To co niezmienne

niedziela, października 28, 2018


Od sobotniego rana, a może nawet i od nocy wiało scirocco. Nie lubię wiatru chyba jeszcze bardziej niż deszczu, zawsze budzi we mnie niepokój. Jednak scirocco to coś innego. Póki wieje ciepły wiatr znad Afryki, zima i chłód nam nie grożą. Wywraca donice na tarasie, targa drzewami, trzaska niedomkniętymi oknami, ale mimo hulaszczego charakteru, zimna ze sobą nie niesie. 


- Pójdziemy pozbierać resztki kasztanów? - Pyta Mikołaj po obiedzie, a ja cieszę się jak wariat, bo już dawno nigdzie we troje nie spacerowaliśmy. - Teraz już można - dodaje tonem znawcy.
- Można, można! Pójdziemy do tego gaju blisko Castellone. Na grzyby też przy okazji zerkniemy. 
Jeszcze nie tak dawno wyciągałam chłopców w każdy weekend na wspólne spacery. Teraz udaje nam się to trochę rzadziej. Coraz więcej mają swoich spraw, zajęć, zwłaszcza Tomek, którego szkoła pochłania też w sobotę.


Nasze spacery, nawet jeśli teraz rzadsze, to jednak wciąż tak jak kiedyś - trzymanie się za ręce, czułości i nienagadanie, a Tomek dalej potrafi zasypywać gradem pytań. Urośli bardzo i wydorośleli. Kiedy patrzę na zdjęcia sprzed choćby dwóch lat, oczy przecieram ze zdumienia. Aż się nie chce wierzyć, że tak niedawno byli po prostu dziećmi. 


Rozgrzebujemy wyschnięte jeżyki, zerkamy na boki w poszukiwaniu grzybów, "o pungitopo!" - woła Mikołaj i zaraz zaczyna podśpiewywać "Bóg się rodzi". Potem opowiada o wyprawie Magellana, a Tomek podważa jego teorie. Przeskakują z tematu na temat. Tu historia, tam nauka, zaraz film, potem muzyka. Niezmiennie uwielbiam z nimi rozmawiać. 


Sobota mija nam leniwie. Tak jak chciałam. Mam nawet czas, żeby poleżeć w łóżku z kawą i książką. Czytam o Monecie i oderwać się nie mogę. 
- Podoba ci się? - zagląda mi przez ramię Mikołaj. 
- Bardzo, myślę, że tobie też powinna się podobać, jak skończę możesz przeczytać.
- Fajnie.
Po raz pierwszy od dawna otwieram też plik z książką, czytam, nanoszę poprawki i znów obiecuję sobie - "godzina dziennie pracy nad tekstem". Muszę w końcu coś z tym zrobić, a wciąż w tej kwestii brakuje mi konsekwencji. Kiedy się za to zabrać, jeśli nie zimą, jesienią? 


Scirocco przyniosło deszcz. Ciepły deszcz. Ostatnia kasztanowa sagra nie będzie pewnie cieszyć się sukcesem. Mam nadzieję, że uda nam się choć krótki spacer wśród kasztanowych straganów, zjemy bruciate, napiję się cagniny, sfotografuję bruschettaio, a potem pożegnamy sagrę na rok.

TRZASKAĆ OKNAMI to po włosku SBATTERE LE FINESTRE (wym. sbattere le finestre)

Spodobał Ci się tekst?

Teraz czas na Ciebie. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:

  • Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka.
  • Jeśli uważasz, że wpis ten jest wartościowy lub chciałbyś podzielić się z innymi czytelnikami – udostępnij mój post – oznacza to, że doceniasz moją pracę.;
  • Bądźmy w kontakcie, polub mnie na Facebooku i Instagramie.

PODOBNE WPISY

5 komentarze

  1. Zazdroszczę... Celebrujcie te chwile tak często jak tylko się da. Buziaki Kochani!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, a wyjaśnisz co to pungitopo, brucciate i cagnina? Bruschettaio już wiem co znaczy☺️
    Dzięki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://domzkamienia.blogspot.com/2015/03/pozimowe-rozruszanie-miesni.html?m=1 tu pisalam kiedys o pungitopo:) bruciate inaczej caldarroste czyli pieczone kasztany. Cagnina to slodkie wino ktore pije sie do caldaroste:) przepraszam za brak wyajsnienia:)

      Usuń