Smutne losy fałszywej Madonny

piątek, maja 21, 2021

Historia Matki Boskiej Cygańskiej - Dom z Kamienia blog

Dzisiaj miałam zamiar znów dzielić się florenckimi impresjami, ale kiedy jechaliśmy wczoraj do toskańskiej stolicy jeszcze w Mugello przy drodze minęliśmy uroczą kapliczkę i aż mi serce podskoczyło z radości! 
Oto obrazek, którego wypatruję już od długich miesięcy, od czasu kiedy przeczytałam jego arcy smutną historię. Wcześniej widziałam go w co drugim włoskim domu, jednak odkąd poznałam jego historię i zapragnęłam ją opowiedzieć jak na złość wszystkie "zapadły się" pod ziemię. Nie mogłam rzecz jasna podpierać się zdjęciami z internetu - to znaczy nie chciałam, wiedziałam, że wcześniej czy później obraz odnajdę. 
I oto mamy piękny majowy dzień. Mugellańska kapliczka w rogu zieloniusieńkiego pola stoi i czeka jakby na mnie, czeka bym opowiedziała historię Madonny, która wcale żadną Madonną nie była... 

Historia Matki Boskiej Cygańskiej - Dom z Kamienia blog

Oto jeden z najbardziej znanych obrazków "świętych". W Polsce nazywa się go Madonną Cygańską czy też Matką Boską Cygańską, w Italii znajdziemy go w wielu domach. To chyba jeden z najchętniej powielanych wizerunków Madonny. Sęk w tym, że kobieta na obrazku to nie żadna Matka Boska, a dziewczyna, która żyła naprawdę w zeszłym wieku. 

Angela Cian - tak się nazywała - w momencie powstania portretu miała 11 lat. Na rękach trzyma swojego braciszka Giovanniego. Autorem portretu jest Roberto Ferruzzi, malarz żyjący na przełomie XIX i XX wieku. Pewnego dnia zobaczył Angelę, jedną z piętnaściorga rodzeństwa trzymającą swojego śpiącego braciszka i widok ten tak bardzo go wzruszył, że postanowił zatrzymać go na płótnie. Obraz zatytułował Maternità, czyli Macierzyństwo.

Historia Matki Boskiej Cygańskiej - Dom z Kamienia blog

Obraz został wystawiony i nagrodzony na biennale w Wenecji w 1897 roku. Tak spektakularny sukces spowodował zmianę tytułu. Od tej pory nazywano go Madonnina, z czasem też zyskał "przydomki": delle vie czy też del riposo. Został zakupiony za trzy tysiące lirów, potem przechodził w kolejne ręce i następne. Tysiące razy drukowany jako święty obrazek, królował w dewocjonaliach. To jednak jeszcze nie koniec historii.
W czasie drugiej wojny światowej zakupił ten obraz ambasador amerykański we Francji, niestety statek, którym podróżowała Madonnina utonął. Niektórzy są przekonani, że to nie jest prawda i że obraz wylądował w jakiejś prywatnej kolekcji w Pensylwanii.

Natomiast dziewczyna z portretu w międzyczasie dorosła i przeprowadziła się do Wenecji. Wyszła za mąż i na początku XX wieku pojechała za mężem do Kalifornii. Urodziła dziesięcioro dzieci, jednak rodzinne szczęście przerwała nagła śmierć jej męża - Antonio Bovo zmarł w wieku 42 lat. Po tej tragedii nie potrafiła już stanąć na nogi, ani zająć się rodziną. Dzieci zostały rozdzielone po sierocińcach, a ona sama resztę życia spędziła w szpitalu dla obłąkanych. Zmarła w 1972 roku i co ciekawe, nigdy nie dowiedziała się, że do jej oblicza modliło się tylu wiernych. Nie wiedziały o tym też jej dzieci.  

Cała historia stała się powszechnie znana dzięki jednej z córek Angeli. Siostra zakonna Angela Maria Bovo odkryła ją w 1984 roku. Dziewczynka - siódma z rodzeństwa - trafiła wraz z pozostałymi braćmi i siostrami do sierocińca i długo nie miała możliwości nawiązania żadnego kontaktu z krewnymi we Włoszech. Kilka lat potem odkryła w sobie powołanie i wstąpiła do zakonu. Wtedy to jako dorosła kobieta postanowiła odnowić rodzinne więzi. Kiedy przybyła do Włoch udało jej się spotkać z dwiema już bardzo leciwymi ciotkami - siostrami jej matki i to one właśnie opowiedziały jej historię portretu jej matki, który stał się sławny na całym świecie.

Kiedy usłyszałam tę historię po raz pierwszy, poruszyła mnie do głębi i porusza również dziś, kiedy mam okazję podzielić się nią z Wami.

Dom z Kamienia blog

Wyjazd do Florencji udał nam się pięknie, choć paradoksalnie nie udało się żadne z zaplanowanego przy okazji zwiedzania. Najważniejsze jednak, że paszporty nowe zamówione, że kanapka z lampredotto zjedzona i te róże... Ale o Florencji słów kilka to już jutro, bo dziś piątek, a piątek to najbardziej zakręcony dzień w tygodniowym grafiku. Dobrego dnia!

Ps. Ostatnie zdjęcie to efekt przetrąbienia bonu od księgarni internetowej! Paczka czekała na mnie pod drzwiami. 

ŚWIĘTE OBRAZKI to po włosku SANTINI (wym. santini)

Spodobał Ci się tekst?

Teraz czas na Ciebie. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

  • Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka.
  • Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę.;
  • Bądźmy w kontakcie, polub mnie na Facebooku i Instagramie.

PODOBNE WPISY

4 komentarze

  1. Piękna opowieść - dziękuję.
    A maj to miesiąc Maryjny:)
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Kasiu za piękna , niesamowita opowieść.. Mam taki obrazek ... Marysia

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Kasiu za piękna , niesamowita opowieść.. Mam taki obrazek ... Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam tę opowieść!:))) Uściski Marysiu!

      Usuń