Może dziś...

niedziela, czerwca 07, 2020


- Już chyba te lody sobie dziś odpuścimy - powiedziałam do chłopców, kiedy po obiedzie kończyliśmy niebiańskie, truskawkowe tiramisu'.
- A dlaczego? Ja mam ochotę na lodzika - powiedział przekornie Tomek.
- Ty chyba zwariowałeś? - młodszy brat popatrzył na niego z takim potępieniem, że aż sama jeszcze raz poczułam ciężar kalorii, które pochłonęliśmy na obiad. Jeśli nawet Mikołaj uznał, że lody byłyby po tym wszystkim szaleństwem, to znaczy, że naprawdę przesadziliśmy.
- Teraz to idziemy na spacer, żeby się poruszać i dziś na kolację jemy samą sałatę.
- Ja tam się dobrze czuję - Tomek podciągnął koszulkę i zademonstrował płaski brzuch.
- Fakt! Nie wiem, gdzie to wszystko ci się zmieściło! Co za niesprawiedliwość... Taki brzuch to ma super modelka po lewatywie. Ja zjadłam połowę tego co wy, a czuję się tak jakbym zarzuciła kotwicę. Za piętnaście minut wszyscy gotowi do wymarszu!


Wyrzuty sumienia targały chyba wszystkimi, bo ani jeden ani drugi tym razem na spacer nie kręcił nosem. Poszliśmy w stronę Campigno... Wzdłuż rzeki, wzdłuż łąk, a świerszcze grały tak, że aż w uszach dzwoniło... Na widok tych wszystkich kwiatów przypomniałam sobie o wodzie świętego Jana. To już za dwa tygodnie!


To najpiękniejszy moment teraz... Jesteśmy razem, mamy dla siebie czas, opychamy się czereśniami i truskawkowym tiramisu'. Toskania kwitnie, pachnie, gra świerszczami, błyska nocą świetlikami... 
Idę z Tomkiem pod ramię, Mikołaj obok pedałuje na rowerze. To zwalnia to przyspiesza, zatacza kółka, zatrzymuje się przy kępach margerytek...

- Popatrz! Zrób mu zdjęcie! - Mówię do Tomka, któremu przypadła rola dźwigania na szyi Nikona. - Mikołaj nadal jest Tolibowskim...


Mój nastolatek ma w sobie jeszcze tyle wdzięku i czułości! Oby nigdy tego nie stracił... 

Najpierw, kiedy wyciągam po kwiaty rękę, omija mnie szerokim łukiem i ze śmiechem woła:
- To przecież dla Tomka! - ale zaraz potem podaje mi bukiecik polnych kwiatów, który z namaszczeniem wtykam sobie we włosy. Wyglądam pewnie jak jakaś podrabiana rusałka, ale trudno... Taka ozdoba jest dla mnie cenniejsza niż najpiękniejszy nawet kapelusz od Diora.  

- Co tam masz? Czterolistna koniczynka? - pytam Tomka, który ot tak pochyla się i zaraz podnosi triumfalnie zieloną zdobycz. On ma jakiś radar. Zawsze i wszędzie od maleńkości znajdował te cztero i więcej "listne" koniczynki. Mam ich mnóstwo powtykanych, zasuszonych w starych notesach i książkach. W ogóle to z co drugiej książki wysypują mi się suszki koniczynek i darów od Tolibowskiego.

- Pięciolistna! 


- Jutro mnie Pusia nie budź, jutro będę odpoczywał.
- Odpoczywał od czego?? Chyba od odpoczywania!
- Pusia... 
- Wiesz co? Ty niemożliwy jesteś! Nawet na ostatnią lekcję dziś zaspałeś. 
- Nie zaspałem, tylko pomyliłem godziny... Bywa...
- Bywa... Aż niesamowite, że oto jesteś już w trzeciej klasie liceum!


Wieczorem na kolację, tak jak obiecałam zjedliśmy michę sałaty. Sałata ze słodkimi pomidorami i młodą cebulką... Tak niewiele potrzeba do szczęścia. 
- Pizzę to już jutro zrobię - zapowiadam chłopcom. - Dziś byłaby niedopuszczalną rozpustą. Poza tym, kto by ją zjadł?
- Ja tam bym ją teraz wciągnął. Jestem nawet głodny...
- Jedz sałatę, na zdrowie!  

Może dziś nim burza nawiedzi dolinę uda nam się wyjść na dłuższy spacer. Wczorajsze sześć kilometrów to tyle co nic. Nogi potrzebują więcej, głowa też. Może dziś znów będziemy się smakami rozpieszczać. Może znów zagrają nam świerszcze. Może znów dzień przygotuje dla nas coś dobrego... 

COŚ DOBREGO to po włosku QUALCOSA DI BUONO (wym. kualkoza di buono)

sukienka: www.Madame.com.pl


Spodobał Ci się tekst?

Teraz czas na Ciebie. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

  • Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka.
  • Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę.;
  • Bądźmy w kontakcie, polub mnie na Facebooku i Instagramie.

PODOBNE WPISY

0 komentarze