że przy przygotowaniu samego płótna z racji jego rozmiarów musiał pomóc jej mężczyzna. Słaby argument, ale niech będzie... 
Bardziej przemawia fakt, że twarze apostołów oddane są z realistyczną dokładnością. Co ciekawe jednak - twarz, która najbardziej przykuwa uwagę, to twarz świętego Jana, która ma w sobie zdecydowanie więcej kobiecości niż cech męskich.
Zadziwiające jest to, że wyjątkowo utalentowana suor Plautilla, nigdy nie uczyła się w żadnej bottedze, nie pobierała też nauk anatomii - było to wtedy dla kobiet zakazane. Wszystko zatem czego się nauczyła to osobisty kontakt z dziełami sztuki, w tym przede wszystkim z obrazami fra Bartolomeo, który był jej największą inspiracją. 
Jeśli więc będziecie we Florencji zajrzyjcie koniecznie do Santa Maria Novella. Cenacolo Plautilli Nelli to tylko jedna z perełek. Aktualnie można też podziwiać sugestywną wystawę poświęconą Leonardo, ale o tym opowiem już w tygodniu, bo jutro na pewno ostatni raz w tym roku poprzynudzam o kasztanach. Opowiem też o jeszcze jednej i jeszcze jednej Ostatniej wieczerzy i tak będę bajać bez końca w ciągłej euforii, że to wszystko mam tak blisko, że to wszystko mogę mieć każdego dnia. Jakie to szczęście, że mogę obcować z Wielką Sztuką, kiedy tylko dusza zapragnie... 


OSTATNIA WIECZERZA to oczywiście L'ULTIMA CENA, CENACOLO to WIECZERNIK - poprawiam wg słusznej sugestii Czytelnika/Czytelniczki. To był mój skrót myślowy, z racji tego, że tak - przynajmniej tu we Florencji - nazywane są obrazy przedstawiające Ostatnią Wieczerzę. 

Spodobał Ci się tekst?

Teraz czas na Ciebie. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

  • Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka.
  • Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę.;
  • Bądźmy w kontakcie, polub mnie na Facebooku i Instagramie.

PODOBNE WPISY

0 komentarze